Bakuman 10-12 – Recenzja

MangaPopkultura

Written by:

Znowu pasowałby tu wstęp, jak dawno już nie czytałem Bakumana. Ale czy jest sens? Mogę go w ogóle nie czytać, a i tak znać wszystko, co się będzie tam działo. Tak, to ja – Leniwiec. Takim właśnie fanem jestem.

Wybaczcie, musiałem się pochwalić. Niemniej, w grudniu przyszedłem do Was z recenzją pierwszych dziewięciu tomów Bakumana, którymi byłem zachwycony. Nie obeszło się bez małych potknięć – starałem się je wszystkie zauważyć. To naprawdę trudne, gdy fanbojujesz. Jak zwykle polecam przeczytać najpierw poprzedni post, nim oddasz się lekturze aktualnego!

W ostatnim odcinku:

Co mogę dodać – napisze chyba kolejny raz: dla mnie Bakuman to pozycja, którą każdy, dosłownie każdy, kto interesuje się chociaż odrobinę mangą i anime, poznać.  Bakuman jest trochę jak Breaking Bad wśród seriali. Możesz go nie lubić, ale ostatecznie i tak powinieneś szanować.

Przyznam szczerze i w sekrecie, że tęskniłem za Bakumanem. Gdy skończyłem czytać Psycho-pass, niemal od razu – bo tego samego dnia – zabrałem się za czytanie tej mangi o mangach. Wszystkie trzy tomy pochłonąłem na dwa posiedzenia – w tych tomach Bakuman dostaje jeszcze więcej tekstu.

Zacznijmy.

Bakuman 10-12

W ostatnim tomie zostawiliśmy naszych bohaterów w momencie, gdy stało przed nimi nie lada wyzwanie. Gdy na własne życzenie anulowano ich mangę, zostali niemal na lodzie: bez pomysłu na kolejny tytuł, ale również ze zobowiązaniem: ich następna manga musi pokonać CROW’a Niizumy.

Nikt jednak nie ma zamiaru porzucić Ahirogiego Muto, co przejawia się chociażby we współpracy Miury z ich poprzednim edytorem: Hattorim. Takie samo wsparcie bohaterowie dostają od swoich ukochanych – Miho jak zwykle w sekundę pisze motywujące SMS-y, a Kaya, martwiąc się o budżet domowy, zaczęła oszczędzać.

Chociaż to drugie nie spodobało się Takagiemu i kazał jej wydawać, ile chce i na co chce… Takiej to dobrze.

Najtrudniejsze zdanie jednak stoi właśnie przed Takagim, który wspólnie z Mashiro musi w krótkim czasie wymyślić niekwestionowany hit. A konkurencji nie maleje, wręcz przybywa. Nowa, poważna manga wkracza do Jumpa, a w niedalekiej przyszłości ich przyjaciele-rywale również popiszą się swoimi umiejętnościami, tworząc świetne mangi.

I w końcu wpadają na genialny pomysł: przestępstwo doskonałe. To będzie temat ich kolejnego dzieła. Grupka o nazwie PCP będzie wykonywała perfekcyjne „przestępstwa”, ale w żaden sposób nie będzie szkodzić innym ludziom. O co może chodzić? Przekonajcie się sami!

Jednak świat nie stoi w miejscu: gdy oni myślą nad pomysłami, inni również tworzą, a redakcja dalej musi pracować. Nie może przyglądać się bezczynnie, gdy edytor nie radzi sobie w kontaktach ze swoim mangaką. Takim sposobem Jump kolejny raz wprowadza małe roszady, a Ashirogi Muto znów zmienia edytora. Jednak ta zmiana wcale nie musi być zła, ba, może bardzo im pomóc!

Ich najbliższy cel: prześcignąć chociaż jedną mangę Niizumy, a następnie otrzymać serializacje. Czy im się uda? Muszą sobie poradzić, w końcu Mashiro ma marzenie do spełnienia.

Manga

 

Manga o mangach

Moim zdaniem, od tomu dziesiątego, prawdopodobnie gdzieś tak do 16, trwa najlepszy „okres” tej mangi. Cały wątek poświęcony wymyślaniu PCP i konkurowaniu z +Natrual oraz CROW, ale także różnorodne nowe tytuły, które wtedy pojawiają się w magazynie, są znacznie ciekawsze niż to, co do tej pory nam zaserwowano. Przyznam się, że PCP jest moją ulubioną mangą w mandze. 

W tym momencie Takagi dostaje kreatywnego kopa i dosłownie żyje pisaniem. Pomijając kilka krótkich twórczych pauz, praktycznie no stop wymyśla nowe pomysły, w których łączy się jego doświadczenie z poprzednich prac. Łatwo było mi się z nim utożsamić i czasami kiwałem głową z aprobatą, mówiąc w duchu: „Tak, dokładnie tak to wygląda”. Ale nie tylko Takagi się rozwinął. Moim zdaniem z tego duetu na przestrzeni tych tomów, największy progres zrobił Mashiro. Nie dość, że postanowił rysować z samego tekstu, to jeszcze cały czas pracuje nad szybkością.

A w tym pomaga mu jeden z nowych asystentów: uroczy i niewinny, chociaż pokazujący czasem pazur – Shun. Jegoz zupełnym przeciwieństwem jest Moriya, który całym sobą wierzy w sztukę, ba, łatwo wywnioskować, że wyznaje hasło: sztuka dla sztuki. Ta dwójka jest znacznie ciekawsza od asystentów z poprzednich tomów. Polubiłem ich. 

Bakuman

Nie chce rozpisywać się o każdej postaci, bo post wyszedłby niebotycznie długi – uwierzcie mi na słowo, prawie wszyscy z tych tomów zasługują na kilka słów. Ograniczę się jednak do tego, że bohaterowie Bakumana są dynamiczni, dojrzewają z każdym tomem. Nie chodzi mi nawet o sam charakter, ale widać różnice nawet w designie.

Bakuman

 

Styl rysowania

Urokiem pisania postów z kontynuacją mangi jest to, że mało co można napisać o oprawie graficznej, bo prawdopodobnie nie uległa ona zmianie. Chociaż trzeba przyznać, że niektóre kadry przyciągają uwagę znacznie bardziej od innych. Wydaje mi się też, że Takeshi Obata pokusił się o wykorzystanie póz, których nigdy wcześniej jeszcze w mandzie nie widzieliśmy.

Ashirogi Muto

Okładki Bakumana zachwycają pomysłem i szczegółowością. W tajemnicy Wam powiem: zaglądajcie pod obwolutę, bo może akurat autorzy przygotowali jakąś niespodziankę…

Znowu się żegnamy

Szkoda, że miałem tylko trzy tomy, chociaż wydaje mi się, że to optymalna liczba na jeden post. Niemniej, czuję niedosyt i już czekam na kontynuację. Kiedyś zrobię sobie maraton z Bakumanem i przeczytam wszystkie – od początku do końca.

Wracając jeszcze do rzeczy, które mi się podobały. Ostatnio strasznie narzekałem na element romansu w Bakumanie. Dalej jestem zdania, że jest kompletnie nierealistyczny, ale w omawianych tomach wydawał się wreszcie… Normalny. Te głupie założenia bohaterów na chwilę gdzieś zniknęły i zachowywali się jak przeciętni, zakochani nastolatkowie. Nie można było tak od początku? Co za tym idzie: Miho przestała być aż taką słodką wydmuszką.

Manga recenzja

W ogóle niemal wszystkie postacie kobiece w Bakumanie zaliczył progres. Nawet dumna i przemądrzała Iwase dała się lubić. Nie kłamię, była człowiekiem! 

Mógłbym pisać i pisać, ale muszę zostawić też coś dla Was, abyście nie nudzili się podczas lektury. Ja Bakumana oczywiście polecam… w zasadzie każdemu. Dziękuję Waneko za przysłanie tych tomów i do usłyszenia w kolejnych postach!

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
%d bloggers like this: