Marvels – Początek

Marvel

Written by:

Nigdy nie byłem fanem superbohaterów.

Za dzieciaka nie lubiłem tych wszystkich bajek, którymi raczył nasze nieskalane mózgi Marvel czy DC (chociaż wyjątek: lubiłem starych Teen Titans). Zawsze wydawały mi się bardzo… Mroczne? Bałem się ich. Naprawdę, do dzisiaj intro Silver Surfera z czasów Fox Kids budzi we mnie pewien niepokój.

Dokładnie to samo tyczy się X-Menów, chociaż w tym przypadku nie tyle intro co sam zamysł fabularny oraz wygląd tych wstrętnych Sentileni. Spider-Mana lubiłem, chociaż i niektóre odcinki tej serii były dla mnie straszne. Hej, to było wiele lat temu. Ale pamiętam, że do gustu przypadł mi Iron Man.

Łatwo z tego wyciągnąć pewną konkluzję, że nijak nie zgłębiałem tych tematów. Obejrzałem kilka filmów, ale też nie wszystkie – i do dzisiaj są pozycje, które każdy prawdziwy fan widział sto razy, a ja nie włączyłem ich ani razu. Wybaczcie. Na Infinity War też nie poszedłem.

Dalej idąc tą myślą: nie czytałem też komiksów. Ostatnio jednak coś się we mnie zmieniło i zacząłem czuć jakąś dziwną fascynację tym uniwersum (mówię tutaj w liczbie pojedynczej, bo chodzi mi głównie o Marvel, DC mnie kompletnie nie interesuje). Poczytałem trochę o konkretnych bohaterach, nadrobiłem Guardians of the Galaxy i… Sięgnąłem po pierwsze w życiu komiksy.

Nie traktujcie więc tego posta jako stricte recenzję. Nie znam się na komiksach, nie wiem, na co powinienem zwracać uwagę, nie wymienię moich trzech ulubionych rysowników czy scenarzystów. Dlatego też nie wpisałem w tytule „recenzja”. Więc czym będzie ten tekst? Myślę, że zwykłymi przemyśleniami laika nad danym dziełem, okraszone odrobiną życiowych historii. Zapraszam do czytania.

 

Marvels

Komiks opowiada historię znanych nam bohaterów z uniwersum Marvela, ale z zupełnie innej perspektywy. Nie zostaniemy wciągnięci w intrygę, której skutkiem może być zagłada ludzkości – będziemy patrzeć na nią z boku, z perspektywy kogoś niezależnego. Nie będziemy kibicować naszym herosom w walce z „tym złym” – będziemy patrzeć zarówno na „tych dobrych” jak i ich przeciwnika przez pryzmat zwykłego człowieka.

Bohaterem Marvels jest… Dziennikarz zajmujący się robieniem zdjęć obdarowanym. Nie posiada żadnych supermocy, jedynie dobry obiektyw i odrobinę szczęścia. Fotografuje bohaterów praktycznie od ich pierwszego pojawienia się: zaczynając od Human Torcha, przez Thora i Avengers, na Spider-Manie kończąc.

Powiem Wam szczerze: chyba nie mogłem trafić na lepszy tytuł jako ten pierwszy. Tak się zdarzyło, że od pewnego czasu – wolno, bo nie jest to jakaś wybitna pozycja – czytam sobie książkę pod dumnie brzmiącym tytułem: „Niezwykła historia Marvel Comics”. Poznałem pierwszych stworzonych bohaterów i trochę historii wydawnictwa. W Marvels miałem okazję zobaczyć to w wersji rysunkowej. Gdyby nie wcześniejsza lektura, pewnie tak dobrze bym się przy tym komiksie nie bawił.

Fabuła wciąga, mimo że strasznie dużo w niej, wydaje mi się, zbędnych tekstów. Zbędnych z punktu czysto pchającego fabułę, ale niezbędnych, jeżeli wliczymy w to też budowanie klimatu. Bo w całym komiksie nie chodzi o ratowanie świata, a o postrzeganie bohaterów właśnie przez ten świat. Lęki ludzi związane z nadprzyrodzonymi mocami, szkody ponoszone przez mieszkańców przy każdej walce czy ciągłe zmiany postrzegania bohaterów – czasem są super, a czasem nie za bardzo. To wszystko wydaje się takie nowe, tak niespotykane, że naprawdę jestem szczerze zachwycony.

 

Kreska:

Muszę się przyznać, bo trochę jednak skłamałem. Chciałem ten fakt przemilczeć, zataić. Błagam o przebaczenie.

Tak naprawdę przed Marvels przeczytałem jeszcze komiks pod tytułem Iron Man: Extremis. Wspominam o nim nie bez przyczyny. Nie znam się na stylach rysowników, ciężko mi też powiedzieć, czy kreska jest w danym tytule dobra, czy zła. Mogę jedynie bazować na własnych odczuciach. I tak w przypadku Extremis kreska kompletnie nie przypadła mi do gustu. Wyglądała trochę jak grafika wykonana na komputerze?

Z kolei Marvels to zupełnie inna bajka. Bo tutaj kreska to była bajka! Jestem bardzo pozytywnie zaskoczony rysunkami Alexa Rossa. Old schoolowy styl jak nigdy umilał czytanie, a nie powodował jedynie westchnienia nad prostotą dawnej kreski. Ujęcia bohaterów czy tłumy przyciągały moją uwagę na dłuższy moment. No i jeszcze ta scena, o której gadałem cały dzień po lekturze:

Marvels

Tutaj nie widać wszystkiego – tak naprawdę ognie pokryły całe niebo, co autor rozrysował na dwie strony.

Leniwiec i Marvels

Prawdopodobnie wszystkim fanom, gdy już przeczytali to, co wypisałem wyżej, otwiera się nóż w kieszeni. Znowu jednak proszę o wyrozumiałość – to tylko post „powitalny”, w którym Leniwiec kumpluje się z komiksami innymi niż mangi. Kolejne będą już bardziej poważne, bez życiowych historii.

Jednak podzielę się jeszcze kilkoma ciekawostkami, które dostrzegłem podczas czytania Marvels. 

Oczywiście, mimo że mangi i komiksy zachodnie to w zasadzie ten sam typ tekstów kultury, są między nimi znaczne różnice. Ja, jako zapalony fan tych pierwszych, musiałem poświęcić chwilę, aby przestawić się, chociażby na inny styl czytania. Gdy japońskie komiksy czytamy od prawej do lewej – tak zachodnie już normalnie, jak książkę. Czasem jednak zdarzyło mi się o tym zapomnieć – i mieszałem się w fabule, bo przeczytałem nie ten dymek, który powinienem.

Inną znaną każdemu różnicą jest kolor. Pewnie oczekujecie, że zdecyduję, który styl jest lepszy: czarno-biały czy wręcz przeciwnie. Niestety, oba przypadły mi do gustu.

Co do samego komiksu: uważam, że świetnie przygotowano tam dialogi. Gdy słuchamy głównego bohatera – mają w sobie spokój i opanowanie. Z kolei, gdy akcja przechodzi na tłum, dostajemy sporo patosu, porozrzucane dymki i chaos. 

Tyle ode mnie: nie jest to nic wspaniałego, ale dajcie mi szansę. Jednak jeżeli Ci się spodobało, odwiedź też fanpejdż Leniwca!

%d bloggers like this: