Śmieciarze: czemu sramy tam gdzie jemy?

nie sraj tam gdzie jesz

Śmie śmieć brudno mieć.

Uwierzycie mi, że ostatni raz wyrzuciłem śmieć na trawnik jakieś osiem lat temu? Poważnie. Jestem takim człowiekiem, który stara się nie śmiecić, staram się nie zanieczyszczać zbędnie środowiska. A przy okazji jestem jednym z tych typów, którzy będą nakłaniali cię do robienia tego, co on: w tym przypadku wyrzucania pustych opakowań, papierków, godności do śmietnika. Jak się nie dostosujesz, to się obrażę.

Wczoraj, gdy szedłem sobie do dziewczyny, spotkałem się z pewną sytuacją.

Mianowicie: idąc chodnikiem z tego posta, mijam supermarket z muszkieterami. Generalnie specjalnie za nim nie przepadam, bo mają czasem ogromne przebitki na towar, ale mają solidne piwa w postaci porterów i koźlaków (w rozsądnych cenach). Nie byłoby w tym nic specjalnego: mijam jeszcze żabkę, plac zabaw, optyka i dużo innych rzeczy. Ale właśnie pod tym sklepem byłem świadkiem pewnej sytuacji.

Zależność między mężczyzną i autem.

Nie mam słuchawek, już się nawet odzwyczaiłem od chodzenia w nich. Do moich uszu dociera otoczenie, a nie już tylko smutni raperzy. No i zwracam większą uwagę na to, co się wokół mnie dzieje ­– po części z ciekawości, po części z nudów.

Z parkingu wyjeżdża duże auto. Ale takie jebitnie duże. Czarny Pickup toruje sobie drogę jak jazda Rohanu wyjeżdżająca na koniach z zamku (oezu, jakie to było głupie). Niemniej, sporej wielkości auto z napędem 4×4. W środku facet. Łysy. Wyglądał trochę jak Hank z Breaking Bad i ewidentnie robił się na podobnego maczo. Kierownice trzyma jedną ręką, bo drugą otwiera paczkę papierosów. Okej, to mi nie przeszkadza: kawałeczek dalej jest próg zwalniający, więc i tak musi jechać dwudziestką. Skupiam uwagę na szkole po prawej, bo i tak nic ciekawego z tego wielkiego auta nie wyniknie.

A tu nagle, szok i niedowierzanie. Pan Hank wywalił foliowe opakowanie przez okno, na ulicę. Mimo że parkuje swoje auto jakieś sto metrów dalej.

Po tym zdarzeniu w mojej głowie zrodziły się dwa pytania:

  • Jaka jest zależność między wielkością penisa a wielkością auta/tłumika?

Oraz:

  • Jak tak kurwa można?

Nie sraj tam, gdzie jesz.

Bardzo prosta zasada, a przy okazji jedno z niewielu haseł, którego się w życiu trzymam.

Odpowiedzcie mi czytelnicy: czy sracie w łazience, czy może w kuchni? Ja wiem, że to trudne i podchwytliwe pytanie.

A tak poważnie: to naprawdę tak działa. Śmiecąc w mieście, w którym się mieszka, przebywa, nawet przejeżdża, robimy sobie większa szkodą, niż włożenie papierka do kieszeni. Zanim pojawią się obrońcy tego idiotycznego zjawiska: śmietniki są wszędzie, serio. Czas argumentu „bo w mieście jest za mało śmietników” już przeminął. Teraz metalowe, okrągłe skrzynki stoją prawie przy każdej ławce, przy sklepach, a nawet bez konkretnego uzasadnienia obok chodnika. Wiecie po co? Aby nie wyrzucać śmieci na trawnik, na którym bawią się małe dzieci.

Czemu ludzie nie mają w sobie tej świadomości, że za kilka metrów jest śmietnik, a więc nie muszę wywalać foli po papierosach na drogę? Strasznie mnie to denerwuje, bo potem gdzie człowiek nie popatrzy ­– są śmieci. Idź do parku: na głównej ścieżce pewnie będzie czysto ­– co wcale nie znaczy, że nie ma problemu. Rozejrzy się w prawo, w lewo i powiedz, czy dalej nie ma śmieci.

Nie tylko w Polszy.

Popieram każdą akcję w stylu sprzątania świata. Ale jaki ona ma sens, gdy mentalność ludzi się nie zmienia? I uwaga, to nie jest problem tylko w naszej „zacofanej” Polsce. W Danii istnieje coś takiego jak „pant”. Jest to opłata za butelki dodawana od razu do ceny produktu (potem butelki odnosimy do specjalnej maszyny, ona przelicza nasze panty i wydaje nam rachunek na zakupy do tego sklepu). Bardzo mądre, bardzo dobra inicjatywa (a gdy są promocję, to jeszcze można na tym zarobić).

Szkoda tylko, że ludzie dalej wyrzucają śmieci, chociażby w krzaki za sklepem. Ale nie ma między nimi butelek.

A jak Wy postrzegacie problem śmiecenia? A może sami śmiecicie? Jeżeli tak, polecam walnąć głową o mur, zaszkodzi podobnie, jak wyrzucenie papierka po batoniku na ziemie, ale przynajmniej środowisko nie ucierpi. 

  • hej, aż mi ciśnienie podskoczyło, nienawidzę śmiecenia. Mieszkam w Nowej Zelandii, w pięknym i czystym kraju, ale nadal, w naszym Auckland – wielkim mieście, ludzie rzucają śmieci i bywa brudno. Mam zasadę podnoszenia jednego papierka dziennie (rzadko więcej) i wkładania go do śmietnika. Lubię sobie wyobrażać jak świat by wyglądał, gdyby robił tak każdy.

    • Ja strasznie nie lubię robić czegoś po kimś/za kogoś, ale też czasem mi się zdarzy coś podnieść i wyrzucić.

  • Nie rozumiem śmiecenia, nie rozumiem nie sprzątania po sobie i po swoim psie. Kiedyś byłam świadkiem przezabawnej sytuacji, Jechałam autem w korku, na sąsiednim pasie na światłach zatrzymał się samochód i koleś wyrzucił plastikową butelkę z auta. Z samochodu stojącego przed moim wysiadła kobieta. Podniosła butelkę, zapukała w szybkę, a jak pan otworzył to wrzuciła mu ją do środka 🙂

    • No bo to jest właśnie taka ludzka mentalność: „Przecie jak wyrzucę, to już nie moje, niech ktoś inny się o to martwi”. Tylko, że to potem jego dzieci będą w tym mieście żyć – albo w innym, tam też na pewno ktoś naśmiecił – i cierpieć na skutek właśnie zaśmiecenia.
      Dla ludzi za ciężko jest się przemóc i włożyć papierek do kieszeni, i spokojnie wyrzucić do najbliższego śmietnika. Lepiej od razu się go pozbyć. Cywilizacjo quo vadis.