Watcon – Leniwiec na pierwszym konwencie

Konwenty

Written by:

konwent
Tegoroczny Watcon miał być pełen atrakcji.

A jak wyszło? Watcon to nuda, nuda i jeszcze raz nuda. Serdecznie nie polecam. Rozumiecie to, że musiałem czekać piętnaście minut – podkreślam PIĘTNAŚCIE MINUT – na wydanie przepustki vipowskiej? JA musiałem czekać, bo maszyna się popsuła.

Ale jak przyjechał Buki, to nagle zaczęła działać i w dwie minutki były plakietki. No śmiech na sali. Poza tym ogólnie niemiła atmosfera – pełno jakichś dzieci poprzebieranych za postaci z chińskich seriali. Co to w ogóle jest? Jeszcze raz: serdecznie nie polecam.

A teraz kilka słów o atrakcjach

Oczywiście, wszystko powyżej to były tylko żarty. No może poza historią z maszyną, bo to autentyk – naprawdę zaczęła działać, gdy przyjechał Buki. Ale nic się nie stało, miałem chwilę, aby pogadać z organizatorem. 

Zacznę może od tego, że nigdy na żadnym konwencie nie byłem. Nawet na poprzednich edycjach Watconu. Nie ciągnęło mnie w to środowisko, a poza tym obawiałem się, że kompletnie nie będę tam pasować. Tak więc, jak możecie się domyślać, od początku towarzyszył mi lekki stres (pierwszy raz jechałem pociągiem, nie za bardzo radzę sobie w kontaktach z obcymi i tak dalej). W tym roku postanowiłem się jednak przemóc, bo i daleko nie było, Zieloną Górę znam, jadę z kumplem, no i otrzymałem akredytację medialną, czyli nikt tam nie olewa małego blogera. Prócz uczestników…

Tak więc uwaga: Leniwiec pojechał na konwent.

Manga, anime, manga, anime

Po szybkim obejściu terenu – okazało się, że prelekcje, które miały być w sali pierwszej, były w sali drugiej. Ale oba te miejsca dzieliło dosłownie kilka kroków, bo znajdowały się naprzeciwko siebie. Spóźniłem się trochę na panel „Nie samą mangą człowiek żyje”. Może to i dobrze, bo na początku kompletnie mi się nie podobał – wydawał się sztywny, chaotyczny, a mówca spięty. Jednak im dłużej tam siedziałem, tym lepiej się bawiłem. Po pół godziny atmosfera się rozluźniła i panel zaczął „żyć”.

Wyniosłem z niego kilka świetnych tytułów, które nie pochodzą z Japonii. To na ogromny plus, bo sam się w to nie zagłębiam. Ale widzę, że chyba powinienem. Między innymi „Spirit Blade Mountain” czy „The God of Highschool”.

W tym samym czasie odbywał się panel o starym Iron Manie, na który poszedł mój towarzysz. Z jego zeznań wynika, że panel był udany, skupiał się na lenistwie i błędach twórców. Cytuje kolegę: „śmiałem się”. No cóż, z takim nie pogadasz.

No i początek panelu o Dragon Ballu. Z dźwięków, które do mnie dochodziły, mogę wywnioskować, że był udany. Ja fanem DB nie jestem, więc wolałem dalej słuchać o chińskich i koreańskich produkcjach, a także o „Wątkach historycznych i mitologicznych w M&A”. Tutaj również się nie zawiodłem, jednak uciekłem w połowie. Nie myślcie, że z nudów!

Coś dla pisarzy

Uciekłem na panel o nazwie „Pisanie kreatywne”. Nie był on zaplanowany – raczej wypadł przypadkowo, bo ktoś inny się nie przygotował. Niemniej poszedłem. Pisanie nie cieszyło się jednak popularnością, gdyż ze mną była tylko jedna dziewczyna. Ja jako pisarz, nie mogłem sobie tego odpuścić. I mimo że nie dowiedziałem się niczego nowego – rozmawialiśmy o gatunkach fantasy, o których czytałem dosłownie dwa dni temu oraz kryminałach – bardzo dobrze się bawiłem. Panel z wykładu szybko zmienił się w rozmowę o książkach i pisaniu. Sztos. 

Ale uwaga, bo teraz powiem bardzo ważną rzecz: organizatorzy wpadli na genialny pomysł, jeden z najlepszych, z jakimi się ostatnio spotkałem. Czy są tutaj fani krzeseł? Takie wiecie, plastikowo-metalowe, rozkładane na jakieś większe okazje w szkołach, czasem w mieście. Najtańsze i niewygodne, chyba nikt nie lubi na nich siedzieć. Ja również wole coś bardziej wygodnego. A Watcon zaoferował gościom kanapy! Dokładnie tak, na każdym panelu do siedzenia służyły kanapy. 

Pewnie pomyślicie: „a pf, kanapy, co to jest”. Na panelach nie było dużo osób, więc każdy mógł się rozsiąść i słuchać. Wygoda +1000. Serio.

leniwiec
Nie tylko wykłady

Watcon to nie jest duży konwent, ba, jestem pewny, że mało kto o nim słyszał. Powodem mogą być braki w reklamie, o których rozmawiałem z organizatorem i jestem pewny, że za rok to się poprawi. Niemniej, nie było tłoczno, co na plus. Sporo osób siedziało na dworze, gdyż cały konwent odbywał się na terenie Zielonogórskiego Klubu Fantastyki. 

Przed głównym budynkiem można było dostać darmową watę cukrową, na którą się skusiłem – bo darmowa, he he – mimo że za bardzo za nią nie przepadam. Z cukrowymi nitkami w ręce, ruszyłem zwiedzać inne atrakcje. 

Zaraz po zejściu do piwnicy, rozłożone było stoisko z pojedynczymi, używanymi mangami i innymi gadżetami. Tak właśnie mogliśmy zaopatrzyć się w drugi tom mangi „Tokyo Mew Mew” za jedyne cztery złocisze, czy losowy plakat z „Ao no Exorcist” (kupiłem i wylosowałem najgorszy ;-;). Dalej były większe stoiska – kubki, podkładki, karteczki z różnymi K-Popowymi zespołami, pluszaki, najróżniejsze breloczki – na przykład z Deadpoolem czy z World of Warcraft – przez ręczniki i poduszki na japońskich przekąskach kończąc. Cenowo… No cóż, rozumiem, że to musi się chociaż zwrócić, ale dwadzieścia złotych za pluszaka o wielkości połowy normalnej dłoni, to ciut za dużo. Za to inne rzeczy w normalnych cenach.

Równie fajnym pomysłem co kanapy, była kawiarnia. Herbata, kawa, ciasto, babeczki z twarzą Nicolasa Cage’a i ładnie przebrane kelnerki. Również sztos. 

Ostatnia sala

Nie zabrakło także miejsce dla fanów karcianek czy gier planszowych. W dużej sali były stoliki oraz wypożyczalnia gier. Prócz tego odbywały się tam między innymi próba cosplayu. Niestety nie zobaczyłem, jak wyglądał konkurs sam w sobie, gdyż postanowiliśmy wrócić do domu trochę wcześniej. Szkoda… Za rok na pewno zobaczę. 

Ale byłem na spotkaniu z Bukim. Kojarzycie? To taki mały, polski youtuber. A prócz tego całkiem fajny gość. Na spotkanie z nim przyszło sporo osób, ale mało kto się odzywał. W ogóle na początku wszyscy byli strasznie spięci, ale cóż się dziwić, skoro między nimi był najlepszy bloger. Niemniej, pośmieszkowaliśmy, pogadaliśmy o anime i mandze, o filmach, o serialach, a na koniec były zdjęcia. Uwaga, mam zdjęcie ze swoim pierwszym i największym fanem, dostępne u mnie na instagramie 😀

Leniwcu, czy podobał ci się Watcon?

Tak jak mówiłem wcześniej, to był mój pierwszy konwent i pierwsze zetknięcie z fandomem nie przez internet. Cieszę się, że to była taka mniejsza impreza – mogłem na spokojnie wczuć się w klimat, a nie być od razu rzuconym na głęboką wodę i przygniecionym ogromem imprezy. Zaskoczyła mnie otwartości osób, które na konwent przyszły – najbardziej niemiłym chyba byłem tam ja. Poważnie, atmosfera 10/10.  Spodobał mi się pomysł z dubbingiem. Za walutę konwentową lub wygranie konkursu, mogliśmy podłożyć głos do wybranego przez siebie odcinka anime w studiu nagraniowym. No i była jeszcze dyskoteka z muzyką, którą znamy z anime, ale niestety na niej nie zostałem.

Jedyne co nie wyszło, to ulotki. Ale nie wyszły tak dosłownie: nie było ich. Z tego, co się dowiedziałem, były brzydkie i zawierały błędy. Może to i lepiej…

watcon

Popytałem też kilka osób, jak im podobał się Watcon:

Rayko – cosplayerka, jury w konkursie na najlepszy cosplay:

Ogólnie konwent całkiem udany, pomimo kilku braków. Całkiem fajna miejscówka, dużo miejsca, fajny games-room, na plus bardzo nagrody za cosplay. Gastro i wystawców było wystarczająco, więc też spoko. Mega minusem był brak zwykłego papierowego informatora. Raczej się wybiorę w przyszłym roku c:

Buki – youtuber:

Na konwencie mi się podobało, przyjemna, kameralna impreza z super ekipą, idealna dla mieszkających w pobliżu.
Miejsce konwentu też jest klimatyczne i kryje się za nim fajna historia cotygodniowych spotkań paczki znajomych.

Miko – również cosplayerka oraz sędzia w konkursie:

Watcon był naprawdę ciekawym i miłym konwentem, nie był to jeden z tych wielkich obleganych konwentów, ale jego atmosfera sprawiała, że czułam się jak wśród znajomych, mimo że większość osób dopiero co poznałam. To, co podobało mi się najbardziej prócz waty cukrowej, która była robiona dla każdego, kto chciał, jestem bardzo zadowolona z cosplay, z ilości występów, poziomu zwłaszcza występów grupowych i tego, jak fajnie wyszła watconowa zabawa w „zapytaj postać”. Dużo fajnych, pozytywnych ludzi. Jedyne co bym poprawiła na przyszły rok, to więcej stoisk. Zabrakło w tym roku artystów, wystawców oraz szkoda, że fotostudio nie dojechało :c

Nie samymi sławami konwent żyje. Uczestnikom konwentu zdecydowanie najbardziej do gustu przypadła już wspomniana Meido Cafe. Ale co się dziwić – miła i ładna obsługa. Dla niedowiarków: mówiłem, że kanapy były świetne i nie tylko mi się podobały! I któryś już raz pojawia się jako plus kameralność całego Watconu. Pojawiły się głosy, że nawet lepiej, niż na Pyrkonie. Ile w tym prawdy? Nie wiem.

Jednego jestem jednak pewien: Watconie, szykuj się na Leniwca za rok!

%d bloggers like this: