Inspektor Akane Tsunemori – Psycho-pass – Recenzja tom 1

Już prawie pół roku za nami. Sporo się wydarzyło – kilka afer, kilka morderstw i jeszcze parę kompletnie nic nieznaczących dla przeciętnego człowieka rzeczy. Ale humor na pewno mogą poprawić nowości mangowe, jakie do teraz zafundowały nam wydawnictwa. Jedną z nich – i to wartą szczególnej uwagi – jest manga, pod przydługim tytułem: „Inspektor Akane Tsunemori”. Kojarzycie? Nie? A Pscyho-pass znacie?

Inspektor Akane Tsunemori

Komputerowy świat

Światem rządzi Sybilla – komputerowy mózg, który kontroluje praktycznie wszystko. Dzięki ulicznym skanerom odczytuje poziom stresu każdej jednostki i na jego podstawie określa, czy dany człowiek może żyć normalnie w społeczeństwie, czy wymaga leczenia lub… Likwidacji.
Oczywiście na tym nie kończy się rola systemu, który na pierwszy rzut oka wydaje się utopią. Dzięki Sybilli i jej testom ludzie są przydzielani do odpowiednich dla nich zawodów. Mogą również umeblować swoje mieszkanie hologramami, a wychodząc w nocy do miasta, czuć się bezpiecznie jak nigdy wcześniej – bo komputer nie śpi i ciągle obserwuje.

Wróćmy jednak do wcześniej wspomnianych likwidacji. Gdy współczynnik stresu przekroczy pewien poziom, człowiek jest klasyfikowany jako „utajony kryminalista”. Wtedy zaczyna się polowanie. Psy mają swoje niekonwencjonalne metody, a przestępcy są znacznie bardziej przerażający niż w dzisiejszych czasach. W całe to szambo postanawia wkroczyć tytułowa Akane Tsunemori – wyjątkowo zdolna uczennica, która zdobyła najwyższy możliwy wynik na testach. Mogła pracować tam, gdzie się jej zamarzy – wszędzie było dla niej miejsce. Wybrała jednak Wydział Dochodzeniowy Biura Bezpieczeństwa Publicznego. Praca nijak nie łatwa, a Akane przekonuje się o tym już następnego dnia, gdy zostaje wysłana na śledztwo. Czy da sobie radę? Jej „współpracownicy”, nazywani ogarami, są specyficzni, szef zimny jak skała z dna oceanu, a pani doktor ewidentnie lubi kobiety. No i czy będzie umieć strzelić do człowieka?

 

Trochę się rozpisałem, ale było warto!

Psycho-pass w moim dawnym środowisku – udzielałem się na pewnym radiu z muzyką z anime, na kilku forach i skypie – był postrzegany jako tytuł-legenda. Wstyd był, jeżeli ktoś tej produkcji nie widział. No a ja jakoś nie mogłem się przekonać do seansu.
Wszystko zmieniło się 25 kwietnia, gdy na polski rynek wyszedł pierwszy tomik mangi. Wydawnictwo Waneko zdecydowanie zaplusowało sobie tym u czytelników – bo krążyły informacje, że strona japońska nie chce wydać pozwolenia na publikacje poza Japonią. Patrząc na komiks w Empiku, byłem dość chłodno do niego nastawiony – nie chciałem wydawać pieniędzy na tytuł, który może mi się nie spodobać. Problem tutaj stanowiła okładka: czarno-morska, mroczna stylistyka i nawiązanie do Matrixa – ona wydzierała mi pieniądze z portfela!
Niemniej, postanowiłem, że nie kupie.
Przy kolejnej wizycie w tym samym Empiku, pierwszy tom „Inspektor Akane Tsunemori” dalej na mnie łypał swoimi czarno-morskimi oczami. Uległem, ale nie do końca. Postanowiłem najpierw obejrzeć anime.
No, a po trzech odcinkach już niosłem wspominany tomik w drogiej, empikowskiej torebce.

Manga
Ja jestem fanem kryminałów, ale oczywiście czytam też inne gatunki książek. Jednak jeżeli już wymyślam jakąś historię, ciężko mi nie dodawać tam jakiegoś wątku kryminalnego lub detektywistycznego. A w mandze jakoś nie za bardzo mogłem tego doświadczyć – przygotowanego kroczek po kroczku śledztwa, ciekawej sprawy, zagadkowych morderstw. Dopiero gdy w moje ręce wpadł „Psycho-pass”, mój wewnętrzny detektyw znalazł ukojenie.
Bo trzeba zaznaczyć – wcale nie jest trudno stworzyć wątek kryminalny, trudno jest stworzyć DOBRY wątek kryminalny. A tutaj się udało. Już prawie od pierwszych stron – w anime od pierwszego docinka – dostajemy konkretną akcję, mimo że wprowadzającą w świat i jego zasady, dalej trzymającą poziom. A im dalej w las, tym lepiej, bo wkrótce przekonujemy się, że tak naprawdę tutaj kryje się coś więcej, niż zwykłe morderstwa czy narkotyki. Coś… Co już kiedyś było. Coś… strasznego i makabrycznego. Coś… O czym dowiedzie się tylko, jeżeli przeczytacie kolejne tomiki.
Kreska w mandze jest przyzwoita. Czasem ruchy postaci wyglądają dość pokracznie, ale emocje i ekspresja to mistrzostwo. Szczególnie zbliżenia na twarze bohaterów w różnych sytuacja – spokojnych i tych pod presją. Tła również nie odstają: potęgują klimat, o którym napisze zaraz.

Jedyne co tak naprawdę rzuca mi się w oczy – w anime widać to wyraźniej – jest wodogłowie bohaterki. Serio. Głowa Akane jest nienaturalnie duża i zaokrąglona.

 

Inspektor Akane Tsunemori jest mroczna i…

Manga, mimo otoczki idealnego świata, ma całkiem ciężki klimat. Samo otoczenie w ogóle nie wskazuje, aby w tym świecie panowało jakiekolwiek szczęście. Wręcz przeciwnie! To wszystko wygląda, jakby ludzie byli pod butem Sybilli i tak naprawdę nikomu nie chciało się żyć. Jeżeli dodamy do tego wątki kryminalne i morderstwa, w których poćwiartowane ciała wrzuca się do toalety, a z braku rozrywki pozwala się pracownikom gnębić – lekko mówiąc – innego pracownika, to już kompletna depresja. Czy to minus? Właśnie nie! To jest idealne! To jest coś nowego! Przytłaczający klimat oraz napięcie aż wylewają się z kolejnych stron!
 
No to na koniec jeszcze słowo o autorach, bo jest ich aż czterech. Ilustrację, scenariusz i projekty postaci wykonywała trójka ludzi.
Ja skupie się jednak na oryginalnym scenariuszu napisanym przez Gena Urobuchikiego. Mówi Wam coś to nazwisko? Znowu nic? Przybliżę. To urodzony w 1972 roku pisarz scenariuszy do wielu nowelek – do Madoka Magica, do Fate/Zero, właśnie do Psycho-pass, do Chaos Dragon i jeszcze kilku innych tytułów. Teraz już wiecie kto to? Bo ja, patrząc na tytuły, przy których pracował Urobuchi, jestem pewny, że „Inspektor Akane Tsunemori” to będzie wybitna manga. I wybitny kryminał.
 
O wydawnictwie wspominałem już wcześniej – Psycho-pass wychodzi pod szyldem Waneko. Polska premiera odbyła się 25 kwietnia, w cyklu dwumiesięcznym. Manga zamyka się w sześciu tomach, dawno już zresztą skończonych.

Manga Waneko

I co dalej?

Słowem podsumowania – „Inspektor Akane Tsunemori” aka „Psycho-pass” to manga na pewno godna polecenia. Oglądam anime, więc wiem, że kolejne tomy na pewno mnie nie zawiodą – a Wy powinniście mi zaufać na słowo: Was też nie zawiodą. Oczywiście, jeżeli lubicie ciężki klimat i masę zabójstw. Postacie, które przyjdzie nam poznać, są ciekawe, wyjątkowe. Po pierwszym tomie jednak mam wrażenie, że niektóre zepchnięto trochę na dalszy plan, ale wierzę, że w kolejnych częściach poznamy je bliżej.
Przy okazji: tomik otwiera nam rozkładana, kolorowa strona z bohaterami serii. Mega.
Tak więc – polecam jak najbardziej. Kupujcie i czytajcie. A dla Waneko ogromny plus za tytuł i czekam na kolejne zapowiedzi (może akurat nowelkę Yahari Ore lub mangę Nagi no Asukara…).

 

Miłego weekendu i do usłyszenia 🙂
  • Lubię książki, które napędzają do myślenia (jakieś wątki kryminalne, zagadki itp..)

  • No to manga również się spodoba ;D

  • Zapowiada się interesująco. Zwłaszcza, jeśli jest dobrze utkana z nieoczywistości 🙂

  • Jedyną mangą, jaką w życiu przeczytałem od początku do końca, było Naruto. Jakoś nigdy aż tak nie interesowałem się tym medium, chociaż zdaję sobie sprawę, że dużo mnie omija, bo pełno w nim zmyślnych i bardzo dobrych produkcji. O omawianej przez Ciebie pozycji (ku zaskoczeniu nikogo) nie słyszałem, ale kto wie, może sięgnę po nią po zbliżającej się nieubłaganie sesji.

  • Manga jest o tyle ciekawą rzeczą, że w pewnym stopniu ułatwia kreowanie fabuły – zamiast opisów widnieją rysunki, do tego ekspresja bohaterów, ich wygląd, na tłach kończąc. Oczywiście, z drugiej strony trzeba rysować, zamiast pisać, co też łatwe nie jest.
    A mangę polecam serdecznie, kiedyś na pewno pojawi się recenzja całej serii – ma tylko 6 tomów, chyba aż tak nie zbiednieję przez nią 😀

  • Echa (o nieprzekraczalności granic Japonii) pojawiły się wpierw u wydawnictwa Kotori, bowiem dzielnie walczy o inne tytuły niegejowskie XD Ale czy był o tym oficjalny post, czy też było to wspomniane na jakimś spotkaniu, to niestety nie pamiętam.
    Co do samej mangi, to jakoś na razie tego nie czuję. Może dlatego, że mam dosyt, a nawet przesyt wszystkiego XD (no dobra, romansideł [DOBRYCH!] nigdy dość :P) Ale jak tylko to sześć tomów to może kiedyś… W anime, próbowałam, ale się poddałam… :<
    Cieszę się, że tutaj zaglądnęłam, ponieważ wiem, że zostanę na dłużej. 😀

  • Pingback: Dimension W #1-6 - recenzja mangi. – Leniwiec Pisze()