Infinity War – dziesięć lat twórczości MCU

FilmyMarvelPopkultura

Written by:

Infinity War to największe przedsięwzięcie filmowe naszych czasów. Gwiezdne Wojny oddają hołd w mediach społecznościowych, ludzie w Internecie mówią, że będzie się o nim wspominać przez lata. I to, kurcze, prawda.

Szkoda, że Infinity War to najgorsza adaptacja na świecie.

Kamień Czasu.

Przygotujcie się na spoilery.

No dobra, ale o co chodzi. Infinity Gauntlet? Oryginalna seria z 1991 roku to absolutny boom w świecie komiksu.

Dostajemy wszystkich bohaterów Marvela, a także Thanosa, który już dawno pozbierał świecące kamyczki. Ziemscy herosi nie wiedzą nawet, że ktoś taki jak Thanos istnieje, praktycznie do momentu, gdy jest już za późno. W filmie pominięto dużo interesujących wątków, niestety, prawdopodobnie przez problemy z licencjami. Galactus i Silver Surfer, (który oryginalnie niesie nowinę o zgrozie z kosmosu) X-Meni i inni odgrywają znaczącą rolę, jednakże nie pojawiają się w filmie, z faktu, że należą do FOX, który dopiero niedawno został wykupiony przez Marvela.

Największe różnice, które da się znaleźć pomiędzy filmem a komiksem to sama motywacja głównego proantagonisty. Thanos pierwotnie zabił pół wszechświata nie dlatego, że miał taką fanaberię, tylko z chęci zaimponowania swojej miłości –  personifikacji śmierci (co się zresztą nie udało). Absolutnie pominięto ważne dla historii bohaterów, wydarzenia, a także postanowiono nie uwzględnić samych postaci, które grały istotną rolę. Najlepszym przykładem jest Adam Warlock, będący głównym prowodyrem walki z „Szalonym Tytanem”. Dostaliśmy zapowiedź jego pojawienia się w zakończeniu „Strażników Galaktyki vol.2”, ale chwilowo musimy czekać na Avengersów 4. Z samego przebiegu akcji, w filmie widzimy proces zbierania kamieni i minimalne wykorzystywanie ich, podczas gdy komiks skupia się na tym, jak bardzo pan „Główny Zły” stał się potężny i co robi z nieskończoną mocą. Najpierw wziął i zniknął pół wszechświata, a potem bohaterowie zrozumieli „hmmm coś jest nie tak, gdzie jest Hawkeye?”. Rzucili się na fioletową kulkę nienawiści, a on zatrzymał czas i ich poobijał. Easy.

 

Kamień Mocy, Kamień Milowy.

Jednak nie przyszedłem tu narzekać jak ten typowy nerd, że „to nie jest to samo co w komiksach hurr durr, dzieciństwo zepsute”. 10 lat tworzenia filmów o super bohaterach dostaje swoje zwieńczenie w postaci największego widowiska dekady. 10 lat chodzenia do kina na filmy. 10 lat bycia fanboyem. 10 lat siedzenia na całych napisach końcowych. 10 lat czekania na ten film. Pozostały dwa słowa: było warto. Jeżeli siedzi się tylko w tych filmach, ale w komiksach już nie, wciąż jest to bardzo ważne wydarzenie. Biorąc pod uwagę całą filmotekę, która składa się na ten jeden film, daje to poczucie spełnienia. Jednak co jeśli jest się sezonowcem i nie wiadomo, o co chodzi? „Co to za typo ze świecidełkiem na czole?”, „Co to za szczur?”, „A czemu ten pan nie ma oka?” No cóż, film daje radę wytłumaczyć fabułę w tak przystępny sposób, że przeciętny pan Kowalski i pani Nowak są w stanie zrozumieć sens filmu i czerpać z niego przyjemność. Jednakże, marvelowski wyjadacz jest w stanie czerpać dwa razy większą przyjemność z oglądania filmu, a jednocześnie wskazać jak bardzo rozbieżny jest w porównaniu z komiksem.

Marvel utrzymywał poziom w swoich filmach, gdzie każdy stanowił oddzielną historię, jednak pozwolił na stworzenie jednego, wspólnego filmu, który połączył każdy poprzedni z serii. Takie działanie stało się dla fanów swoistym wynagrodzeniem i prezentem ze strony twórców. A wpływ, jaki takie przedsięwzięcie miało na branżę filmową, pozostaje dowodem na to, że takie podejście działa. Jaka inna seria ma 18 poprzedzających filmów, gdzie każdy jest małym sukcesem?

Infinity War

 

Kamień Rzeczywistości.

Film o super bohaterach, a zatem pierwsza rzecz, która przychodzi do głowy to efekty specjalne i CGI. Marvel jak zawsze utrzymuje poziom, mieszając rzeczywiste obiekty z efektami tak, aby wyglądało to realnie i przekonująco. Jakość Motion Capture dla Thanosa jest naprawdę najwyższej noty. Eksplozje, pioruny Thora, zbroja Iron Mana i Spider Mana wyglądają lepiej niż kiedykolwiek. Oglądając jeden filmik ostatnio na youtubie, zwrócono mi również uwagę na ciekawy motyw kolorystyczny: mamy moment, gdy skaczemy pomiędzy różnymi drużynami herosów i każde miejsce ma inną paletę kolorów, by się wyróżniać. Wakanda emanuje łagodną zielenią, Tytan to płomieniste pomarańcze i brązy, a kuźnia krasnoludów jest utrzymana w odcieniach błękitu. Dzięki takiemu zabiegowi nie gubimy się wizualnie i łatwiej jest nam połapać się w akcji. Nie zwróciłem na to uwagi, ale fakt faktem, nigdy się nie pogubiłem kto, gdzie, co i jak, więc zabieg ze strony twórców działa.

Audio wykorzystuje motywy muzyczne każdej postaci w momentach kluczowych dla nich lub jak w momencie przybycia do Wakandy, muzyki kojarzonej z lokalizacją. Mastering pierwszej klasy, a jednak produkcja nie dostała własnej ścieżki dźwiękowej jak „Czarna Pantera” będąca ostatnim filmem przed Infinity War’em. Lekki zawód. Była okazja, niestety niewykorzystana. Mniej pieniędzy dla nich.

 

Kamień Duszy.

Powracają znani i kochani aktorzy w ich markowych rolach. Robert Downey Junior jako Iron Man, Chris Evans jako Cap, ale również mniej znane osobistości dostały szansę na pierwszy plan — Elisabeth Olsen jako Scarlet Witch i Paul Bettany jako Vision, a także związek ich postaci dostaje czas na ekranie. Postacie z „Czarnej Pantery” takie jak Shuri czy Okoye powracają po zrobieniu furory w debiutanckim filmie. Każdy posiada na ekranie taką samą ilość czasu. Pomimo podziału akcji między 3 drużyny bohaterów, czas jest równomiernie rozdysponowany miedzy wszystkie. Atmosfera w filmie jest dużo poważniejsza niż w poprzednich częściach, a jednak pozostał ten charakterystyczny dla Marvela humor i charyzma postaci, dzięki czemu nie są one pompatyczne i niepotrzebnie poważne jak te należące do DC.

Thanos powróci.

Avengers: Infinity War jest niezapomnianym doświadczeniem dla widza. Nieważne czy dla wieloletniego fana, czy dla zwykłego laika. Jednocześnie nie chcąc spoilerować zakończenia, należy przyznać, że pozostawia ono swego rodzaju niedosyt u widza. Twórcom doskonale udaje się wywołać uczucie swoistej pustki po wyjściu z sali kinowej, ale również chęć dowiedzenia się co będzie dalej. Jednakże każą nam oni czekać do przyszłego roku, wywołując tym samym masę spekulacji wśród fanów wcześniejszych produkcji, czy przypadkiem akcja nie będzie rozwiązana, przynajmniej częściowo, w kolejnym zapowiedzianym na również nadchodzący rok filmie: „Kapitan Marvel”, który został wspomniany w ikonicznej dla Marvela scenie po napisach końcowych. Nie ukrywam, nigdy nie byłem wielkim fanem Kapitan Marvel, więc ma swoją szansę na odkupienie w moich oczach.

Jedyne co pozostało, to czekać na zwieńczenie tej epickiej sagi w 2019 roku.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
%d bloggers like this: