Kokkoku – Świat w Stopklatce – Recenzja

AnimePopkultura

Written by:

Zastanawialiście się, co by było, gdybyście mieli moc do tego, aby zatrzymać czas dla całego świata wokół Was? Przyjemna perspektywa, która dawałaby wam praktycznie nieograniczone możliwości manipulowania rzeczywistością bez konsekwencji. A co jeżeli Wam powiem, że przy okazji członkowie waszej rodziny byliby porwani przez tajemniczą sektę? 

Pora na zagadkę

To nie będzie długi tekst, bo samo anime też jest proste w swojej strukturze i opowiadanej historii. Wróć, historia jest poplątana, a właściwie lore świata oraz motywacje niektórych bohaterów, ale nie spodziewajcie się tutaj „Zbrodni i Kary”, czy innego dzieła dorównującego perłom światowej literatury, kina lub komiksu. Czym więc Kokkoku jest? Jest otóż standardowym przedstawicielem gatunku typu „mystery” (ciężko mi teraz znaleźć w głowie jakiś odpowiednik tego w języku polskim) – i w sumie stanowi to jego największą siłę. W ostatnich latach bowiem ten nurt mocno podupadł i brakowało jakichkolwiek serii, które mogłyby stanowić niezłą rozrywkę dla widza. Co prawda dostaliśmy np. takie B the Beginning od Netflix, ale jego jeszcze nie miałem okazji oglądać, czy Made in Abyss – te jednak bardziej traktuję jako serię fantasy. Tym bardziej Kokkoku przyjąłem z otwartymi rękami, bo okazało się opowieścią poprowadzoną naprawdę sprawnie, z ciekawym twistem oraz nietraktujące widza jak idiotę. Niestety nie ustrzeżono się tutaj wad – i to dość poważnych.

 

Juri

 

Moment po momencie

Tak też spotykamy główną bohaterkę – Juri, która z niepowodzeniem stara się znaleźć pracę. Nie pomaga fakt, że jej starszy brat (Tsubasa) i ojciec (Takafumi) to para leserów, psujących jej opinię w oczach potencjalnych pracodawców. Dodatkowo jedna z jej sióstr (ona akurat dla całej historii nie odgrywa żadnej roli) ma nieślubne dziecko – Makoto, ten jest nadzieją na lepszą przyszłość dla klanu, przez co wszyscy na niego chuchają i dmuchają. Jedyną osobą, która wydaje się jeszcze posiadać rozum i godność człowieka w tej rodzinie (poza protagonistką), jest senior rodu, którego znamy jako Jii-san. Taki to obraz Państwa Yukawa i początkowo wydaje się, że nie ma szans na to, aby cokolwiek się w najbliższym czasie dla nich zmieniło.

Przynajmniej dopóki Tsubasa oraz Makoto nie zostają porwani przez tajemniczą organizację religijną, a najstarszy z rodu nie używa tajemniczego kamienia do tego, by ich odbić. Okazuje się, że poczęstowanie tego kawałka skały krwią i wypowiedzenie specjalnej formuły pozwala zatrzymać czas dla całego świata  – za wyjątkiem ludzi zgromadzonych wokół niego. Szybko przekonujemy się też, że nie tylko oni byli w stanie się przenieść do tego statycznego świata, ale także część z porywaczy, którzy chcą czegoś więcej niż tylko okupu. Rusza więc mordercza gra w kotka i myszkę.

 

Fabuła:

Cała opowieść skupia się na ich próbach przetrwania (a przy okazji odbicia porwanych) w tym zarówno znajomym, bo stanowiącym nasz własny, jak i obcym świecie, gdzie prawa fizyki i strzałka czasu wydają się nie mieć żadnej mocy. Kolejne karty historii i motywacje villainów odkrywane są powoli, ale wpleciono to w sposób dość organiczny – tak też główny antagonista, Sagawa Junji z typowego złoczyńcy, powoli staje się bardziej pełnoprawną postacią, a jego plany okazują się dużo bardziej personalne niż typowe „Mwahahahaha, a teraz podbiję świat i zostanę jego panem po wieki wieków!”, co jest dość miłe i odświeżające. Z drugiej strony jednak bohaterowie przez większość czasu raczej nie wychodzą poza ramy tego, jak ich przedstawiono na samym początku. Oczywiście przechodzą pewną drogę i ich pogląd zostaje w pewnych aspektach zweryfikowany, ale wciąż nie dzieje się z nimi nic spektakularnego. Tak jak od początku Juri jest twardą dziewczyną z silnym poczuciem więzi rodzinnej oraz kręgosłupem, tak pozostaje taka (prawie) do końca. Podobnie zresztą np. Jiisan albo Takafumi – ten ostatni przez cały seans stanowił bardziej comic-relief, chociaż miał swój jeden lub dwa momenty, gdzie pokazał coś więcej niż bycie pociesznym grubym leniem. Podobał mi się także finał, który zaskoczył mnie pozytywnie tym, jak generalnie mało efektowny był, a zamiast tego skupił się na bohaterach i ich wyborach na przestrzeni wszystkich odcinków oraz jakie teraz one przyniosły konsekwencje. Jak wspomniałem wyżej, poza walką o przetrwanie i odkrycie motywacji głównego przeciwnika, wiele więcej się tutaj nie dzieje i ostatecznie poza dość zakręconym światem oraz związanymi z tym ponad naturalnymi wydarzeniami nie ma nic do zaoferowania. Niemniej jednak losy rodziny Yukawa śledziło mi się całkiem przyjemnie i nie czułem się w żadnym fragmencie anime zażenowany. Wszystko spleciono w logiczną i spójną całość, a bohaterowie pomimo zwykle swojej jednowymiarowości – byli na tyle charakterni, że nie miałem problemów, aby im kibicować.

 

majima

 

Kreska:

Większy problem mam niestety z aspektami wizualnymi. Tutaj Kokkoku jest bardzo nierówne pod tym względem. Po pierwsze nie zachwyca projekt postaci – te są zaledwie ok, ale poza tym nie wyróżniają się w żaden sposób spośród innych produkcji. Dodatkowo widać, że za serią stoi młode i niedoświadczone studio, i na przestrzeni całego seansu mogliśmy zauważyć mnóstwo błędów, pomyłek wizualnych, czy dziwnie prezentujących się w kadrach bohaterów. Jakby animatorzy nie ogarniali za bardzo działania perspektywy w kontekście układu ludzkiego ciała.

Istnieją także elementy, które wyróżniały się zdecydowanie plus – jednym z nich są przede wszystkim wszelkie modele CG oraz ogólnie wykorzystanie efektów komputerowych. Te naprawdę robiły bardzo dobre wrażenie i myślę, że studio Geno zaczynało swoją karierę od tworzenia właśnie ich, jako podwykonawca dla innych ekip przy tworzeniu trójwymiarowych modeli. W Kokkoku pojawiają się np. kilkumetrowe potwory chroniące ludzi, którzy zostali zatrzymani wraz z resztą świata w stopklatce i są one wykonane w całości jako CG. I nie mogę na nie nijak narzekać, bo są szczegółowe, ich ruch jest płynny, a projekt ciekawy. Sama scena, gdy bohaterowie po raz pierwszy używają kamienia, jest dopiero efektowna, gdy użyto całego środowiska specjalnie dla niej stworzonego i obrót kamery o 360 stopni wokół lecącego owada wyglądał fantastycznie. Dodatkowo udało się także autorom anime uchwycić to, jak chaotycznie wygląda walka dwóch osób, które nie znają żadnych sztuk walki i polegają tylko na własnej sile oraz chęci przetrwania za wszelką cenę. Ich surowa brutalność, a wręcz naturalizm oraz przyziemność jest miłą odmianą po wyreżyserowanych walkach z innych produkcji, gdzie stawia się wszystko na rozbuchaną efektowność.

 

Muzyka:

Za dużo nie mogę natomiast powiedzieć o muzyce… ona po prostu jest, ale w żaden sposób ani jeden utwór z soundtracku nie zapadł mi w pamięć. Była przezroczysta – nie dodawała nic do scen, ale też nie przeszkadzała. Ot, spełniła swoją rolę, jako nieinwazyjne tło. Dotyczy to całego OST… poza openingiem, który jest absolutnie fantastyczny. Nie każdemu może użyty w nim utwór przypadnie do gustu, ale jest tak energetyczny i wpadający w uchu, że nie sposób mu odmówić uroku. Do tego dochodzi jeszcze bardzo przyjemna oprawa wizualna, gdzie postawiono na zabawę z użyciem typografii oraz kolorów, a także świetny montaż całości.

 

Herald

 

Flashback, flashback

Ostatecznie mogę polecić każdemu fanowi serii typu mystery, który czuje się sierotą po nich w kilku latach ostatnich, gdzie nie dostarczano nam zbyt wiele tego typu pozycji, a dobrych jeszcze mniej. Nie oferuje może doznań zwalających z nóg, czy historii, jaka zostanie z Wami na zawsze i sprawi, że rzucicie wszystko, i wyjedziecie w Bieszczady kontemplować wszechświat. Niemniej jednak obejrzeć moim zdaniem warto.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
%d bloggers like this: