Czarne lusterko aka polskie Black Mirror

MyśliwiecRecenzja

Written by:

czarne lusterko

Czarne lusterko vs Black Mirror

Musimy na wstępie wyjaśnić sobie jedną, bardzo ważną kwestię. Leniwiec nie ogląda seriali. Chociaż jak już pewnie wiecie, do czynienia miałem z Breaking Bad i bardzo sobie chwalę tę produkcję. 

W mojej „kolekcji” znajdzie się również Gra o Tron i… To w zasadzie wszystko. O Black Mirror słyszałem… No właśnie, tylko słyszałem. Gdzieś tam w tle przewijał się ten tytuł, ale nie zgłębiałem jego tajemnic. Tak więc dzisiaj wesprę się trochę Internetem.

Wikipedia pisze, że Black Mirror to brytyjski satyryczny serial fantastycznonaukowy. I chyba muszę wierzyć jej na słowo. Fabularnie skupia się wokół współczesnego społeczeństwa, a także negatywnych wizjach jego przyszłości. Każdy odcinek ukazuje inną, niezwiązaną z poprzednimi historię. Czy coś takiego, serio, nie znam się.

Jakimś cudem ominęła mnie nowość na naszym polskim Youtubie – i wcale nie mówię tutaj o dramie rodzinnej sławnej trenerki i pisarki, no i gwiazdy TV. Bowiem polski oddział Netflixa zaprosił kilku znanych youtuberów, aby ci przygotowali swoją wersję Black Mirror. Czteroodcinkowa – oczywiście każda historia jest odrębna – produkcja miała traktować o bliskiej przyszłości. Filmy przygotowali między innymi Krzysztof Gonciarz czy Grupa Filmowa Darwin.

Kompletnie nie wiedziałem, czego mam się spodziewać. Nie widziałem zapowiedzi, nie znałem daty publikacji. Sławny bloger o wszystkim dowiedział się po fakcie. Ale nie zamierza przejść obok niego obojętnie. Zapraszam na kilka słów o Czarnym lusterku!

Martin Stankiewicz – Suma szczęścia

Twórca pokazał nam – wydaje się – dość bliską wizję przyszłości. Ot w obliczu kryzysu związkowego, odchodzi się od terapii związkowych, na rzecz mikro-czipów wszczepianych do mózgu. Na taką też metodę rozwiązania problemów decyduje się główny bohater i… Już od pierwszych dni jest nią zachwycony! Druga połówka dostaje to, czego chce – bo wszystkie informacje podsuwa mu czip. On wybiera, na co kobieta aktualnie ma największą ochotę: jakie danie ugotować, o czym porozmawiać, w wielkim ogóle: co facet ma w danym momencie robić. 

Urządzenie tworzy związek idealny.

A przynajmniej tak mogłoby się wydawać. Z czasem, przez ciągłe wyręczanie, człowiek traci umiejętność podejmowania jakichkolwiek decyzji samodzielnie. Poza tym szybko też wychodzi na to, że w związku liczy się już tylko szczęście partnera – nie ma miejsca na twoje marzenia, plany, na twoje szczęście. Sytuacja staje się krytyczna, gdy włącza się opcja autopilota, gdy tylko chcemy zrobić coś sprzecznego z komendami.

Ten opis nijak nie oddaje gry aktorskiej i ogólnego klimatu filmów. A muszę Wam przyznać, że z tych czterech odcinków, to właśnie projekt Stankiewicza najbardziej mnie zachwycił. Świetnie ujęty problem równowagi w związku – dosłowny do granic, przez co może właśnie taki dobry. Bez zbędnego owijania w bawełnę i smutnych przejść. Dostajesz czip w głowę, masz robić to, co on ci mówi. I jest dobrze, i jest fajnie. 

Ale tylko dla jednej osoby. Po takim zabiegu znika tytułowa „suma szczęścia” – zostaje ona bądź on. Z pozoru idealna relacja, która jednak nie ma z perfekcją nic wspólnego, gdy tylko popatrzymy głębiej. Konkretny przekaz, naprawdę. Łał -– to jedyne co ciśnie mi się na usta. 

Rozstanie – Krzysztof Gonciarz

Tym razem „jutro” nie jest pokazane w perspektywie nowatorskiej technologii, która ma zrewolucjonizować związek. Od Gonciarza dostajemy coś bardziej teraźniejszego. Para vlogerów zaczyna kręcić ze sobą filmy, aby niedługo potem stać się oficjalną parą. Kręcą różne wyzwania, wspólne spacery, wspólnie jedzą, wspólnie żyją – wszystko wspólnie. Nie ma możliwości uniknąć chociażby małych spięć w takim układzie. 

Chociaż małe są całkiem potrzebne, gorzej, gdy pojawiają się te spore. A potem już tylko krok do rozstania… No właśnie, i co dalej? Całe ich życie lądowało na youtubie w postaci filmów, więc szybko ludzie zaczęli dochodzić, dlaczego w nowej produkcji nie ma jednej bądź drugiej strony. Zaczynają wychodzić także równie zaczepki, inni youtuberzy nagrywają o tym filmy – nie szczędząc przy tym ostrych słów. 

Na koniec Gonciarz wraz z Kasią zafundowali nam pewien plot twist, który – mimo faktu, że tak właśnie takie zakończenie było dość przewidywalne, w końcu to tylko youtube – popsuło cały wydźwięk filmu.

Moim zdaniem był to najgorzej przygotowany film z całej serii. Dialogi były dość sztywne, a niektóre wstawki – chociażby ta z hasztagami – tak niemiłosiernie irytowały, że miałem ochotę już go wyłączyć. Niemniej jednak w tym przypadku Czarne lusterko trafiło we mnie najmocniej. Wszystko to przez całkiem życiową fabułę, pomimo faktu, że obłożoną całym tym internetowym fejmem. Genialny był fragment, w którym Krzysiu – już po rozstaniu – przychodzi na meet-up Kasi i zaczyna odgrywać wrednego chuja. Znowu życiowe.

Ale czy to coś, nad czym można się spuszczać, tak jak robią to komentujący? Moim zdaniem nie. Zabrakło techniki i pomysłu, jak w przypadku pozostałych pozycji, a sprawę lekko ratuje jedynie fabuła – która też nie do każdego trafi. Gdybym akurat był w innym położeniu, prawdopodobnie śmiało nazwałbym Czarne Lusterko od Gonciarza najgorszym.

1% – G.F. Darwin

Darwini przyszli z czyś zupełnie innym. Ty razem wychodzimy jeszcze bardziej w przyszłość, aż do czasów, gdy technologia umożliwia przewidzenie… Predyspozycji życiowych nienarodzonego dziecka. Dzięki przeprowadzonej symulacji program określa cechy charakteru, zaangażowanie emocjonalna, talenty, a nawet inteligencję. Przewiduje całą przyszłość dziecka, a także przyporządkowuje go do odpowiedniej kategorii społecznej.

Cały dramat filmu polega na tym, że pociecha głównych bohaterów, zostaje przydzielona do kategorii 39.22. Zarezerwowana dla morderców, psychopatów, ludzi, którzy nie nadają się do życia w społeczeństwie. Pani zapewnia, że system jest nieomylny, a dla dziecka zostanie przygotowany specjalny nadzór, który zagwarantuje, że nie będzie stanowił niebezpieczeństwa dla społeczeństwa. 

Film kończy się genialną sceną zrozpaczonych rodziców, postawionych przed ogromnie trudną przeszkodą. Co dalej zrobią? Nie wiemy, gdyż Czarne Lusterko się kończy.

Przygotowanie wizualne najlepsze ze wszystkich. Naprawdę, gra aktorska Darwinów jak zwykle wysoko poza poziomem innych. Ale nie tylko to – w „1%” przyszłość naprawdę wygląda jak przyszłość – nowoczesne telefony, monitory, technologia. Wszystko dopięte na ostatni guzik. 

Produkcja od pierwszych scen uderza z grubej rury, serwując nam dramatyczną scenę, aby powoli wyjaśnić, jak do niej doszło. Fabularnie film mnie nie porwał, oczywiście, doceniam ideę, która towarzyszyła przy tworzeniu – ale jednak nie jestem odpowiednim targetem. Mogę nawet powiedzieć, że lekko mnie zawiodła. Niemniej, bomba emocjonalna, którą otrzymujemy pod koniec jest naprawdę… Łał – znowu tylko to. W zasadzie nie wiemy, (W ZASADZIE TO WIEMY, ALE LENIWIEC JEST ŚLEPY) co dalej rodzice zrobią z tym dzieckiem, po nastrojach można zakładać najgorsze – i ta niepewność działa na korzyść Czarnego Lusterka Darwinów.

69.90 – Emce

Czarne Lusterko od youtuberki, której kompletnie nie znam, zaskoczyło mnie całkiem pozytywnie.

„Do odizolowanego od świata bunkru trafia ciężko ranny żołnierz. Czy zaufa swojemu wrogowi i przyjmie od niego pomoc?” – tak zachęca nas opis. Jednak szybko okazuje się, że ów bunkier jest jedynie grą VR. Przy okazji z możliwością kupienia DLC za, raptem, 800 zł. 

Widzimy tutaj gracza, który zakochuje się – w zasadzie trochę naciągane, może po prostu się zauroczył – w postaci z gry. Jako że to bliska przyszłość, postacie coraz bardziej przypominają normalnych ludzi – do takiego stopnia, że emocje, które wyrażają, bliskie są tym prawdziwym. Kobieta z gry jest samotna, odgaduje, że bohater również. Mają się lada moment pocałować… I wtedy lekarka dostaje kulkę w plecy, do pomieszczenia wchodzi kolega, a na ekranie ukazuje się ogromny napis „KONIEC WERSJI DEMO”. 

Panowie zdejmują okulary. Kolega zaprasza bohatera na jakąś imprezę urodzinową. Ten, widocznie niechętny, jednak decyduje się iść. Jednak przed wejściem zawraca i kroki kieruje z powrotem do domu. Odpala grę, w której równie samotna kobieta naciąga go na setki płatnych dodatków. 

Znowu nie mogłem oddać słowami klimatu, jakie robi sobą ta produkcja. Widzimy bowiem tutaj dramat samotnego człowieka, który dla odrobiny szczęścia – w tym przypadku wspólnego czasu z postacią z gry – jest w stanie pozbyć się całych oszczędności. A drugą stroną medalu jest fakt, że w przyszłości za odrobinę szczęścia będzie trzeba słono płacić. Widać też pewne głębsze problemy psychiczne, gdy bohater, zamiast spotkać się ze znajomymi, olewa zaproszenie i wraca grac w grę. 

Jest to też najkrótszy ze wszystkich film, co jedynie pokazuje, że pokazując poważne problemy, wcale nie trzeba rozwodzić się na pół godziny. „69.90” jest dla mnie konkretną produkcją, dobrze zaplanowaną i taką, która spełniła swoją rolę – wzbudziła we mnie emocję i zabiła mi ćwieka. Szanuję.

Czarne Lusterko

I to już wszystkie produkcje, które przygotowali dla nas youtuberzy. Gdybym miał wybrać z jedną z nich, mojego faworyta – bez chwili wahania wskazałbym na „Sumę szczęścia” Martina Stankiewicza. Moim zdaniem niosła ona najwięcej treści, a przy okazji nie wybiegała setki lat do przodu, co ułatwiło wczucie się w problemy bohaterów. Fabuła również była dość przyziemna – prędzej czy później każdego taki problem dotknie.

Nie chcę wybierać najgorszej, bo tak naprawdę nie ma w Czarnym Lusterku słabych filmów.

A wy co sądzicie o polskiej produkcji? Obejrzeliście lub macie zamiar obejrzeć? No i który odcinek najbardziej przypadł Wam do gustu? Napiszcie śmiało w komentarzach! Pamiętajcie też o zostawieniu lajka na fanpejdżu Leniwca!

Leniwiec pisze

%d bloggers like this: