Jak zarobić na idiotach – Książka… do napisania.

KsiążkiZłośliwiec

Written by:



Pamiętam, gdy niedawno była moda (a może dalej jest, ale trochę ucichła) na twór zwany „Zniszcz ten dziennik”. Pamiętam, jak bardzo bolało mnie wtedy serce, że ludzie są, kolokwialnie mówiąc, dymani na kasę. Jak to, przecież, aby być kreatywnym, trzeba najpierw wydać 30 złotych i pochwalić się na Instagramie. Mniejsza, z bólem serca przełknąłem taki dziennik i jemu podobne kopie. Niestety natknąłem się na kolejny wyciągacz pieniędzy, ale nie tak popularny, droższy i bardziej ubogi w treść (w dzienniku przynajmniej jakieś rysunki były).

Byłem chory (nie psychicznie) i może po części przez to nie mogłem przejść obojętnie obok książki do napisania. Dla tych, co mi nie wierzą, że ktoś wpadł na pomysł stworzenia czegoś takiego: odsyłam do strony.


książka-do-napisania-jak-zarobić-na-idiotach


Spójrzmy jednak co Książka… do napisania” nam oferuje. Niestety, jakby można było wywnioskować z nazwy, to nie poradnik w stylu „Jak napisać przyszły bestseller”. Nie ma się co martwic, bo dostajemy coś znacznie lepszego! Za 35 złotych (cena na stronie, okładkowa 45) otrzymamy „książkę” – ekskluzywnie wydaną, w dużym formacie B5, z twardą, sztywną okładką. Na deser atłasowa tasiemka i liniuszek. W praktyce 300-stronicowy zeszyt. Ale czego się nie robi, a w tym przypadku ile się nie zapłaci, dla egzemplarza własnej książki! W Wordzie za darmo, ale tam nie dają inspirującego wstępu… I atłasowej wstążeczki!

Prawdopodobnie dla takich skner jak ja stworzyli mniejszą. 10 zł taniej, 60 stron mniej, ale za to dwie zakładki w formie sznurowadeł.  Niestety, na to też się nie skuszę – nie wiem, czy przez zdrowy rozsądek, czy przez projekt okładki Krzyśka Kubiaka.


Na stronie dowiemy się też, że wreszcie możesz spełnić swoje marzenie i wydać książkę! Aż w jednym sprzedanym egzemplarzu i to za własne pieniądze. Już jesteś self-publisherem. Żeby tego było mało, jako kolejny dar z nieba, otrzymamy możliwość płacenia tylko raz za wysyłkę! I to nie ważne ile zamówisz egzemplarzy! Patrząc po takich ofertach, to Polska już nie jest pięć lat za murzynami. Jeszcze trochę, a zamiast poczty polskiej, można będzie zamawiać kuriera.



Żeby nie było: ja naprawdę starałem się znaleźć jakieś plusy tego tworu. Ból głowy nie ustępował, a ja myślałem i myślałem. W końcu wymyśliłem. Przecież gdy „Książka… do napisania!” stanie się bardziej popularna, powiedzmy tak jak „Dziennik”, to więcej ludzi zacznie pisać i może nawet czytać. Niestety, patrząc na dzisiejszą datę oraz datę powstania, a także ostatniego posta na facebook’u – czyli w 2015, odnoszę dziwne wrażenie, że nie stała się popularna w ogóle. W Empiku nie widziałem, nikt w szkole tego nie miał, nikt o tym nie mówił – a ja sam dowiedziałem się przez przypadek. No cóż, szkoda. 


Z ciekawości też spojrzałem, kto aktualnie posiada prawa do tego cudeńka: wydawnictwo AlterNatywne, które twierdzi, że jest trzecim typem wydawnictw, obok normalnych i ze współfinansowanych. To już niestety sprawa na inny post. Na pierwszym obrazku widzimy wielki napis nowość – 2016 r.” 

– taka zabawna historia, że ten twór był sprzedawany już rok temu…


A co Wy sądzicie o „Książce… do napisania”?

7
Dodaj komentarz

avatar
7 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
MoreniLawyerkaszogu44Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Moreni
Gość

Ja "Zniszcz ten dziennik" zawsze klasyfikowałam gdzieś obok kolorowanek, tak więc jakoś mnie nie ruszała jego popularność.

A sama "Ksiązka do napisania"… no cóż, ekskluzywne notesy potrafią być o wiele droższe *marzy żeby ją kiedyś było stać na Paperblanks*. Ale one nadrabiają jakością wykonania i papieru. Ciekawe, jaki jest papier w tym (no bo to notes jest w końcu).

szogu44
Gość

Wydaje mi się, że 100 zł za notes, nawet mimo dobrego wykonania, to o wiele za dużo. Jestem zdania, że lepiej kupić 20 notesów po 5 zł i go używać, bo jakbym miał ten, o którym wspomniałaś, to chyba bałbym się (i po części żałowałbym) cokolwiek napisać. Ale to tylko ja, sknera.

Moreni
Gość

A to zależy do czego używasz. Bo na przykład do pisania piórem większość notesów po 5 zł najzwyczajniej w świecie się nie nadaje. A jak już ktoś chce kaligrafować piórami fleksującymi, to w ogóle zapomnij… Choć akurat IMO przy Paberblanksach przynajmniej połowę ceny płaci się za wygląd.

szogu44
Gość

No tak, oczywiście. Ale do codziennego użytku to za drogo. Cos jak zeszyty littlemonster :v
Osobiście zastanawiałem się nad memo book (zaryzykuje stwierdzenie, że to podróbka bullet journal). Całkiem przyjemnie wygląda, nie ma linii ani kratki – tylko kropki, co ponoć umożliwia względnie ładne pisani i rysowanie. Problem jest taki, że ja często zapominam używać takich rzeczy i się kurzą gdzieś na biurku/półce

Moreni
Gość

Rhodia też ma jakieś modele z kropkami, ale ja generalnie jestem zbyt wielkim życiowym nieogarem, żeby używać notesów (no dobra, jakiś wypasiony zawsze sobie kupuję w charakterze cytatniczka). Rysuję w szkicownikach (i też trzeba macać, bo niestety nie każdy szkicownik nadaje się do wszystkiego), a do notatek zawsze kupuję sobie kalendarz dzienny A5 lub A6 (absolutnie uwielbiam te z Oxforda, bo mają idealny papier pod pióro, ale w mim supermarkecie w tym roku ich nie było ;() – znacznie łatwiej się w nich rozpisuje oczekiwane premiery książek.

Lawyerka
Gość

Ciekawa jestem ile osób pokusiło się o napisanie w ten sposób własnej książki i ukończyło ją nawet. No cóż, kto bogatemu zabroni. Należę do tych osób, które lubią pierdółki, notesiki, tasiemki i inne takie wstążeczki, ale na szczęście wrodzony sknera sprawia, że wybieram zazwyczaj te niskobudżetowe. Z drugiej strony tego typu produkty mogą okazać się świetnym pomysłem na biznes, chociaż akurat egzemplarze opisane powyżej nie zachęcają urokliwością 🙂

szogu44
Gość

Pomysł na biznes dobry – bo wiadomo na jakiej grupie społecznej najlepiej się zarabia 😉 (chociażby sukces zniszcz ten dziennik)

%d bloggers like this: