Pamiętaj, aby zawsze być odważny!

Nawet stojąc w parku, musisz być odważny.

Jest noc. Wracałeś od znajomego i postanowiłeś zapalić papierosa. W zasięgu wzroku żadnej żywej duszy – a co gorsza, martwej też. Pół Camela już za tobą. Aż tu nagle zza krzaków wyskakuje gigantyczny pająk, przebrany za psa. Co robisz? Uciekasz!
Jeszcze gorzej, gdy wyskoczy na ciebie Seba z nożem. Wtedy uciekasz dwa razy szybciej.

Przyjechała do Ciebie policja i zaczyna zadawać niewygodne pytania. Co Pan/Pani robiła wczoraj w nocy? Czy ma Pan/Pani na to świadków? Co robi pięć dziewczynek w piwnicy? I usilnie próbują patrzeć Ci głęboko w oczy. A Ty tego nie lubisz – uciekasz wzrokiem.

Wróćmy do sytuacji z pierwszego akapitu – wracałeś od kolegi, ale z imprezy. Jesteś pijany. Jeszcze nie w trupa, ale czujesz, że niedługo zawartość żołądka wyemigruję. Chciałeś się najebać – pokłóciłeś się z rodziną, może z dziewczyną lub żoną. Albo w pracy ci nie idzie – szef idiota coś popsuł, ale poszło na Ciebie, zbliża się deadline, a ty nic jeszcze nie przygotowałeś. A może masz po prostu już dość tego życia? Znudziło cię? Rozczarowało?

Wcale nie musiałeś pić. Mogłeś zapalić blanta albo walnąć wiadro – byleby weszła odpowiednia faza, byleby… Nic nie czuć? Mieć lepszy humor? Zdystansować się do problemów? A może po prostu przez jakiś czas nie myśleć, tylko jeść czekoladę.
Nie pijesz, nie palisz marihuany. A może wyszedłeś ze stresującej rozmowy na papierosa? Jednego, drugiego, trzeciego. Odpręża Cię to, daje chwilę na „odetchnięcie”.

Niemiecki to zło. I ogromny problem.

Opowiem Wam jeszcze historyjkę stricte z mojego życia, bo skoro analizowałem Wasze, to muszę też coś o sobie.

Wczoraj nie poszedłem do szkoły. I patrząc na poziom mojego lenistwa – ponad dziewięć tysięcy – zdarza mi się to całkiem rzadko. Szczególnie że to ani nie jest długi weekend, ani nie są to święta. Zostałem w domu, bo miałem niemiecki. Żebyście zrozumieli mój problem, opowiem Wam co nieco o sobie: języka niemieckiego uczę się od podstawówki. A raczej każą mi na niego chodzić. Nie umiem go kompletnie. Serio. Nie wchodzi mi jeszcze gorzej niż matematyka. Ale co poradzić, sprawdziany na dwójki – chociaż kurde ciągle mi punktu do trójki brakuje – zaliczam. Tym razem jednak moja ulubiona nauczycielka postanowiła popytać z czytania. To akurat aż tak źle mi nie wychodzi, mało płynnie, ale jakoś idzie. Niemniej, uznała, że parę osób popyta jeszcze z tego czytania właśnie w piątek, w tym i mnie. Prawdopodobnie na ocenę. Chociaż mówiła, że ten, kto nie umie czytać, nie dostanie promocji do następnej klasy… Tak więc postanowiłem zostać w domu i pomęczyć się z tym za tydzień albo w ogóle, kiedy indziej.

Pewnie zastanawiacie się, co ja tak naprawdę chcę Wam dzisiaj przekazać. Do czego te analizy psychologiczne i moje marudzenie dąży.

Widzicie, te wszystkie sytuacje, które przytoczyłem, to tytułowe ucieczki. Ucieczki od problemów, od „wyzwań” rzucanych przez los. Ale spokojnie, nie chce Wam tutaj wciskać, że to złe i nie powinno się tak robić. Bo w zasadzie – co jest złego w odkładaniu problemu na później lub czekaniu, aż sam zniknie? Wmawia się ludziom, że muszą być odważni i bohaterscy, stawiać czoła przeszkodom i kłodom rzucanym pod nogi. A nie można po prostu tych kłód ominąć bokiem?

To chyba jednak nie był problem…

Niech podniesie rękę osoba, która nie widzi siebie w żadnym z powyższych akapitów. Oczywiście to tylko przykłady, można mieć dziesięć dziewczynek w piwnicy. I wcale nie muszą być żywe… Jestem okropny…
Tak jak picie przy problemach prowadzi do alkoholizmu, palenie do raka płuc, a marihuana do szczęśliwego życia – tak uciekanie, takie dosłowne, jest całkiem sensownym wyjściem. Można powiedzieć, że się teraz usprawiedliwiam przed sobą, ale ja naprawdę tak myślę. Daje nam to czas, aby się odpowiednio przygotować, nadrobić ewentualne zaległości – w moim przypadku i tak pewnie to oleje – lub przygotować się psychicznie.

A jeżeli problem sam się rozwiązał – to wcale nie był jakimś wielkim problemem. I wcale nie wymagał naszej uwagi. Czy to coś złego?

Zostawiam Was z taką myślą. Mam nadzieje, że zastanowicie się nad tym, czy uciekanie od problemów jest aż takie złe. Oczywiście napiszcie, co uważacie w komentarzach! No i przy okazji, czy powinienem jednak zostać na tym niemieckim…

Miłego weekendu 🙂 A no i fanpejdż polajkuj co.

  • Ciekawe i konkretne spojrzenie na problem. Co dzień spotykam, stosowanie zastępników. Zamiast szukania rozwiązania dla prawdziwych przyczyn często stosujemy różne formy usprawiedliwiania braku działania bo coś zawsze jest pilniejsze. Coś nie jest takie złe bo jest dozwolone. Najczęściej sięgamy, po to co bardziej opłacalne, nie po to co bardziej wartościowe.
    No a co do tego niemieckiego? Z decyzją i tak zostajesz sam, ja z perspektywy uważam, że warto znać języki. Pozdrawiam! Dużo sił!

  • Często ludzie stosują ucieczkę jako rozwiązanie problemów. Niektórzy też poddają się, a jeszcze inni walczą :), tak chyba mówi psychologia. Myślę, że warto rozwiązywać problemy, bo każda taka sytuacja nas czegoś uczy :).

  • Anonimowy

    Odwaga to krok naprzód, ludzie często chodzą okrężną drogą, zamiast wykorzystywać czas na maksa, trzeba stanąć twarzą w twarz z problemem i działać 🙂

  • Albo jesteśmy zbyt leniwi, aby cokolwiek zrobić 😉

    A niemiecki kompletnie mi nie wchodzi, tyle dobrego, że po angielsku się dogadam 😀

  • Ucieczka, tudzież olewanie problemów tez może uczyć – tak jak pisałem: może to wcale nie był problem, jeżeli zniknął samoistnie? ;D

  • Ucieczka od problemów nie jest najlepszym wyjściem, to doraźnie rozwiązanie. Trzeba mierzyć się z niewygodnym sytuacjami aby budować i hartować się. No chyba, że nie zależy ci na swoim życiu i "jest dobrze jak jest".

  • Ach, niemiecki. Ile Cię trzeba cenić, ten tylko się dowie, kto nie był zmuszany do twojej nauki. Niemieckiego „uczyłem” się od drugiej klasy podstawówki, aż do trzeciej klasy liceum i nie wspominam najcieplej tych dziesięciu lat mojego życia, więc rozumiem, co masz na myśli. Spokój mam dopiero od dwóch lat, bo na studiach rozstałem się z tym „wspaniałym” językiem i nie tęsknie. Jechałem na trójach, bo na więcej ani mi się nie chciało, ani nie umiałem, bo do teraz nie rozumiem ponad połowy rzeczy, których się uczyłem, chociaż czytanie akurat szło mi całkiem dobrze. Gorzej z nauką słówek. :v Muszę Cię jednak zaskoczyć, nie widzę się w żadnej sytuacji opisanej przez Ciebie na początku wpisu: nie palę, nie piję i nie strzelę sobie blanta. Została tylko czekolada… nie będę narzekał. xD

  • O kurczę, z niemieckim miałam identycznie. Uczyłam się go od podstawówki do liceum i się nie nauczyłam. 🙂 Łączę się w bólu!

  • Ale masz nudne życie!!!!!!!!

    Niemiecki to zło, nie oszukujmy się. I do tego zło przymusowe. Mi akurat słówka wchodzą, ale szybko o nich zapominam :/

  • Też nie umiem :/

  • Trzeci raz zadam pytanie – jeżeli problem rozwiązał się sam, to czy tak naprawdę był problemem?
    A ucieczka uczy szybkiego biegania ;D No i wymaga sporo myślenia: jak obrócić sprawy na swoją korzyść ;D

  • Ucieczka od problemów to też jakiś sposób na radzenie sobie, ale… Gorzej, jeśli jest nadużywana.
    Mnie często nachodzą takie myśli, żeby zwiać, schować się, zająć czym innym – nie robię tego tylko dlatego, że wiem, że zaraz znowu coś będzie nie tak i pojawi się kolejna pokusa.

  • Ejjjj 🙁 Nie narzekam na nudne życie xD

  • No tak, mi sprawę ułatwia wrodzone lenistwo. I nie wiem, czy mam się cieszyć – cze raczej nie

  • Z problemami jest tak, że im bardziej od nich uciekasz, to tym bardziej Cię doganiają. Warto więc zastanowić się czy chcesz je w ogóle rozwiązać, bo jeżeli nie to masz takie prawo przed nimi uciekać jak i je rozwiązać. Przecież to Twoje życie.

  • Problem warto potraktować jako wyzwanie i zmierzyć się z nim! Ucieczka nie jest rozwiązaniem!

  • Jeśli uciekasz od problemów, to w końcu się one tak nawarstwią, że nie będzie już opcji na ich ominięcie. 😉

  • Odwaga to jedna z najwyżej cenionych (o ile nie najwyżej) przeze mnie cech charakteru. W każdej sytuacji. Uważam, że nasz świat wygląda źle bo ludzie kierują się strachem, tj.brakiem odwagi.

  • A ja tutaj mówię, że wcale nie trzeba brać wszystkiego na klatę i pokazywać wszem i wobec, jakim jest się odważnym człowiekiem.