Głupi jak Forrest

Myśliwiec

Written by:

Forrest Gump

Biegnij, bo ci autobus ucieknie.

Wszystko zaczęło się niewinnie – wysłali nas do przedszkola. W tym wspaniałym okresie dzieciństwa było mnóstwo zabawy, całkiem smacznych posiłków i rysowania/malowania. Nic jednak nie trwa wiecznie: w końcu będziemy musieli zacząć uczyć się pisania, czytania, jakiejś podstawowej matematyki – i chyba na tym poziomie zostałem – i poniektórzy jeszcze angielskiego. Godziny spędzone na zabawie Beyblade’ami powoli będą zsuwać się na drugi plan, a pokracznie narysowane samochody zmienią się w pokracznie namalowaną martwą naturę. 

A my z kolei szybko zostaniemy kompletnie wyrwani z tego sterylnego środowiska dzieci i wrzuceni do podstawówki. Tam przylepią nam łatkę wzorcowego ucznia, kujona, problematycznego dziecka czy wyślą na badania, aby potwierdzić ADHD i inny zaburzenia normalności. No i po kilku latach zaczną stresować zbliżającym się, ogromnie ważnym testem szóstoklasisty. Bardzo ważnym… Na pewno ważniejszym niż kawa rano, zdecydowanie.

Kolejnym etapem było – bo jak się okazało, już go nie ma w harmonogramie wycieczki – miejskie zoo i znowu piekielnie ważny egzamin. Na pewno ważniejszy niż mleko do kawy. Chociaż bez mleka ciężko się ją pije.

Pociąg wreszcie dojechał do liceum. Siedzę w tym szkolnym dołku już trzeci rok. Nieubłaganie zbliżam się do matury, a jakoś nie czuję się na siłach, aby ją zdać – i to nie czcze gadania, które uprawiają wszyscy, serio się nie czuję. A ten egzamin już by można było porównać do kofeinowego strzału z rana. Mam dwie opcje: robić matury z geografii, matematyki i męczyć się nad interpretacją z polskiego… Lub obejrzeć Forresta Gumpa.

Wybór trudny jak: rozpuszczalna czy sypana?

Książki chowam po szufladach, nie chce o nich nawet myśleć. Jedynie z długopisem w gwiazdki da się jakoś żyć.

Wychodzę z domu, a jednak ciągle te myśli o szkole nie chcą mnie wypuścić. Wlokę się przez nie niemiłosiernie – trasę na dziesięć minut pokonuję w dwadzieścia. Może powinienem wtedy pobiec? Może znalazłbym rzecz, w którą jestem naprawdę dobry? Przecież tak zrobił właśnie taki jeden bohater i co? I przebiegł kilkukrotnie Amerykę. Nawet nie spróbowałem, wysiłek nijak do mnie nie pasuje. No i tamten bohater w zasadzie nie miał alternatywy – albo by biegł, albo by go pobili. Miał zdecydowanie smutne dzieciństwo.

Dochodzę wreszcie do mieszkania mojej dziewczyny.  Do miejsca, w którym odrywam się od wszystkiego, co robię lub też powinienem robić. Fakt faktem potem mam kaca moralnego, ale o tym nie dzisiaj. Układam się wygodnie na kanapie – bo kto bogatemu zabroni i włączam telewizor. Między wiadomościami, bajkami i pseudo kanałami naukowymi trafiam wreszcie na coś dobrego. „Forrest Gump”. Słyszałem o tym filmie tyle dobrego, że może w końcu warto obejrzeć. W sumie trochę wstyd, że dopiero teraz…

Ponad dwie godziny uciekły szybciej niż bułki z żarskiego Maka. A kawa była za słodka.

Jaki ten film był genialny.

Spoglądam na Wiktorię, kurde, gdybym tylko mógł ją kochać tak, jak Forrest kochał Jenny… W ogóle Jenny, jaka to była głupia rura. I mimo że postać tragiczna, mimo że znam jej przeszłość, to dalej jej nie lubię. Kobiety to jednak wredne stworzenia. Ale odnośnie jej padło zdecydowanie najlepsze zdanie w filmie, mniej więcej:

Ojciec Jenny musiał je bardzo kochać, bo często je dotykał i całował

Powiedziane z taką dziecinną niewiedzą, nieświadomością, jaką bombę emocjonalną właśnie przekazało widzowi. Zresztą, nie ono jedyne. Cały film jest zamknięty w ramach prostego myślenia Forresta. Bo warto zaznaczyć, że Forrest to idiota. Jego IQ nie sięga minimalnej wartości normalnego intelektu. I na każdym kroku to widzimy – Gump nie czuje sarkazmu, często też trafia w miejsca, w których niekoniecznie powinien być – wystarczy spojrzeć na jego wycieczkę po stolicy. Najważniejsze, aby widzowie dostrzegli, że jest debilem. I w zasadzie przez taki pryzmat można patrzeć na ten film. Forrest robi całą rzeszę głupich rzeczy, każde jego zachowanie możemy uznawać za idiotyczne. Nie pomylimy się, w żadnym wypadku. Po prostu ten film można odbierać na dwa skrajne sposoby.

Jeden przedstawiłem Wam wyżej.

Z drugiej strony Forrest dalej jest debilem. Ale dzięki swojej głupocie, jest lepszym człowiekiem niż większość ludzi na świecie. Właśnie ten debil, rzucił się w las, aby znaleźć przyjaciela… A lada moment miał tam być zrzucony napalm. Zamiast jak najszybciej odnaleźć swój cel, pomagał każdemu, kogo spotkał na drodze. Prosta, szczera przyjaźń – bez żadnych innych motywów. Nigdy nie wymagał, aby ktoś mu się za to odpłacił, ba, jeszcze był za uratowanie życia obwiniany. Potrafił kochać najczystszą miłością – i to kobietę, która wystawiała go na każdym kroku. Ani razu jej nie zdradził – wydaje mi się, że dla niego w ogóle nie było innych kobiet, prócz matki oczywiście.

„Forrest Gump” to dla mnie dramat idealny. Z jednej strony mamy głupiego, ale cholernie dobrego człowieka – Forresta, a na rewersie monety mamy alkoholizm, narkomanię, biedę, a na śmierci kończąc. Mamy pokazywane zamachy na prezydentów, wojnę w Wietnamie, Forrest nawet raz trafia na spotkanie Czarnych Panter. Jeżeli ma się odrobinę wiedzy, można z tego filmu czerpać garściami, wczuć się w niego. Osobiście, jeszcze przy żadnym innym nie siedziałem – w zasadzie leżałem – tak skupiony.

Forrest był głupi

Głupi mają lepiej.

Głównym motywem filmu jest głupota Forresta, którą, tak jak mówiłem, widzimy na każdym kroku. Do tego dochodzi jeszcze fakt, że aby w stu procentach cieszyć się tym filmem, musimy jakąś wiedzę posiadać. No jawna propaganda nauki i wykształcenia. Nawet sam Forrest, gdy dowiedział się, że ma syna, pierwsze co powiedział, to czy nie jest głupi. 

Ale czy taka nauka naprawdę jest dobra?

Forrest dzięki temu, że jest idiotą, dotrzymuje słowa, robi rzeczy naprawdę bezinteresownie, kocha szczerze i jest przykładem przyjaźni wyjętej niemal ze słownika. A jednak nikt nie brał go na poważnie – prawie nikt. Dla wielu i tak liczyło się tylko to, aby nie być głupim. Nikt nie dostrzegał tych jego cech. Nawet ludzie, którym opowiadał swoją historię, gdy czekali wspólnie na autobus.

Stąd pytanie: czy bycie mądrym jest naprawdę takie ważne? Czy może jednak powinniśmy dążyć do jak najbardziej czystych intencji? Świat wypycha z nas tę dziecinną prostotę, nawet napisałem o tym tekst. Ale czy to na pewno coś dobrego? Nie mam zielonego pojęcia. Może Wy coś o tym wiecie.

12
Dodaj komentarz

avatar
6 Comment threads
6 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
7 Comment authors
Karina StankowiczLeniwiecDominika RygielSzydelkoweCUDAsiePomysłowaRecent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Make Happy Life
Gość

Może i głupi, ale bardzo dobry. Czasami zwracamy uwagę na te cechy które nie są ważne, zwracamy uwagę jakie kto ma wykształcenie, jak sie zachowuje. Tylko czy w parze z tym idzie prawdziwa przyjaźń?

Leniwiec
Gość

Nigdy nie będzie tak klarowna, jak u głupiego Forresta ;D

Czytaj na walizkach
Gość

Co do filmu bardzo go lubię, a Tom Hanks zagrał świetnie. Co do bycia głupim i mądrym – społeczeństwo wyznacza jakieś standardy, to co kiedyś było mądre dziś już nie jest, w przyszłości to co uważamy za mądre również może się zmienić. Myślę, że najważniejsze to odpowiedzieć sobie co jest ważne dla Ciebie.

Leniwiec
Gość

Tru

Pomysłowa
Gość

Przypominasz mi o tym pięknym filmie, który chyba obejrzę ponownie. Czasami faktycznie nie jest ważne, czy ktoś jest mądry, czy głupi, bo bardziej się liczy, czy ma dobre serce 🙂

SzydelkoweCUDAsie
Gość

Świetny tekst! Czytało mi się go z ogromnym zainteresowaniem 🙂 jeżeli chodzi o Twoje pytanie… Mam maturę, ba! Mam studia, kilka kursów i tak naprawdę nie wiem nadal, czy te papiery były takie ważne w moim życiu – dumna jestem ze studiów i kursu pedagogicznego, bo w tym kierunku zawsze chciałam iść i mam nadzieję, że prędzej czy później mi się to uda, a reszta? Nie odpowiem Ci, bo sama nie wiem 😉

Leniwiec
Gość

Miło mi to słyszeć 😀

Zawsze jak piszę o nauce, troszkę chce usprawiedliwić swoje nie uczenie się czy słabe wyniki :/

Dominika Rygiel
Gość
Dominika Rygiel

Uwielbiam Foresta! Film zrobił na mnie ogromne wrażenie. Co do tego co jest mądre / głupie. Punt widzenia zalezy od punktu siedzenia. Na każdym etapie życia nasze poczucie w tym (i nie tylko) względzie się zmienia, uzależnione jest od doświadczeń, wiedzy.

Leniwiec
Gość

We mnie ten film pozostanie na pewno bardzo, bardzo długo – i prawdopodobnie niedługo do niego powrócę 😀

Karina Stankowicz
Gość

Moim zdaniem to jest jedna z lepszych recenzji. Ja nie lubię czytać blogów z recenzjami, bo mnie nudzą i nic nie wnoszą do życia. A tutaj podoba mi się, że pisałeś w ciekawym stylu, kreatywnie, od serca i nie ograniczyłeś się do streszczenia fabuły, a postawiłeś jakiś problem, refleksję do rozważenia –
wszystko ujęte w świeżej konwencji 🙂
Też lubię Forresta Gumpa. Pozdrawiam 🙂

Leniwiec
Gość

Najlepszy komentarz, jaki dostałem od początku blogowania. Dziękuję bardzo i nawet nie wiem, jak mi teraz miło 😀

Karina Stankowicz
Gość

Ooo, to mnie też wówczas bardzo miło 🙂 poczułam potrzebę, żeby Ci to napisać, po to byś dalej brnął w tym kierunku, w takim właśnie stylu – angażując emocje i wyobraźnię. To bardzo ważne 🙂

%d bloggers like this: