Tsuritama – Recenzja

AnimeAnime&Manga

Written by:

Co najgorszego może spotkać nasz świat? Lub inaczej: co może doprowadzić do jego zniszczenia? Meteor, który uderzy w naszą planetę? Katastrofa ekologiczna? Antyszczepionkowcy? Nie, nic z tych rzeczy. Będzie to: ryba, człowiek i kosmita.

Czy może być coś gorszego dla maksymalnie wstydliwego chłopaka niż regularne przeprowadzki? Tym razem Yuki przenosi się ze swoją babcią na wyspę o dźwięcznej nazwie Enoshima. Słynie ona z wędkowania, bliskości oceanu, ale przede wszystkim z wszechobecnych śledzi. Jednak nawet one nie są w stanie rozwiać pesymistycznych chmur unoszących się nad głową naszego bohatera. Ciężko nie zauważyć, że Yuki nie radzi sobie z ludźmi, a teraz na dodatek musi dobrze wypaść przed nową klasą. Od początku czuł, że to wszystko skończy się fiaskiem.

Na szemrany ratunek przybywa mu Haru. Dokładne przeciwieństwo Yukiego. Entuzjastyczny, tryskający wszędzie swoim optymizmem i pistoletem na wodę blondyn, szybko wybiera sobie na cel naszego głównego bohatera. Chce go zabić? A może chce z nim łowić ryby? Zgadujcie. Macie na to chwilę… Dobra, czas minął. Jeżeli obstawiałeś drugą opcję, miałeś rację. Haru wprowadza się do domu naszego wstydliwego bohatera, tym samym wymuszając na nim swoją przyjaźń. 

Nikt jednak nie wierzył, że jest kosmitą. Owszem, zachowywał się dziwnie, ale no wiecie, jak to jest… Sprawy stają się poważne, gdy pada groźba zniszczenia świata. Jak temu zapobiec? Banalnie łatwo. Yuki ma zadanie wyłowić największą rybę, jaka pływa w oceanie. Tylko że oni kompletnie nie potrafią wędkować (Haru uznał, że też będzie wędkował).

Na wszystko jest jednak rozwiązanie. Okazuje się, że Enoshima ma wśród swoich mieszkańców jedynego w swoim rodzaju, powściągliwego i zimnego, Księcia Rybactwa! Spójrzcie na historię Yukiego i dopowiedzcie sobie, co mogło się wydarzyć, gdy Haru się o nim dowiedział…

Jak zakończą się zmagania bohaterów? Co jeszcze stanie im na drodze? I o co do cholery chodzi w tej dziwnej organizacji z zamiłowaniem do kaczek, która śledzi każdy krok Haru?! Da-ku!

Fabuła:

Tsuritama jest komedią. Wiem, wiem, mnie też to zabolało. Ale spokojnie, to jedna z gatunku tych nieśmiesznych. A przynajmniej dla mnie. Nie zrozumcie mnie źle – humor jest. Przejawia się głównie w projektach postaci: począwszy od ich wyglądu, przez charakter i zachowanie, a na wykonywanej pracy kończąc. Sama fabuła jest też w pewnym stopniu żartem. Mamy bowiem dwie płaszczyzny.

Jedną z nich jest przybycie w niewiadomym celu kosmitów na Ziemie. Całą sprawę monitoruje organizacja Duck, odpowiedzialna za wszelkie inne formy życia przybywające na naszą planetę. Coś jak ta z Men in Black. Aby nie stracić z oczu Haru, ale przede wszystkim rozszyfrować powód jego pojawienia się u nas, wysłali do Enoshimi swojego agenta, a także kilkoro jego podwładnych. Oraz jego kaczkę. Dochodzi nawet do tego, że ów agent w wieku dwudziestu pięciu lat, dołącza do klasy licealistów. Wszystko dla dobra Ziemi oczywiście.

Z drugiej strony mamy coś bardzo prostego, na pewno niepompatycznego jak kacza wersja Facetów w Czerni. Przeciętny nastolatek, z ewidentnymi zaburzeniami poczucia własnej wartości, spotyka na swojej drodze dziwaka, który już niedługo odmieni jego życie. Wymuszając na Yukim przyjaźń, spędzają razem coraz więcej czasu – przeważnie łowiąc ryby, a przy tym poznając nowych mieszkańców Enoshimy.

Ciężko też nie zwrócić uwagi, że w tym anime mamy do czynienia z prostym motywem siły przyjaźni (zaznaczyłem to już nawet dwa razy w tym tekście). Można na ten temat poprowadzić serię artykułów, omawiających ważną rolę przyjaźni w takich seriach jak Fairy Tail czy większości sportówek, ale podsumowanie będzie zawsze takie samo: siła przyjaźni to dość tandetny zabieg. Tsuritama nawet specjalnie takiego motywu nie ukrywa, ale też go nie forsuje. Sprawia, że widać go w tle, co jakiś czas przypomina o jego istnieniu, ale nie bombarduje widza wszystkimi tymi przyjemnymi uczuciami płynącymi z przyjaźni.

Tsuritama

 

Bohaterowie:

Ilość bohaterów, których serwuje nam Tsuritama, jest dość szeroka, lecz jak w każdym tytule, możemy wyróżnić te główne oraz poboczne. O pobocznych nie mam co napisać, bo poza pojedynczymi wątkami, tak naprawdę nie grają ważnej roli. Wyjątek tutaj stanowi kapitan Ayumi Inoue, który naszą trójkę dziwaków zatrudnił na swoim statku, a także Misaki Shimano – ona zasłużyła sobie na wspomnienie swoim monologiem o wędkach, a także ogromną wiedzą na temat sprzętu wędkarskiego.

Jednak najważniejsza jest tutaj czwórka: Yuki, Haru, Natsuki oraz Yamada.

Yukiego już zdążyłem Wam co nieco przedstawić: jest to uczeń liceum, wplątany przez przypadek w światową intrygę. Na co dzień jednak to zwykły, nieśmiały do granic nastolatek. Na początku sprawia wrażenie – wróć, on nią jest – ciepłej kluchy. Sprawy nie ułatwiają jego zaburzenia poczucia własnej wartości. Jak łatwo się domyślić, nie ma przez to za wielu kolegów.

Ratunek przybywa mu z innej planety. Haru jest jego zupełnym przeciwieństwem. Bezwstydny i często nietaktowny kosmita od razu zaprzyjaźnia się z Yukim. A raczej tę przyjaźń na nim wymusza. Jednak im dłużej przebywa w jego towarzystwie, – a później również w towarzystwie Natsukiego – tym bardziej staje się ludzki i zaczyna rozumieć uczucia człowieka.

Z uczuciami ma też problem sam Natsuki, nazywany tutaj często księciem rybactwa. W przypadku tego czarnowłosego bohatera możemy obserwować konflikt rodzinny, ale też konflikt wewnętrzny między własną kariera, a sklepem ojca.

Ostatni z tej dziwacznej czwórki to Yamada. Chciałbym napisać, że jest to najnormalniejsza postać, z którą przyjdzie nam się spotkać, ale niestety nie mogę. Nie uświadczymy w nim żadnych konfliktów czy niepożądanych cech charakteru. Więc co z nim nie tak? Na pierwszy rzut oka jest to zwykły dwudziestopięciolatek z kijkiem w tyłku. Nikt jednak nie wie, że pracuje w tajnej organizacji Duck, zajmującą się kosmitami na Ziemi. Jedną z cech, która ich wyróżnia, są dziwaczne pozy. No i Yamada gada z kaczką.

Kaczką, która jest mózgiem całej tej serii. Zaraz obok kota Szefa, jest to najwspanialsze zwierze, jakie ujrzymy w Tsuritamie.

Tsuritama

A ten dziadek po prawej to mnich ze świątyni. Tam każdy łowi.

 

Kreska:

Kreska w Tsuritama to nic specjalnego. Model postaci – mimo swojego miłego dla oka lub zwariowanego designu – nie są szczegółowe. Jednak każdy z nich posiada coś, co wyróżnia go spośród pozostałych – przez to łatwo zapamiętać imiona i, koniec końców, kto jest tak naprawdę kim. Brak szczegółów przekłada się jednak na animację…

Ale trzeba przyznać, że ruszają się płynnie, co jest zasługą wspomnianej animacji – do czego już nas przyzwyczaiło studio A-1 Pictures. Na przestrzeni dwunastu odcinków obserwujemy wodę oraz pływające w niej ryby i muszę przyznać, że to robi wrażenie. Największy popis, moim zdaniem, twórcy dali w dziesiątym odcinki, gdy akcja nabiera niespodziewanych obrotów i dochodzi do pewnych rękoczynów. 

W Tsuritamie najlepsze wizualnie są jednak dwa elementy: każdy moment, gdy Haru strzela ze swojego pistoleciku oraz gdy Yuki zaczyna się stresować. W obu przypadkach obserwujemy śliczną animację, jednak ten drugi przykład jest czymś, co anime Tsuritama wyróżnia: w obliczu stresu główny bohater jest dosłownie zalewany wodą, która odzwierciedla jego problemy z kontaktami międzyludzkimi.

Leniwiec Tsuritama

Szef i Tapioca – pierwsze starcie

 

Muzyka:

Nie można zapomnieć również o oprawie muzycznej. W przypadku Tsuritamy OST jest jednym z tych, które z ogromną przyjemnością będę puszczał podczas pracy. Melodie są spokojne i ciepłe. Na pewno zwrócimy na nie uwagę, podczas oglądania. Swoim klimatem świetnie pasują do tego dziwacznego anime. Tutaj mój faworyt:

Za opening był odpowiedzialny zespół Fujifabric, który użyczył swoich utworów również do openingów takich serii jak Gin no Saji (Silver Spoon) czy Ao Haru Ride. Oba z wymienionych stoją wysoko w moich rankingu najlepszych czołówek i Tsuritama wcale nie odstaje. Za ending z kolei odpowiada zespół Sayonara Ponytail, który na swoim koncie ma raptem dwa endingi: do serii omawianej, a także do anime Kill la Kill

 

Leniwiec popłynął w rejs parostatkiem

Tsuritama to seria, na którą trafiłem zupełnie przypadkiem, robiąc risercz do recenzji ERASED. Postanowiłem też zapytać na wykopie, czy ktoś już widział tę serię – ku mojemu zaskoczeniu, odpowiedziała mi zaledwie jedna osoba. Czy to znaczy, że Tsuritama jest serią niepopularną? Możliwe. Ale czy to coś zmieni? Zupełnie nic, nieznane serie też są fajne.

Tsuritama spełnia oba te warunki, bo według mnie, seans wypadł naprawdę fajnie. Wspomniałem Wam, że jest to komedia, ale z gatunku tych nieśmiesznych. Można to odbierać dwojako: z jednej strony to wada, bo komedia z założenia ma być śmieszna, z drugiej – mi to było na rękę. Autorzy jakby sami zdawali sobie sprawę, że to nie jest ultra zabawne i nie wciskali na siłę gagów co dwa ujęcia, przez co nawet mi Tsuritama przypadła do gustu. Skłamałbym jedynak, gdybym powiedział, że ani razu nawet się nie uśmiechnąłem.

Pojawił się pewien zarzut, jakoby te anime było nudne. Czy ja wiem. Przez większość odcinków minęła płynnie, jedynie przy samej końcówce stawały się trochę przegadane. Na plus jednak na pewno zasługuje rozwój postaci, który w Tsuritamie możemy obserwować. Miło patrzeć, gdy bohater odchodzi od samych przemyśleń, na rzecz rozmowy z innymi ludźmi. Koniec końców każdy się jakoś zmienił. Aż się zrobiło cieplej na serduszku.

Tsuritama to idealny tytuł, aby zresetować sobie mózg, po ciężkim dniu w pracy czy szkole. Nie wymagajmy od niej więcej.

Tyle ode mnie. Zapraszam na fanpejdż Leniwca!

%d bloggers like this: