Koledzy z klasy – Recenzja

MangaPopkultura

Written by:

Szkoła zmienia nasze życie, nauczyciele nie kłamali. Czasem jedna, niepozorna lekcje – na przykład muzyki – może odwrócić cały świat do góry nogami. Nie wierzycie? W takim razie przybliżę Wam dwóch chłopaków, którzy dzięki konkursowi śpiewu, odnaleźli coś bardzo ważnego.

 Hikaru Kusakabe to pierwszym z nich. Już na pierwszy rzut oka można stwierdzić, że wcale nie jest wybitnym uczniem – nie ma też żadnych konkretnych planów na dalszą edukację. Jednak uwielbia muzykę, nawet gra w zespole. Wprost przeciwnie prezentuje się Rihito Sajou, który swoimi wynikami wybija się mocno na tle innych uczniów. Jednak ma ogromne problemy z alienacją, która towarzyszy mu już od pierwszej klasy.

Mówią również, że życie jest ciągiem przypadków. Przez przypadek Kusakabe spostrzega, że Sajou kompletnie nie umie śpiewać – nawet nie umie czytać nut. Przez przypadek znajduje go po lekcjach w klasie, gdy ten ćwiczy wspomniany śpiew. Postanawia mu pomóc. Zostają tytułowymi kolegami z klasy, jednak ich znajomość szybko ma zmienić się w coś o wiele głębszego.

Fabuła:

Fabuła mangi „Koledzy z klasy” zamyka się w jednym tomie, (i kontynuacji, ale o niej później) który wyszedł pod szyldem Jednotomówek Waneko. Polska premiera miała miejsce prawie równo dwa lata temu. Tytuł jednak ma na karku już dekadę. 

Koledzy z klasy

Historia to bardzo sztampowy romans – mamy tutaj dwójkę, kompletnie różnych od siebie postaci, których losy w jakiś sposób się krzyżują. Motyw przewija się prawie w każdej mandze, gdy mamy jakiś wątek miłosny. W „Koledzy z klasy” jest on jednak poprowadzony przyjemnie, dość szybko, – jak na moje: znowu za szybko, to ta sama wada, która posiadał The Innocent. No i jest to wątek boys love. Przyznam, że to moje pierwsze zetknięcie z takim tytułem. Wydaję mi się, że wyszło całkiem dobrze, bo bohaterowie mają swoją pewną zadziorność i nie pozbywają się jej, gdy chodzi o sprawy sercowe. W zasadzie homoseksualna miłość została tutaj ukazana w trochę żartobliwy sposób, co również wpłynęło na mój odbiór tego tytułu. Nie zostaniemy zbombardowani wszechobecną nietolerancją, homofobią, czy jak sobie to nazwiecie, ani „homopropagandą” – „Koledzy z klasy”” nie robią z takiej rzeczy niczego specjalnego (i bardzo dobrze).

Mamy jeszcze wątki poboczne, z których jeden jest dość istotny – mówię teraz o postaci nauczyciela muzyki, który w tym krótkim tomiku odegrał dość ważną rolę. Drugi z kolei, zajmujący się zespołem, w którym gra Kusakabe, jest szczątkowy, ale dodaje głównemu bohaterowi trochę głębi. Szkoda, że Sajou takowego nie posiada, bo w tym przypadku mamy jedynie dylemat dalszej drogi edukacji.

Kreska:

Kiedy pierwszy raz wziąłem w ręce tę mangę, zachwyciła mnie matowa obwoluta. Nie chcę jednak rozwodzić się nad materiałem, z którego została wykonana, a nad tym, co prezentuje. Trzeba przyznać, że jest minimalistyczna – dwójka głównych bohaterów, zupełnie różnych od siebie, nawet pod względem designu – co sprawia, że nietrudno ich odróżnić, w tle niebo i jakiś dom. Wszystko pozostawione w stonowanych kolorach. Na odwrocie z kolei mamy paskudne buty, ale również i obrazek bardzo podobny do tego z frontu. Tym razem jednak bohaterowie całują się gdzieś w jakiejś małej uliczce.

Pod obwolutą nie znajdziemy żadnej ciekawej historyjki, a jedynie modele głównych postaci. Wyczytałem gdzieś, że czasem rysunki się przebijają. I to fakt: przez obwolutę widać okładkę, a przez stronę ze spisem treści prześwituje pierwszy rysunek mangi.

Najważniejsze jednak jest strona wizualna, a ona w „Koledzy z klasy” prezentuje się… Dość kiepska. Kreska jest zupełnie inna, niż przy standardowym romansie: nie znajdziemy tutaj typowej dla tego gatunku kreski, nie znajdziemy, na przykład, burzy włosów, gdzie każdy kosmyk jest rysowany oddzielnie. Rysunki są proste, momentami nawet koślawe. Nie każdemu przypadną do gustu – mi nie.

Chciałbym zaznaczyć jednak, że ta kreska ma coś w sobie – myślę, że ze swojej „brzydoty”, może zrobić element wyróżniający ją na tle innych mang. Na pewno zapamiętam ją na długo. I to wcale nie negatywnie.

Doukyuusei

Leniwa opinia:

Jak już pisałem, było to moje pierwsze zetknięcie z gatunkiem boys love. Zapytacie pewnie: po co w ogóle po takie coś sięgałem? Odpowiedź jest bardzo prosta: czytam zwykłe romanse, czytam yuri – do pełnego obrazu miłości w mangach brakowało mi jedynie yaoi. I mimo że w większość tytułów, które przeczytałem, to heteroseksualna miłość, tak mogę powiedzieć, że „Koledzy z klasy” w tej warstwie biją na głowę tytuły yuri, które wpadły mi w ręce.

Naprawdę. To jest dobrze wykonany romans. Męskie postacie mają typowo męskie zacięcie, co wcale nie jest takim oczywistym zabiegiem. Czasem, mimo że miłość jest między tą samą płcią, jedna ze stron dostaje cechy płci przeciwnej.

Poza tym manga ma kilka innych plusów. Moim zdaniem w tym tytule dialogi zostały bardzo dobrze zbudowane, są naturalne, brzmią jak zwykła rozmowa – nawet zawstydzenie czy wahania są dobrze odwzorowane.

Asumito Nakamura postarał się też o dobre wykorzystanie całej strony, co poskutkowało miłym dla oka układem okienek w samym tomie. Zwróciłem uwagę również na moment, gdy widzimy trzy panele, w których bohater nad czymś myśli. Im bardziej odpływa w swój własny świat, tym panel mocniej się zaciemnia. Duży plus. 

„Koledzy z klasy” to manga przyjemna, mogę polecić ją każdemu, kogo nie brzydzą całujący się faceci (uch, to naprawdę nic niezwykłego). Ja bawiłem się dobrze. Warto też zaznaczyć, że autorka stworzyła kontynuację pod tytułem „Absolwenci”, o której również poczytacie na moim blogu – ale w swoim czasie.

Dziękuję Waneko za egzemplarz recenzencki i zapraszam do lajkowania fanpejdża Leniwca!

2
Dodaj komentarz

avatar
2 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
0 Comment authors
Słyszę twój głos – Recenzja – Leniwiec PiszeAbsolwenci – Recenzja – Leniwiec PiszeRecent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
trackback

[…] początku marca przyszedłem do Was z dość nietypowym tytułem: Koledzy z klasy, pierwszy tytuł Boys Love na tym blogu, a także w mojej kolekcji. Nie mogłem więc postąpić […]

trackback

[…] paczki od Waneko z wieloma naprawdę świetnymi tytułami. Była „My Hero Academia”, byli „Koledzy z klasy” i „Absolwenci”. Spędziłem przyjemnie sporo czasu przy tych tytułach. Oczywiście, był […]

%d bloggers like this: