Leniwa dziewiętnastka

Myśliwiec

Written by:

dziewiętnastka

Powiedziałem parę zbyt łatwych słów, parę zbyt trudnych. Wiem ile można zepsuć w ułamek sekundy~ Tym śpiewanym początkiem chciałbym przywitać Was w przeddzień moich dziewiętnastych urodzin.

Rok minął, do czego ostatnie lata mnie już przyzwyczaiły, zdecydowanie zbyt szybko. Minęła moja osiemnastka, minęły osiemnastki moich kolegów. Minęły już próbne matury, minęła nawet studniówka. Minął mój związek. Nie minął jedynie ten blog – Leniwiec, perełka w polskim Internecie, powiedziałbym: moje oczko w głowie, ale za mało o niego dbam.

Śmieszne, bo dopiero teraz przeczytałem post, w którym opisywałem wam moją leniwą osiemnastkę. I pierwszy raz od dłuższego czasu, wcale się swojego tekstu nie wstydzę. Czytałem go z dziwnym poczuciem nostalgii, jakby przemijanie, które ciągle mi doskwiera, dostało swoją materialną formę. Nieświadomie też spełniam obietnicę, – no świetnie Leniwcu, zapominasz o obietnicach, rób tak dalej – która złożyłem Wam w zeszłym roku, mianowicie:

Ja też wrócę, a nawet, równo za rok, napiszę kolejny taki post

Ciekawy jestem, czy ktokolwiek z Was czytał ubiegłoroczny post w dniu jego publikacji. Jeżeli tak – napiszcie w komentarzu, pewnie będzie mi niezmiernie miło.

Kolejny rok

Ciężko podsumować tyle czasu w jednym, krótkim poście. Naprawdę. Szczególnie, że z pierwszej połowy mało co pamiętam. Chociaż wyciągnąłem jedną, bardzo ważną lekcję: alkohol w zbyt dużych ilościach mi nie służy. Udowodniła mi to moja osiemnastka, udowodniła mi to osiemnastka kumpla, udowodniło mi to jeszcze kilka innych melanży. Ale fakt, że można złamać łokieć i dalej ruszać ręką, chyba mówi sam przez się. Nie była to jednak najgorsza rzecz, która wtedy zrobiłem.

Mniejsza już jednak z alkoholem – liczy się to, że od tamtej pory (od czerwca) nigdy tak bardzo się, kolokwialnie mówiąc, nie najebałem.

Chciałbym Wam też opowiedzieć o pewnym ciekawym zjawisku. W dniu moich urodzin – 19 lutego – spadł na mnie dziwny ciężar. Jakby całe moje dotychczasowe życie zwaliło mi się na głowę i dosłownie przygniotło mnie swoim ciężarem. Od tamtej pory było już tylko gorzej. Życie stawało się dziwnie trudne. Nie wiedziałem, że to ledwie czubek góry lodowej. Nie minęło dużo czasu, gdy zaczęły mnie napadać epizody depresyjne, aż skończyłem w stanie takiego załamania, że nie byłem w stanie podnieść się z łóżka. I znowu: to był szczyt, ale potem wcale nie było jakoś specjalnie lepiej.

Ale po co zarzucać tyloma smętami – ostatnimi czasy jest coraz lepiej, delikatnie odbijam się od dna.

Dalej staram się ludziom nie doradzać, nie wskazywać drogi, bo wiem, że to droga tylko dla mnie – i jeszcze tego mi trzeba, aby ktoś sobie na niej zrobił krzywdę. Wyzbywam się też zawiści do innych istot, z czego jestem dumny (o tym napisze kiedy indziej). Nadchodząca dziewiętnastka będzie jedynie kontynuacją zmian, które wprowadziła osiemnastka – ale już nie w postaci wiadra zimnej wody, wylanego wprost na głowę.

dziewiętnastka

Czego się nauczyłem?

Generalnie rok temu pisałem Wam o wyborze konkretnej tematyki bloga i, kto by się spodziewał, dalej tego nie zrobiłem. Mam tutaj posty o popkulturze, mam swoje przemyślenia, nawet na odrobinę artyzmu znalazło się miejsce. Nie zamierzam z tego rezygnować, nie zamierzam nic zmieniać (chociaż pojawił mi się pewien pomysł, ale to jeszcze bardzo daleka przyszłość). Darowałem sobie też ten dziecięcy bunt. Kilka wydarzeń wymusiło na mnie w pewnym sensie dorośnięcie, które powinno pojawić się u mnie już znacznie wcześniej. Śmieszna sprawa: zacząłem robić rzeczy, których nigdy wcześniej nie robiłem, które zostawiałem inny, bo i tak będzie zrobione.

I to nie z przymusu!

Z własnej woli. Po burzliwym początku roku, po smutnym lecie i jesieni, końcówka zafundowała mi solidny kop ku samodzielności. Miło czasem się przekonać, że się naprawdę coś potrafi i nie jest takim głupim, za jakiego się siebie miało.

Dalej niestety nie jestem bogaty… Ale za to postanowiłem jednak iść na studia. Doszło do mnie, że to dość ważny etap w życiu – nie patrzę na niego przez pryzmat wykształcenia i przyszłej pracy, a przez czas dalszego rozwoju charakteru i własnego „ja”. Zabrzmiałem jak coach? Przepraszam. Zmieniło się też moje podejście do nauki ogółem. Uczę się, bo tak. Bo ta delikatna depresja nauczyła mnie, że zawsze trzeba mieć jakieś zajęcie. Gdy nie chciało mi się żyć, leciałem po prostu według planu, starając się wykonać wszystko – chociażby dla zabicia czasu. Działało. Dalej działa.

Dziewiętnastko nadchodzę

Ciężko mi zaprzeczyć, że miniony rok nie był dla mnie rokiem pełnym smutków. Skłamałbym wtedy okropnie, gdyż, rok 2017 był najgorszym dotychczas. Bardzo boleśnie uświadomiłem sobie życie. Zdecydowanie największą porażką okazała się moja książka. A w zasadzie nie okazała się, bo jej w ogóle nie napisałem, ba, jeszcze nie jestem nawet w połowie. Pluję sobie za to w brodę, bo plan był inny. Ale nie wszystko stracone – póki plik istnieje, kiedyś zostanie napisana. Żałuję również tego, że tak późno sięgnąłem po pomoc specjalisty – kto wie, jak teraz wyglądałby ten post, może ociekałby cukierkowością? Kto wie…

Pojawiło się za to sporo małych sukcesów. Był nawet pewien gigantyczny: przejście na własną domenę i hosting. Milowy krok w moim rozwoju jako bloger, cały czas idę naprzód, statystyki rosną, pojawiają się nawet stali czytelnicy. Dzięki leczeniu zaczynam inaczej patrzeć na świat, mimo że niezmiernie ciężko jest pozbyć się swoich lęków – szczególnie, gdy musisz mierzyć się z nimi samemu. Jednak i samotność, z którą walczę, ma swoje plusy. Zacząłem więcej pisać. Minęły dwa miesiące, a ja już skończyłem opowiadanie na konkurs, a niedawno rozpocząłem kolejne. Posty również stają się coraz lepsze, a coraz rzadziej widać luki w tygodniowych grafikach.

Nie mogę nie wspomnieć tu również o wydawnictwie Waneko, dzięki któremu zrozumiałem, że blogowanie naprawdę może mi się udać. Dziękuję bardzo za, mogłoby się wydawać, tak banalną rzecz, jak rozpoczęcie współpracy.

Tak jak już mówiłem: ciężko mi streścić wszystko, co się działo w jednym poście, ale mam nadzieję, że uchyliłem Wam rąbka tajemnicy. Jako podsumowanie można by było napisać; wszystko idzie ku lepszemu. I byłaby to prawda. Ale co ja mogę wiedzieć, przecież dopiero luty. Wszystko okaże się, gdy zawita nam 2019. Na razie jednak przyjdzie mi się z Wami pożegnać i zaprosić ponownie za rok.

No i na fanpejdż. Plotki głoszą, że wrzucam tam śmieszne rzeczy.

2
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
LeniwiecTraceRecent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Trace
Gość
Trace

Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin, Leniwcu. Sukcesów pisarskich i blogowych i dobrej jakości zdrowia psychicznego.
Życzy stały czytelnik,
Trace

Leniwiec
Gość

Dziękuję bardzo 😀

%d bloggers like this: