Czy bloger to też człowiek?

Bloger, blogerka, blogosfera

Ostatnio dzieje się coś niedobrego w mojej głowie i ten post jest spowodowany właśnie przez to.

Zanim jednak zacznę, chciałbym zauważyć pewną rzecz. Weźmy sobie dwóch całkiem sporych twórców, chociaż jeden z nich to zupełnie inne liga. Mamy Quebonafide i Gonciarza (ten to musi się w każdym poście pojawić, ale ma parcie na szkło). Obaj znani większej lub mniejszej liczbie ludzi. Zawsze mnie zastanawiało, co jest tego powodem – oczywiście ich twórczość. Jednak taka odpowiedź mnie nie satysfakcjonowała. Znalazłem pewną rzecz, której nijak nie jestem w stanie potwierdzić i z czystym sercem mówić, że to sposób na sukces. Oni nie wspominają u siebie innych.

Nie znajdziemy w piosenkach czy filmikach jawnych nawiązań – no może małe są, ale na pewno nie ofensywne – do innych raperów czy youtuberów.

A ja wręcz przeciwnie

Ile razy już pisałem, że wkurzają mnie blogerzy, blogerki i cała blogosfera? Jak bardzo denerwują mnie teksty, które tworzą, zasięg, jaki one posiadają. A nazywając rzeczy po imieniu: czuje się w chuj niedoceniony, patrząc na odbiór i wspomniany zasięg moich tekstów. Szczególnie gdy stworze nawet taki, który mi się podoba, a głupia sklejka głębokich frazesów ma więcej komentarzy czy lepsze statystyki. Smutne, ale prawdziwe. Inną kwestią jest, czy to słuszne, że się tak czuję. Niemniej, przyznaję się do tej zazdrości przed wami, ale przede wszystkim przed sobą. Chce się z tego wyleczyć. A jak już mam coś zmienić w swoim życiu to najlepiej wszystko, co mi do tej pory nie pasowało.

Moja walka

A nie pasowało mi właśnie powyższe uczucie i rozgoryczenie, gdy nie dotarłem do tylu osób, do ilu chciałbym dotrzeć. Na pewno nie jestem w tym uczuciu osamotniony. Nigdy nie zazdrościłeś blogerowi czy blogerce komentarzy pod postem? Nawet ze świadomością, że pochodzą one z akcji kom/kom.

Problem pojawił się taki, że ja w żadnym wypadku nie chciałem brać udziału – dalej nie chce – w wymianach komentarzy. Więc jaki kierunek mogłem obrać? Ignorować to? Niee, to byłoby zbyt nudne. Leniwiec postanowił sobie, że będzie z tym walczył, że będzie to punktował na każdym kroku i dzięki temu zbierze u siebie czytelników, dla których takie akcje również są głupie.

Niestety, jak widać zresztą, taka metoda nie sprawdziła się tak, jakbym tego oczekiwał. Nie ma się czego dziwić, odsetek ludzi, którym przeszkadzają blogerzy i inne pisarzyki jest mały. Wtedy zacząłem się denerwować podwójnie: raz przez to, o czym do tej pory jest ten post, a dwa, że moje działania w zasadzie nie przynosiły efektów. Pojawiły się pytania: Leniwcu, po co ty tak właściwie to robisz? Po co przypierdalasz się tak do tych blogerów?

Postanowiłem poznać bestię.

Poczyniłem ku temu odpowiednie przygotowania, ale niestety zostałem olany (damn it). Tak więc zamiast pięknych odpowiedzi, dostaniecie jedynie moja przypuszczenia.

Po co blogerowi blog?

Wydaje mi się, że od tej kwestii trzeba zacząć. Bo po co tak właściwie ludzie zakładają blogi? Według mnie wynika to z potrzeby wygadania się, potrzeby atencji, której jest zbyt mało w otoczeniu autora. Faktem też jest, że takie miejsce w internecie bardziej pomaga autorowi niż czytelnikowi.

Czytelnik od blogera nie dostanie pewnej, potwierdzonej badaniami wiedzy. Dostanie to, co autor wyczytał gdzieś indziej, to co autor uważa lub to, co autor przeżył. Pomijając tutaj takie blogi jak ten, który prowadzi Michała Szafrański. Więc pewnie zapytacie: dlaczego ktoś blogi czyta? Odpowiedź jest prosta i wskazał na to nawet sam król Kominek I: chodzi o historię człowieka. Nawet w niepozornym poście, między wierszami, możemy poznać autora. Między bełkotem na temat przyjaciół i miłości, między suchymi recenzjami przewija się ten pierwiastek człowieka W tym biznesie chodzi właśnie o człowieka.

Dlatego każdy zwraca uwagę na autentyczność autora. Niestety często dostajemy po prostu sklejkę pięknych frazesów, populistycznych hasełek i im podobnych. W takim razie, po co takie blogi istnieją?

Właśnie, dlaczego ludzie blogują?

Myślę, że najważniejszym powodem, dla którego blogi dalej są zakładane, jest ta chęć wygadania się. Dużo łatwiej jest puścić swoje obawy czy nawet problemy w internet, niż opowiadać o nim bliskim. Oczywiście, pewnie część osób się ze mną nie zgodzi, ale zamiast zasłaniać się argumentem, że ktoś to po prostu lubi, może poszukajmy przyczyny trochę głębiej? W internecie każdy ma dla siebie skrawek miejsca, każdy dostanie odrobinę atencji i nawet zrozumienia. A w prawdziwym życiu? Już nie bardzo.

Kolejny powód jest bardzo prozaiczny. Bloger zakłada bloga z nudów. Blogerka w zasadzie też. Gdy siedzi się w domu i nie ma żadnego zajęcia, część osób odkrywa u siebie głęboko skrywany talent literacki. Ale nie wszyscy…

Bo blog może wyniknąć również z chęci podzielenia się swoim zdaniem. Tak chociażby zaczynał Leniwiec, wtedy z zupełnie inną nazwą. Pewien gimnazjalista obejrzał sobie anime „Bakuman” i za wszelką cenę chciał je zrecenzować. Ale gdzie? Oczywiście, że na swoim własnym blogu. Założę się, że w taki właśnie sposób powstaje lwia część blogów książkowych, ale też modowych czy o kosmetykach. Tych drugich chyba najbardziej to dotyczy – dziewczyny chcą pokazać swoją kreację i…

A ty dlaczego blogujesz?

I dostać pełno darmowych ciuszków. Blog może okazać się bardzo dobrym biznesem, patrząc, ile rzeczy prawdopodobnie przyjdzie nam dostać za darmo. Nie mówię tutaj nawet o kilogramach chińskich ciuchów, które codziennie przewijają się przez blogosferę, ale także kosmetyki, książki, komiksy, maszynki do golenia. To wszystko kosztuje i każda rzecz za darmo, to wyjście na plus dla blogera. Tak samo zresztą jest ze mną – dostaje darmowe mangi (jeżeli patrząc na to w sposób, że dostaje je za recenzję, to nie do końca darmowe) i jest mi to bardzo na rękę. Nie muszę wydawać pieniędzy, a dalej mogę czytać. Dostaje tytuły, które i tak bym prędzej czy później kupił. Wcześniej też chciałem z takim czymś walczyć, ale już chyba nie widzę w tym nic złego. No pomijając przypadki takich patologii, gdzie blogerka od razu po założeniu bloga pisze o darmowe ciuszki. Do tego to jednak dalej trzeba strzelać.

Wcześniej wspomniałem o zasłanianiu się tym, że blogować się lubi. A to nie jest do końca prawda. Sporo ludzi, no i kobiet też, naprawdę lubi pisać do internetu i to w bardzo łatwy sposób można poznać. Jak? Wystarczy przeczytać kilka tekstów i porównać ja z innymi. Nie umiem tego wytłumaczyć słowami, ale to czuć, gdy post nie jest wymuszony. Nawet ja to czuję w swoich tekstach, gdy niektóre piszę, bo muszę, a nie dlatego, że chcę.

O właśnie

A po co Leniwiec bloguje?

Chyba nie ma sensu się tutaj za bardzo rozpisywać, bo wytłumaczyłem to już dwa razy: ja również czuję ogromną potrzebę wygadania się i to niekoniecznie któremuś ze znajomych. Łatwiej jest napisać taki tekst niż marudzić drugiemu człowiekowi nad głową. A poza tym, ja naprawdę lubię pisać. Chociaż jestem na to zdecydowanie zbyt leniwy – walczę z tym walczę – to jednak czerpię satysfakcję z tych dwóch tekścików tygodniowo. Nawet mimo tego, że czasem wychodzą strasznie okropne, szczególnie w ostatnim czasie.

Po co był ten post? Bo to wcale nie jest takie proste, jak może wam się wydawać. Chciałem przekonać siebie, że aktualne działania nie mają sensu i nie są potrzebne. Raz na zawsze zakończyć temat blogera, blogerki i ich pięknej rodzinki. Jednak zostawiam sobie przyzwolenie na zaoranie, gdy znajdę jakiś kompletnie idiotyczny tekst.

Niemniej: przestać z blogosferą walczyć, zrozumieć wszystkie jej zachowania i koniec końców olać. Zająć się tylko swoim blogiem i sprawić, żeby urósł on możliwie jak najwięcej. A patrząc ciągle na innych, tym bardziej denerwując się tym, co inny robią, wydaje mi się, że nie zajdę tak daleko, jakbym chciał. Nagłówki w jutrzejszych gazetach: Leniwiec olewa blogerów, bloger wyklęty wraca w łaski czytelników.

Tyle ode mnie. Tekst nie miał za zadanie nikogo obrazić, nie miał być nawet satyryczny. To była tylko kropka nad „i” w zamykanym właśnie temacie. Trzymajcie się i do soboty 🙂

  • My blogujemy, bo lubimy dzielić się z ludźmi tym, co nas interesuje 😉

    • Akurat na Wasz blog dzisiaj wchodziłem i muszę przyznać, że forma bardzo przypadła mi do gustu. Myślałem nad podobną kwestią z moją dziewczyną, ale jednak w innym wydaniu, inaczej zrobioną. Niestety druga połówka nie jest jakoś bardzo chętna do blogowania :/

      Niemniej, bloga nie czytam, ale przeczytałem dzisiaj kilka tekstów i mogę polecić innym 😀

  • Klaudia Kałążna

    Ja od niedawna zaczęłam pisać i poznawać „blogosferę”. Właściwie to nawet nie nazywałam blogiem mojej zakładki, bo nawet nie wiedziałam, czy chcę „blogować. Okazało się, że nawet lubię pisać moje długaśne artykuły i „dekorować” je obrazkami. No i piszę. W jakim celu? By podzielić się z innymi moimi „znaleziskami”, ale również dlatego, że rzeczywiście – mam biznes i w mądry sposób chcę zaznaczać moją obecność w jeszcze mi obcym świecie online. Okaże się w praniu, jak mi idzie.

    • IMO wśród blogów najlepiej sprzedaje się wiedza specjalistyczna. Ja jednak ten tekst kierowałem pod bliżej nieokreślonych blogerów.

      Jeszcze dzisiaj lub jutro bliżej przyjrzę się Twoim tekstom, kto wie, kiedy się przydadzą ;D

      • Klaudia Kałążna

        Serdecznie zapraszam zatem 🙂 Być może jakiś przypadnie do gustu – z tych bardziej „dla każdego” polecam moje refleksje z podróży do Armenii 🙂

  • Anna Malik

    Jeszcze jestem zielona w tum temacie 🙂 Piszę bo w ten sposób mogę się podzielić moją wiedzą i doświadczeniem. Nie znam się na zasięgach i ich nie porównuje. Piszę nie dla 100 lików, ale dla jeden osoby, która przeczyta mój post i okaże się on dla niej przydatny 😉 Pozdro 😉

  • I dla każdego znajdzie się miejsce, a ja, jako wolny człowiek mogę sobie z tego gąszczu wybrać to, co przypadnie mi do gustu. Tyle ile jest ludzi, tyle jest motywacji i poglądów na temat blogowania. I nikomu nie zamierzam tego odebrać. Forma Twojej terapii bardzo w punkt. Temat można poruszyć raz, czy dwa, ale po co to przeciągać? No nie ma sensu. Tyle 🙂