Yuri, Yaoi and Hikikomori in the garden – Recenzja

UncategorizedWebcomics

Written by:

 

Ostatnio odkryłem stronę, która pochłania mi zdecydowanie za dużo czasu każdego dnia. Są pewne gry, które powodują syndrom jeszcze jednej tury. Webtoons powoduje u mnie syndrom jeszcze jednego rozdziału.

Od kilku dni nałogowo przeglądam internetowe komiksy. Trafiłem między innymi na historię o słodkich papugach, chłopcu, który uwielbia kawę ze Starbucksa i właśnie tytułowe: Yuri, Yaoi and Hikikomori in the garden.

Niech Was jednak nie odstraszy tytuł, bo te polskie dzieło jest zdecydowanie godne uwagi!

Yuri, Yaoi and Hikikomori in the garden

Fabuła:

Dotąd ukazały się zaledwie cztery chaptery (i trzy bonusowe!), więc fabuła Yuri, Yaoi and Hikikomori in the garden dopiero się rozkręca. Już teraz jednak mogę przyznać, że jest czymś ciekawym, a przede wszystkim – czymś, czego jeszcze nie widziałem.

Poznajemy dwójkę bohaterów tytułowego Yuriego oraz tytułową Yuri. Oboje zachęceni ciekawą ofertą pracy, niezwłocznie ruszyli do Trapowej Woli. Mają zająć się ogrodem wielkiego, wybitnego i niesłychanie bogatego pianisty, którego posiadłości ręka ogrodnika nie dotknęła od dawna. Pracodawca oferuje również zakwaterowanie. Skuszeni wizją tak świetnej pracy, stawiają się punktualnie pod bramą ogrodu.

I od razu pojawia się problem: kogo zatrudnią? Żadne z nich nie ma zamiaru odpuścić swojej przyszłej posady.

Po chwili z krzaków wychodzi Wujek Czarek w swoim szaliczku. Nie mogąc podjąć decyzji, kogo wybrać, postanawia urządzić konkurs na odnowienie dwóch klombów. Bohaterowie od razu zabierają się do pracy.

Yuri jak i Yaoi prezentują tak odmienne style, że Wujek… Postanawia zatrudnić oboje!

Czy będą umieć się dogadać? Z pozoru są jak ogień i woda, jednak mają też cechy wspólne: nienawidzą krasnali ogrodowych, których wszędzie pełno. Ich uwagę szybko przykuje również sam pracodawca, który jest jedną wielką niewiadomą – czy to kobieta? A może mężczyzna? Konflikt więc zaostrza się również w kwestiach sercowych: komu uda się rozkochać Fontanne Trap?

Yuri, Yaoi and Hikikomori in the garden

Bohaterowie:

Co nieco już Wam o postaciach napisałem, ale nie mógłbym nie poświęcić im chociażby króciutkiego akapitu. Wszystko przez to, że ich charaktery są naprawdę dobrze napisane. Gdy autor serwuje nam dwa kompletne przeciwieństwa, łatwo jest stworzyć którąś ze stron strasznie przemądrzałą czy bufonowatą. W Yuri, Yaoi and Hikikomori in the garden takiego problemu jednak nie uświadczymy, co jest ogromnym plusem.

Chociaż Yuri może sprawiać lekkie wrażenie nieco zbyt wyniosłej. Chyba że popatrzymy na jej doświadczenie: jest absolwentką ogrodnictwa, zna się na kwiatach, wie, jak i gdzie je sadzić. Z takim bagażem wiedzy trudno nie patrzeć z szyderą na kogoś kompletnie niedoświadczonego. Poza tym tworzy ładne, odpowiednio dobrane kompozycje roślin, co udowodniła nawet w konkursie na klomb. No i jest przekonana, że Fontanna to kobieta.

Yaoi z kolei jest artystyczną duszą – ukończył ASP. Do pracy ogrodnika zgłosił się, ponieważ, cytując: „Na ASP mówili nam, że i tak nie znajdziemy pracy w zawodzie”. Nie zamierza ukrywać tego, co wyniósł ze studiów i ogród Fontanny zamienia w muzeum sztuki nowoczesnej. Na przykład układając kaktusy w kształt penisa. Bo czemu nie. On z kolei jest pewny, że Fontanna to facet.

Za to Wujek Czarek okazuje się wcale nie takim miłym wujaszkiem. Nie śpieszno mu z wyjaśnieniem, że gospodarz praktycznie nigdy nie wychodzi z domu i na próżno bohaterowie ciągle na to czekają. Czasem knuje nawet jakiś mroczny plan…

Sam/sama Fontanna jest przesympatyczną osobą, chociaż spotkaliśmy ją/jego tylko raz. Dla swojego ukochanego, starego drzewa zza okna, jest w stanie nawet wyjść z domu! A to na pewno nie lada wyzwanie dla hikikomori… Co to w ogóle znaczy? Śpieszę z tłumaczeniem: osoba określana tym mianem jest wycofana ze społeczeństwa – nie spotyka się z ludźmi i praktycznie w ogóle nie wychodzi ze swoich czterech ścian. Plus jest taki, że Fontanna przynajmniej piękne gra na fortepianie…

 

Kreska:

Ciężko mi się wypowiadać w kwestii webcomicsu, gdyż nie jestem pewien, czy mogę patrzeć na niego, jak na mangę. Chociaż w tym przypadku widzimy spore nawiązanie do japońskiej kultury. Modele postaci jednak łączą ze sobą wspomnianą „mangę”, ale i pewny zachodni sznyt.

Oprawa graficzna bardzo przypadła mi do gustu. Jestem fanem prostoty, a w Yuri, Yaoi and Hikikomori in the garden właśnie to dostajemy. I mimo że próżno w komiksie szukać kadrów, nad którymi czytelnik pochyli się znacznie dłużej, tak z czystym sercem mogę powiedzieć, że kreska jest genialna. Autorka również dobrze stosuje rastry – o ile można o nich mówić w przypadku komiksu internetowego.

 

Leniwiec będzie ogrodnikiem

Nie skłamię, jeżeli powiem, że czekam niecierpliwie na kontynuację. Zdecydowanie za szybko odkryłem Yuri, Yaoi and Hikikomori in the garden, za rok miałbym znacznie więcej do czytania…

Jestem bardzo, bardzo, bardzo pozytywnie zaskoczony i nawiązując do początku recenzji: znalazłem już swoją truciznę. Webcomicsy na pewno zagoszczą na Leniwcu!

Komiks Żelaznej Woli – bo tak tytułuje się autorka – posiada jeszcze jeden, ogromny plus: poczucie humoru. Jestem fanem takiego, momentami, prostackiego humoru, więc nie dziwota, że kilkukrotnie śmiałem się na głos podczas czytania. Jednak nie wszystko kręci się wokół kaktusowych penisów, bo autorka świetnie wykorzystuje całą „dziwność” historii, tworząc masę sytuacyjnych gagów.

Jeżeli najdzie Was ochota, aby poczytać coś w internecie – śmiało sprawdzajcie stronę Webtoons i zdecydowanie od razu szukajcie na niej Yuri, Yaoi and Hikikomori in the garden! No i możecie też śledzić fanpejdż tego dzieła!

%d bloggers like this: