Top 3 – Openingi

ArtykułPopkultura

Written by:

Witajcie drodzy czytelnicy. Dzisiaj wypada nam ostatni dzień tego wspaniałego miesiąca… No dobra, nie przesadzajmy ze słodzeniem. W kwietniu pojawiło się sporo ciekawych wpisów, które, mam nadzieję, przypadły Wam do gustu.

Nie o tym dzisiaj, bo podsumowanie miesiąca znajdziecie jutro na fanpejdżu.

Postanowiłem więc zamknąć miesiąc czymś… Nietypowym. Czymś, co jeszcze nie pojawiło się nigdy na Leniwcu, a może być całkiem niezłą zabawą. W końcu taki jest tego wszystkiego cel, prawda? Dlatego, zanim przejdziemy do meritum, chciałbym zachęcić Was, abyście również dołożyli cegiełkę do tego posta.

Wasze zadanie jest bardzo proste: napiszcie w komentarzu swoje trzy ulubione openingi, oczywiście możecie zostawić również linki do filmów na Youtube!

Ja z kolei zebrałem cały zespół Leniwca i nakazałem im, co można zaliczyć do tortur, również wybranie najlepszych czołówek, jakie przyszło im zobaczyć.

Leniwiec:

Liczba trzech ulubionych jest ciężkim ograniczeniem. Głównie przez to, że trudno mi wybrać „ulubione”. Jest sporo piosenek, które bardzo wpadają w ucho, za wieloma również kryją się często piękne wspomnienia i gdy tylko się je usłyszy, człowiek wzdycha głęboko: „Kiedyś to było”.

Dlatego właśnie ja zrezygnowałem ze wszystkich „skocznych” openingów, które chciałem tutaj wrzucić. Naprawdę jestem wielkim fanem czołówek z One Piece czy Toriko, więc nie miejcie mi za złe, że się tutaj nie pojawiły. Chciałem postawić na spokój i melancholijność, ale także świetne uzupełnienie klimatu, które openingi na pewno stanowiły.

Gin no Saji

Zastanawiałem się nad wybraniem openingu z pierwszej serii, bo nie ukrywajmi, oba są genialne i napełniają człowieka pozytywną energią. Padło jednak na ten z drugiego sezonu – gdy widz już jest zaznajomiony z bohaterami i ogólnym klimatem serii, może docenić smaczki takiej „wiejskiej muzyczki”. Poza tym: jakie to jest cholernie urocze!

Nagi no Asukara

Nagi no Asukara to mój pierwszy, poważny trip emocjonalny. Drugi opening pojawił się po pewnych bardzo ważnych wydarzeniach z anime, stąd jego powolny, melancholijny klimat. Aż bije z niego zagubienie, w jakie wpadli bohaterowie serii. No i to naprawdę solidnie wykonana piosenka.

Widz może też obserwować fenomenalne tła, którymi naszpikowana jest cała seria!

Natsume Yuujinchou Roku

Dziesiąty raz już to wspominam, ale jestem ogromnym fanem Natsume Yuujinchou. Jedna z najlepszych serii, jakie przyszło mi obejrzeć. Zdradzę Wam jeszcze, że jeżeli chodzi o openingi, Natsume nie wypada jakoś wspaniale. Uwielbiam pierwszy z nich. Tam to dopiero jest depresyjny klimat.

Dlaczego więc zdecydowałem się na szóstą czołówkę, gdy mogłem wprowadzić Was w dołek emocjonalny? Ponieważ swoim brzmieniem idealnie oddaje – zresztą, nawet pokazuje w sobie – zmiany, jakie przebył główny bohater na przełomie każdego z sezonów. Gdy od powolnej, smutnej piosenki, zmierza ku tak szukanemu przez siebie szczęściu.

 

Wise

„Trzy ulubione opening.” – Brzmiało to jak szybki i łatwy wybór.

Oczywiście i ja nie widziałem w tym żadnego problemu do momentu, gdy otworzyłem mój 12 gigowy folder z muzyką z anime. Zaczęły się schody, ale sam fakt, że mogłem sobie poprzypominać niektóre stare kawałki, sprawił, że się uśmiechnąłem i złapała mnie nostalgia… Naszła mnie też przez to ochota na rewatche… A niech cię Leniwcu!

Nie idźmy jednak tą drogą.

Każda pozycja ma swój unikalny opening, jak też każda osoba ma swój unikalny gust.
Mój jest bliższy do klasyki. Nie powiem, lubię też skoczne kawałki i cięższe brzmienia, nawet disco.
(No, chyba że chodzi o słuchanie polskiego radia w pracy, w takim wypadku wybieram jednoznacznie śmierć).
Gdyby nie to, że tym razem chodzi tylko o openingi, to pewnie moje top 3 byłoby od zespołu Myth&Roid.

Skoro o wilku mowa to:

Re:Zero kara Hajimeru Isekai Seikatsu

Opening 2 Paradisus-Paradoxum by Myth&Roid.

Nie ukrywam, jestem sporym fanem tej pozycji, szczerze powiedziawszy bardziej anime, bo Light Novel i manga nie przypadły mi aż tak do gustu. Nie mniej jako fan na tyle, ile dałem radę, znam, widziałem, posiadam wszystkie.

Sam opening jest dosyć żywy, ale w połączeniu z anime depresyjny. Dobrze, że wtedy gdy je oglądałem były wakacje, to mogłem depresje rozchodzić po znajomych i przetrwać frustrację z braku kolejnego odcinka.

Whitefox jako studio potrafi zrobić robotę, tak samo jako M&R muzykę.

 

Rakudai Kishi no Cavalry

Opening Sakai Mikio – Identity

Ecchi… Eh, gdyby nie ten fan service byłoby to moje top 3 ulubione anime. Opening wolę w wersji klasycznej tj. piano, no ale nie klasyfikuje się to jako opening z krwi i kości.

Nie tłumaczyłem sobie nigdy tekstu tej piosenki, ale chcę wierzyć, że chodzi w nim odnalezienie tytułowej „swojej tożsamości” oraz o zwalczenie wszelkich przeciwności losu. Motywujące.

Sam opening i anime, unikat. Dziwna kreska, czarno-białe rysunki. Jest walka, jest krew, są emocje. Mnie kupiło.

Yamada-kun to 7-nin no Majo

Opening Weaver – Kuchizuke Diamond

Przez pryzmat czasu wydaje mi się, że anime reprezentowane przez ten opening jest lepsze niż wtedy, gdy je oglądałem. Nie było to tak dawno (trzy lata?), ale istna arkadia. Potęguje to pewnie fakt, że było to jedne z pierwszych anime-romansów, które widziałem.

Ponownie bym go nie dał rady obejrzeć, bo tajemnica już rozwiana i zabrakłoby frajdy. Jednak do samego utworu wracam często.

Jakie openingi pominąłem?

Francuskojęzyczny opening z RTL7 z Dragon Balla.

Jak to dziś przejrzałem – kamisama jaka wiocha! O losie jaki wstyd, czym to się człowiek jarał w dzieciństwie. Musiałem tę żenadę rozchodzić po pokoju. Dragon Ball GT opening, chociaż samego GT nienawidziłem i nienawidzę. No i ostatni pominięty w stylu „Jaka to melodia?”. Po jednej nutce proszę:

Szamanów królem… (KRÓLEM BYĆ! – Leniwiec)

Ps. teraz będę chodził i to cały dzień śpiewał.

Bizarre

(Ja błagałem, szantażowałem. „Zrób krócej, za długo, jeszcze 200 słów utnij” – ale on się upierał. Nie mogłem nic zrobić. Ale się starałem, naprawdę! – Leniwiec (ale czyta się fajnie))

Ograniczyć się tylko do trzech subiektywnie najlepszych openingów? Niemożliwe. Zamiast tego chciałbym tutaj nagiąć nieco zasady i zamiast trzech „najlepszych” openingów zrobić to na swój sposób. Postanowiłem sobie nadać pewne ramy w postaci trzech kategorii. Pierwsza z nich: „Legendarna czołówka”, bo w takim zestawieniu musi się znaleźć dla którejś z nich miejsce przecież – uniwersalnie uważane za fenomenalny kawałek audiowizualnego orgazmu. Kolejna: „Nostalgiczny kop w jaja”, czyli może nic, co większość ludzi uznałaby za aspirację do topki, ale mam bardzo ciepłe uczucia związane z tym openingiem i poczucie cofnięcia się w czasie o te kilka dobrych lat, kiedy dopiero zaczynałem przygodę z anime. Ostatnią będzie: „Dzisiaj wybieram XYZ, ale w inny dzień mogłoby być to ZYX”, jak sama nazwa tej kategorii mówi, tutaj wybiorę opening, który obecnie mógłbym posadzić na najwyższym piedestale, jednak zależnie od dnia, czy humoru mogłoby się znaleźć tutaj cokolwiek innego. Skoro te zasady mamy omówione, możemy przejść do mięska:

 

Cowboy Bebop

Uniwersalnie uwielbiane czołówki, huh? Nie bez kozery te openingi zawsze znajdują się na szczycie każdej listy. Połączenie odpowiedniej muzyki, montażu i fantastycznej animacji działa tutaj cuda, a każdy z nich jest małym dziełem sztuki. I tak w tej kategorii mógłbym umieścić np. Cruel Angel Thesis z Neon Genesis Evangelion lub Guns and Roses z Baccano!, czy np. Again z Fullmetal Alchemist Brotherhood. Żadne jednak z nich nie załapało się na jedną jedyną pozycję, jaką mam przeznaczoną na tę kategorię. Jest to oczywiście Tank! z Cowboy Bebop. Jazzowy utwór w tle, zaczynający się uderzeniem instrumentów dętych, a po tym napięcie tylko rośnie. „Tank!” ocieka stylem, przenosząc nas do zupełnie innej epoki, kojarzącej mi się nieco z filmami noir lub kinem szpiegowskim lat 70-tych. Zresztą aspekt muzyczny to jedno, a towarzysząca mu oprawa wizualna drugie. Nawiązano tutaj przede wszystkim do klasyki Hollywood – decydując się na dość minimalistyczne podejście. Każdemu z bohaterów przypisano jeden kolor, na którego tle widzimy głównie ich sylwetki. Postawiono również na zabawę typografią, a niektóre fragmenty tła przypominają wycinki ze starych gazet. Czuć również ducha pierwszych Bondów. Podsumowując: styl i klimat, te dwa słowa definiują ten opening. Obok niego nie da się przejść obojętnie.

 

Bleach

Tak, więc zakładam swoje Nostalgic Glasses i nie zwracając dzięki nim na wszelkie wady danego openingu, mogę przejść do kolejnej kategorii. Walkę o znalezienie się tutaj przegrały: We Are! z One Piece, Go!!! z Naruto, czy Rewrite z pierwszej adaptacji Fullmetal Alchemist. Zamiast nich znalazło się tutaj miejsce dla: Ichirin no hana z Bleach. Zadajecie sobie pewnie pytanie: dlaczego? Nie ma w nim nic odkrywczego, ot przedstawienie wszystkich bohaterów biorących udział podczas akcji ratowania Ruki przez Ichigo z ekipą przyjaciół. Znalazło się parę fragmentów bardziej efektownych jak np. korzystająca ze swojej kociej zwinności Yoruichi, czy główny pojedynek tego arcu. W tle przygrywa dość dynamiczny i powiedziałbym nawet, że nieco agresywny j-rock. Ten wpada szybko w ucho i słucha się go całkiem przyjemnie nawet w oderwaniu od czołówki. Żadna z tych rzeczy jednak nie tłumaczy, dlaczego znalazł się on tutaj w tej topce. Cóż nostalgia.

 

Beck

Ostatnia i chyba najważniejsza kategoria. Mam pokusę, aby tutaj napisać cały długi elaborat na temat kolejnych czołówek i dlaczego one, bo wybranie „tego jednego” jest cholernie trudnie. Mógłbym tutaj dołożyć wszystkie openingi pojawiające się przy Jojo’s Bizarre Adventures, a także znalazłoby się tutaj pewnie miejsce dla połowy tych z obu wersji Fullmetal Alchemist. Nie mógłbym także pominąć tutaj fantastycznej czołówki Tatami Galaxy lub pompujących adrenalinę jak np. ten od DRIFTERS, czy One Punch Mana. Dużo ciepłych słów napisałbym o przepełnionym odniesieniami do mangowego oryginału openingu do Mob Psycho 100 albo totalnie oderwanego od prawdziwego klimatu anime znanego z Death Parade. Nie wspominając już nawet o klasykach pokroju tego, co zaprezentowała czołówka w Trigun… i w sumie siedziałbym tutaj tak noc, dzień i jeszcze jedną noc wymieniając kolejne pozycje, rozpływając się nad ich audiowizualnym bogactwem oraz jak czule pieszczą harfę mej duszy. Na koniec jednak na placu boju została jedna pozycja. Jest nią Hit in USA, które rozpoczynało każdy odcinek anime BECK (Mongolian Chop Squad). Cóż mogę powiedzieć, jest to fantastyczny kawałek animacji i muzyki. Przesiąknięty „amerykańskością” wzdłuż i wszerz, gdzie przez cały czas jego trwania mamy np. przebitki to na metropolie kraju Wuja Sama. Znalazło się tutaj też miejsce dla znanych z popkultury, typowych amerykańskich barów. Całość oblano jeszcze potężną dawką sosu z zagęszczonego „american dream”, bo sam tekst piosenki użytej w czołówce, choć prosty, to idealnie odnosi się do marzeń o karierze. Perfekcyjnie rezonuje to z ambicjami naszych bohaterów, którzy w samym openingu powtarzają jak mantrę: „I was made to hit in America”. W tle jednak wkrada się nuta niepewności, podkreślająca bóle bycia w kapeli i obaw o przyszłość, jaka za tym stoi. Czy się uda, czy może zatoną w zalewie innych garażowych zespołów? O tym musicie się przekonać sami, sięgając po anime, ale póki, co cieszcie się z oglądania i słuchania tego cudownego dzieła.

Posłowie – Openingi

Tak oto kończymy kwiecień, jak również ten post. 

Pamiętajcie, że każdy z tych openingów był wybierany według naszych własnych gustów – nie ma sensu kłócić się, który z nich jest lepszy, a już na pewno nie ma sensu dyskusja, dlaczego któraś świetna piosenka nie znalazła się na tej liście. Hej, możecie ją wkleić w komentarzu!

Nie zamierzamy również poprzestać na samych openingach. Już za miesiąc przyjdziemy do Was z podobną listą, ale tym razem naszych ulubionych endingów. A co dalej? Przyszłość pokaże.

Mam nadzieję, że spodobał Wam się post w takiej formie. Jeżeli tak – śmiało bierzcie udział w naszej zabawie, a także zostawcie lajka na fanpejdżu Leniwca!

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
%d bloggers like this: