Facebook

3 rzeczy, które Pokemon Origins zrobiło lepiej

Pokemon The Origin

Pokemon Origins, czyli jak to się powinno robić.

Mimo że pokemon Sun&Moon wyszło już jakiś czas temu, dopiero niedawno przemogłem się, aby obejrzeć chociaż jeden odcinek.

To był błąd. Kreska zdecydowanie poszła nie w tę stronę, w którą powinna. Nie ukrywajmy, twórcy pijani lub niespełna rozumu i to fakt. Poza tym w Pokemon TCG Online rzeczy, które Sun&Moon wprowadziło, są niezbalansowane jak cholera.

Jak mogliście się domyślić, nowy produkt z rodziny Pokemon kompletnie nie przypadł mi do gustu. Co się dziwić, to znów odgrzewany kotlet, ale w innej formie. Tylko kurde, że ja naprawdę miałem ochotę coś o kieszonkowych stworkach obejrzeć… I wtedy sobie przypomniałem.

Panie i panowie – Pokemon Origins.

Jedyna słuszna wersja.

Pokemon Origins to krótka, bo raptem czteroodcinkowa seria, a każdy z nich zamyka się w standardowych dwudziestu minutach. Nie oświadczymy jednak ani openingu, ani endingu, więc nie.musimy odejmować czterech minut od czasu oglądania.

Pewnie zapytacie: ale co to za anime bez tych dwóch piosenek?

Widzicie, Pokemon Orygin nie powstało tak do końca tak, jak inne anime. Przeważnie – chociaż też nie zawsze – bazą do stworzenia anime jest komiks – manga. W tym przypadku jednak Origins było w stu procentach bazowane na growym pierwowzorze z GameBoya. Co to znaczy? Że ta podseria lub seria specjalna – pozwolę sobie wykorzystywać obie formy – nie jest luźną, popsuta adaptacją, w której mamy głupiego Asha. Tutaj poznajemy Reda i jego rywala Greena. Przed nimi stoi wyzwanie uzupełnienia całego Pokedexa (z uzupełnionego korzysta Ash i każdy inny w głównych seriach), ale także własne ambicję, ot, zostać najlepszym trenerem Pokemonów na świecie.

Prócz zmienionych bohaterów, mamy również świat przeniesiony jeden do jednego z gier. I stąd właśnie brak openingów i endingow – zamiast nich mamy ekran gameboya i lądowanie zapisanego stanu gry.

 

To jednak nie recenzja.

Jak sam tytuł wskazuję, dzisiaj zajmiemy się kilkoma rzeczami, w których Pokemon Origins biję na głowę resztę anime. Tylko kilkoma, chociaż wcale nie trudno byłoby znaleźć jeszcze sporo punktów, które pokazywałyby różnicę poziomów. I mimo faktu, że Origins jest zdecydowanie produkcją kilkanaście, jak nie kilkadziesiąt, razy krótszą, udało jej się osiągnąć to, czego fanom pokemonów brakuje, a kolejne sezony nie zapowiadają żadnych większych zmian.

Oczywiście, nie zapominajcie, że jest to moja subiektywna opinia, chociaż uważam, że wielu z fanów się ze mną zgodzi. Jeżeli dla Was to, co zaraz napiszę, będzie głupie – śmiało podzielcie się tym w komentarzach. Jeżeli uważacie, że oryginalne Pokemony są o wiele lepsze – również o tym napiszcie, przecież każdy zasługuje, aby wyciągnąć go z błędu ;D Zapraszam.

Pokemon Origins

Red to kozak.

– Tutaj trochę ryzykuję, bo w czterech odcinkach możemy bohatera poznać bardzo, bardzo pobieżnie. Twórcy nie byli w stanie nadać mu głębi i rozwinąć charakteru. Co wcale nie oznacza, że główna postać jest nieudana. Widzicie, Red od dziecka chciał być trenerem Pokemonów i tak się właśnie stało. Dostał misję wypełnienia Pokedexa, a sam podążał za znanym każdemu hasłem Cath ‚Em all. Ale uwaga: on tę decyzję spełnia i naprawdę łapie każdego Pokemona (z pierwszej serii ofc).

Poza tym Red nie jest taki głupi jak Ash. Oczywiście, na początku nie potrafi posługiwać się swoimi Pokemonami, ale im dalej w lasy, tym lepiej rozumie silne i słabe strony. Zachowuje się tak, jak gracz: dobiera Pokemony, które są superefewktywne przeciwko stworkom przeciwnika. A nie rzuca jak debil Pikachu na Rhdyona i wygrywa. Chociaż tutaj na pewno mogą pojawić się pewne głosy, że przecież w Origins Red również głupio używa Pokemonów. Jednak uważam, że to nie wina Reda, a czasu trwania serii. 80 minut to zdecydowanie za mało.

Niemniej, nawet w te niecełe półtorej godziny dostajemy kogoś lepszego, kogoś ciekawszego niż postać obserwowana już od 20 lat.

Świat nie jest taki cukierkowy.

– Kolejną kwestią jest brak brutalności w głównej serii. Oczywiście, to bajka dla najmłodszych i nie trzeba oszukiwać się, że cokolwiek w tym aspekcie zostanie zmienione. Raczej będzie podążać ścieżką w kierunku jeszcze większego „udziecinnienia”.

Jednak świat Pokemon nie jest taki piękny, nie jest usłany kwiatkami i siłą przyjaźni. Jeżeli Pokemon jest słaby – przegra. Jeżeli dostanie miotaczem ognia, będzie go to boleć. Każdy to raczej rozumie, ale nie każdy jeszcze widział. A w Origins scena brutalności występuję już w pierwszym odcinku! I to jest chyba scena, która każdego fana przerazi, gdy zobaczy ją pierwszy raz. Możemy obserwować, jak Charmander wrzeszczy z bólu. No i to jest scena, która u mnie wywołała reakcję ogromnego WoW. Tak to właśnie wygląda, takie jest życie. A nie świzdu gwizdu siła przyjaźni i Pokemon magicznie wstaje.

Faktem jest też, że Team Rocket to nie są dwie niecnoty i ich gadający Meowth. Zespół R to przestępcza organizacja, która wykorzystuje Pokemony do najgorszych rzeczy i zbija na tym fortunę. Oni nie cackają się z jakimiś sprzętami, które łapią Pokemony. Jeżeli stworzenie nie chce się złapać, używają siły fizycznej. Kolejny szok dla tych, którzy nigdy nie wyszli poza główną serię. Team Rocket zabija Pokemona i wcale się z tym nie kryje. Bo taka jest ta organizacja. I taką powinna zostać pokazana.

Origins

Ale za to jest bardzo ładny.

– Kreska w Pokemon Origins jest znacznie lepsza. Chociaż tutaj trochę się pospieszyłem. Postacie są zupełnie identycznie tworzone, jak w głównych seriach, chociaż wyglądają trochę dojrzalej. W Pokemon Origins zdecydowanie postawiono na animację i to widać. Tutaj może pojawić się kilka nieznacznych spoilerów.

Moim zdaniem świetnie wyszła scena, gdy Red drugi raz walczy z Giovannim. Niekoniecznie chodzi mi o samą walkę, mimo że bardzo ją lubię, a o scenę końcową. Zniszczone pomieszczenie, bez jednej ściany, w tle helikopter, który wznieca chmury kurzy i pyłu. Do tego tło wykonane świetnie, kompletnie inaczej niż w zwykłych Pokemonach. Mrocznie. Bardzo dobrze odwzorowano klimat, który powinien tam panować.

A jednak nie takie sceny są najważniejsze. W tym punkcie od początku chciałem zaznaczyć animację wszystkich ataków i walk między Pokemonami. Uwaga: to jest genialne. Ge-nial-ne. Najlepszym przykładem jest tu zdecydowanie walka Reda z liderem, a najbardziej walka Charizarda z Blastoisem. Nie będę tutaj już nic więcej pisał, po prostu musicie to zobaczyć!

Must Watch

A przynajmniej tak to się powinno robić. Ciężko mi zrozumieć, dlaczego twórcy nie poszli od razu w tym kierunku, jaki ukazała nam seria Pokemon Origins. Co było powodem stworzenia tak nieciekawej postaci, jaką jest Ash i kompletnego odejścia od zasad, w ogóle świata gry? Przecież, gdyby stworzyli każdy sezon tak, jak jest w mandze lub grach, czyli tak jak to zrobili z Origins, to anime byłoby o niebo lepsze – nawet po usunięciu tej brutalności.

Prawdopodobnie nigdy się tego nie dowiem, a szkoda… Jednak Pokemon Origins to jest coś, co każdy fan Pokemonów powinien obejrzeć. Seria jednak cierpi na długości. Nie dostajemy pełnej przygody, raczej tylko ważniejsze wątki, reszta jest streszczana na początku kolejnego odcinka. Smutno. To byłaby świetna seria. Ale i tak, bądź co bądź, dostarczyła mi masę frajdy i żałuję, że jakoś nie udało mi się obejrzeć jej wcześniej, a wydana została dokładnie trzy lata temu. Proszę o rozgrzeszenie.

W pewnym sensie coś podobnego pokazano w Pokemon Generations, też warto obejrzeć. Kiedyś na pewno powstanie o tym post, ale teraz już się z Wami żegnam. Komentujcie, subskrybujcie, żółty magiczny guziczek… Oh wait. Niebieski magiczny guziczek, który zostawi lajka na moim fanpejdżu 😀 Do następnego, cześć.

%d bloggers like this: