Summer Wars – Recenzja pierwszego tomu

MangaPopkultura

Written by:

Jakie może być największe marzenie wstydliwego, nieśmiałego mat-fiza? Prawdopodobnie on sam odpowiedziałby, że reprezentowanie Japonii na olimpiadzie z matematyki. Jednak plany Kenjego sczezły na niczym przez zwykłą nieuwagę… Najgorzej.

Naszemu zdołowanemu bohaterowi pozostaje jedynie zająć się czymś innym, użalając się raz po raz nad swoim marnym losem. Pada na pracę przy serwerach wirtualnego świata zwanego Oz. Ponoć użytkowników jest tylu, ilu posiadaczy telefonów komórkowych. Tworząc swoje alter ego – Awatar, w Ozie załatwiają wszystkie swoje sprawy. Mają również dostęp do wiadomości z całego świata, a nawet mogą brać udział w specjalnych turniejach walki. 

W międzyczasie wzdycha do najpopularniejszej dziewczyny w szkole, unikając jednak nawet drobnego zbliżenia. O rozmowie nie wspominając.

Co jednak, gdy miłość Kenjego zaprosi go na wyjazd, pod pozorem pomocy na farmie? Co jeżeli wycieczka okaże się tak naprawdę zjazdem rodzinnym? I co, jeżeli zostanie przedstawiony jako jej przyszły mąż?! 

Aż w pewnym momencie dostanie dziwną wiadomość ze skomplikowanym kodem, której rozwiązanie sprowadzi na niego, i resztę świata, lawinę problemów.

Fabuła:

W przeciwieństwie do The Promised Neverland, przez kolejne strony Summer Wars przedzieramy się sprawnie. Ale dopiero od połowy. Pierwsza część historii, która ma nam przybliżyć świat, w jaki się zagłębiamy, jest naprawdę nudna. Czytając, można wyczuć powolne tempo fabuł, ale ma to też swoje plusy – za każdym razem, gdy dzieje się coś ważnego, a w tle pojawiają się onomatopeje (na przykład „bum, bum”) to serce mimowolnie przyspiesza. To chyba przez nadzieję, że w końcu zacznie dziać się coś kluczowego.

Aż w końcu jest.

Wtedy na czytelnika spada wspomniana we wstępie lawina. Dosłownie historia wrzuca kolejny bieg (i cyk dwójeczka). Wreszcie mamy powód, aby przerzucić kolejną stronę. Dochodzi również napięcie, bo sprawa to nie błahostka – system Oz jest zagrożony i wychodzi na to, że winny jest nasz główny bohater. A może to wcale nie tak? Musicie sami sprawdzić!

Mamoru Hosoda tym razem mnie nie zachwycił, a szkoda, bo jestem wielkim fanem jego innego dzieła Ookami Kodomo no Ame to Yuki. Polskiemu widzowi prawdopodobnie lepiej znane pod tytułem Wilcze dzieci. 

Summer Wars

Postacie:

Ile razy jeszcze przyjdzie mi wyczytać ten sam schemat na główną postać? Kenjiego Koiso już trochę poznaliście: jest nieśmiały, nie ma odwagi podejść, ba, nie ma odwagi nawet nawiązać żadnego kontaktu z dziewczyną, która mu się podoba. Kreowany jest na kompletnego nieudacznika, ale, kto by się spodziewał, w pewnym sensie jest też geniuszem. W końcu to on pewnie będzie musiał uratować Oz. Nie ma kompletnie żadnych cech, które by go wyróżniały. 

Więc może inni bohaterowie to naprawią? Marzenie ściętej głowy. Natsuki Shinohara, czyli obiekt pożądania Kenjego jest równie płaska, jak on sam. Wspomniałem też, że zabrała go na zjazd rodzinny z okazji urodzin jej prababci. Dostajemy więc całe drzewo genealogiczne w jednym miejscu. Całe towarzystwo to zbiór różnych charakterów, od spokojnych i wycofanych, po gorączkowych i nadpobudliwych. 

Ważnym elementem rodziny jest też piąte koło u wozu, którego nikt nie zapraszał i tak naprawdę poza Natsuki nikt tam go nie lubi. Mowa o Wabisuke Jinnouchi, który nawet z twarzy wygląda na typa spod ciemnej gwiazdy. Pierwsze wrażenie wcale nie jest błędne, bo Wabisuke ma przysporzy sporo kłopotów. Kto by się spodziewał, prawda?

Waneko

Kreska:

Oprawa wizualna Summer Wars, mimo że na pierwszy rzut oka – chociażby na okładkę – może odrzucać, jest całkiem dobra. Iqura Sugimoto swoim stylem łączy kreskę ze starych mang z taką, do której przyzwyczaiły nas nowsze tytuły. Jednak komiks powstał dziewięć lat temu, więc nie oczekujmy stylu rodem z 2018 roku.

Ciężko jednak przemilczeć wykorzystywania grubych i cienkich kresek, czy to w modelach postaci, czy w tle. Pozwoliło to też autorce świetnie oddać dynamizm bohaterów, widoczny szczególnie przy scenach walki. Kupiły mnie również duże kadry oraz rysunki zajmujące obie strony. Jestem fanem takich zabiegów, więc za to zawsze będzie jakiś plus.

Największe wrażenie wywarł na mnie świat Oz, a także Awatary, które przyjdzie nam oglądać. Wszystko przez swój wróżkowy wygląd, który prawdopodobnie miał zachęcić nowego użytkownika do samego serwisu. Od początku jednak wydaje się trochę niepokojący. Też tak macie? Gdy coś jest przyjemne do bólu, robi się dla Was niepokojące? Napiszcie w komentarzach!

Na szczególną uwagę zasługuje Awatar o dumnej nazwie King Kazma, który  przypomina postacie z gry Overgrowth. Uwielbiam jego design.

Leniwiec pisze

Leniwiec wita lato:

Bardzo chciałem dostać ten tytuł w swoje ręce z nieznanego mi jednak powodu. Zobaczyłem okładkę i powiedziałem: chcę, to będzie dobre. 

I pierwszy raz to przeczucie mnie oszukało. Nie chce skreślać Summer Wars zaledwie po pierwszym tomie, ale gdyby nie egzemplarz recenzencki, raczej nie inwestowałbym w kolejne dwa. Historie Kenjego zamyka się w trzech tomach, więc autorzy mają jeszcze czas, aby mnie czymś zaskoczyć.

Jak na razie dostałem sztampowe, płaskie postacie, ale w ładnej oprawie graficznej. Coś jak cukierek z marcepanem. Pomimo ładnego opakowania, historia jest przewidywalna, nie ma w niej elementu zaskoczenia. Większości plot twistów domyśliłoby się średnio rozgarnięte dziecko, a momentami nawet w nie trzeba się domyślać, jedynie połączyć dwa imiona.  

Jednak warto wskazać też plusy, chociażby ta dynamika, o której Wam pisałem wcześniej. Często też kreska świetnie oddaje sytuację, rysunki wzmacniają dialogi, a nie służą jedynie za ozdobę. No i były momenty, w których się zaśmiałem. Nie kłamię. Pozostaje jedynie czekać na kolejne tomy, na razie jednak wstrzymałbym się z kupnem.

Dziękuję Waneko za nadesłanie egzemplarza do recenzji. Zapraszam również na Fanpage Leniwca!

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
%d bloggers like this: