The Promised Neverland – Tomy 2-3 – Recenzja

MangaPopkultura

Written by:

Mieszkańcy sierocińca po odkryciu prawdy, która stoi za rzekomym wysyłaniem dzieci do „nowych rodzin”, nie zamierzają biernie patrzeć na rozwój wydarzeń. Planują wszyscy razem uciec od koszmarnej Mamy oraz demonów.

Ciężko jest recenzować serie takie jak The Promised Neverland czy Psycho-Pass – o tym zresztą więcej piszę pod tym linkiem. Ciężko, ponieważ fabularnie dzieją się ważne rzeczy i nie chce psuć Wam zabawy z samodzielnego poznawania ich. Jednak ja też muszę coś o tomikach napisać, więc recenzja będzie zawierać spoilery, ale ograniczę je do minimum.

W poprzednim odcinku:

Największą wadą, jakiej się doszukałem, – trochę jak z Bakumanem – jest ilość tekstu. Nie zrozumcie mnie źle, mi to wcale nie przeszkadza, ale muszę o tym napisać. Niektórych historia może trochę znudzić.

Ogromna ilość tekstu w The Promised Neverland nie jest kłamstwem. Manga nie należy do najszybszych w czytaniu, ale nie ma innego rozwiązania. Wszystko to gra, którą trzeba idealnie rozplanować, przedyskutować i najważniejsze: przybliżyć jej zasady czytelnikowi.

Jednak nie oznacza to okropnej przewidywalności. Przyznam szczerze, że rozwój historii mnie zaskoczył.

Oj zaskoczył, zaskoczył… Zapraszam do czytania! A, no i polecam najpierw przeczytać recenzję pierwszego tomu!

Fabuła:

Nasze genialne dzieciaki, po tym wszystkim, co zobaczyli, są już pewni – muszą uciec z sierocińca. Przygotowali liny, odkryli, jak Mama kontroluje ich położenie. Zostaje jedynie zniszczyć nadajnik, zająć czymś siostrę Krone i… Co dalej? Co kryje się za murem? Czy tam w ogóle są jacyś inni ludzie oraz jak poradzą sobie na zewnątrz?

Nie ułatwia też sprawy fakt, że najprawdopodobniej mają w swoich szeregach… Szpiega! Agenta Mamy, który donosi o wszystkim, co robią inne dzieciaki. Musi być dobrze poinformowany, ponieważ Mama doskonale przewiduje ich kolejne ruchy.

Udaje się też odkryć pewną tajemnicę w bibliotece. Czyżby ktoś z zewnątrz przesyłał im tajne wiadomości?

The Promised Neverland

Fabuła w tych dwóch tomach to dobrze zrobiona kontynuacja pierwszego. Jest jednak trochę jak z kreską – przeczytacie niżej – nie było już tego efektu „wow”. Gdyby jednak się przyjrzeć, zauważymy, że historia została idealnie rozplanowana. Kaiu Shirai zmierza od punktu do punktu, nie robiąc zbędnych zapychaczy czy dłuższych przestojów.

Ukazuje nam psychologiczną grę tak naprawdę trzech obozów, z których każdy chce wygrać i uzyskać jak największe profity, a przy tym ponieść minimalne straty. Za każdym razem, gdy już jesteśmy czegoś pewni – autor zaskakuje nas niespodziewanym plot twistem. Raz Mama rozgryzie dzieciaki, raz Krone będzie spiskowała przeciwko Matce. Nie ma czasu na nudę, ponieważ The Promised Neverland daje nam dziesiątki wątków, z których każdy może być potencjalnie bardzo ważny.

The Promised Neverland

 

Bohaterowie:

Ciekawy aspekt The Promised Neverland stanowią postacie. Jak już wiecie, w tym dziele główne skrzypce odgrywa trójka postaci: Ray, Norman i Emma. W recenzji pierwszego tomu narzekałem trochę na jedyną dziewczynę w tym trio. Widzicie, Emma jest tak naprawdę typowym protagonista shounenów. Przeważnie takie sylwetki są dość nudne, mocno przewidywalne, czasami wręcz denerwujące. A w The Promised Neverland jest to pewnym atutem.

W świecie pełnym obłudy i fałszu, gdzie na każdy kroku ktoś wbija nóż w plecy, Emma, ze swoimi prostymi motywacjami – chce uratować każde dziecko z sierocińca – jest jedynym pozytywnym elementem. Każdy inny bohater nie myśli o dobru ogółu, a jedynie dąży do spełnienia własnych celów – mówię również o Rayu i Normalnie. Mama chce dalej hodować dzieci, siostra Krone odebrać jej posadę, a nasza bohaterka myśli tylko o szczęściu każdego z jej „rodziny”.

The-Promised-Neverland

Możecie uznać to za wadę i brak logicznego myślenia – przecież ucieczka z innymi dziećmi to niemal niemożliwe zadanie, (co zresztą ktoś w mandze próbuje nam wytłumaczyć) ale przy okrucieństwie ichniejszego świata, czytelnik – w tym i ja – potrzebuje takiego promyka optymizmu.

Po tych dwóch tomach naprawdę polubiłem Emmę.

Z jednej strony cieszy mnie też ostateczne rozwiązanie sprawy Krone – tak naprawdę nigdy jej nie lubiłem, jej design był mocno niepokojący. Osobiście w życiu nie zaufałbym takiej kobiecie… Niemniej, z drugiej to również trochę smuci. Akurat, gdy idealnie wpasowywała się w spisek bohaterów i poznaliśmy odrobinę jej historii… Ale plusem jest to, że autor nie boi się dokonywać takich zabiegów i nie „faworyzuje” obozu dzieciaków.

Wszystko jest tylko grą, a zasady tak naprawdę ustala Mama. Czytelnik nie może o tym zapomnieć.

The-Promised-Neverland

 

Kreska:

Nie zachwyciłem się kreską. Nie znaczy to, że nagle, z tomu na tom, stała się paskudna dla oka. Raczej nie zrobiła na mnie już takiego efektu „wow” jak przy pierwszym zetknięciu. Oczywiście, dalej szanuję szczegółowość The Promised Neverland – każdy pokój czy elementy tła są wykonane misternie. Jestem również zdania, że Posuka Demizu najlepiej sprawdza się w rysowaniu elementów horroru (swoją drogą, dużo ich w recenzowanych tomach nie było).

The-Promised-Neverland

Zacząłem jednak dostrzegać wady, jakie The Promised Neverland posiada. Miejscami pojawiała dziwne narysowana twarz, która potrafiła wyrwać mnie z czytelniczego transu, czy pewien moment w komiksie, gdzie kompletnie zgubiłem się w otoczeniu (moment, gdy Norman zeskakuje z kamienia, a potem znowu stoi na górze).

Wcale nie trzeba zaglądać do środka, aby przekonać się o wyjątkowości kreski: wystarczy uważnie przeanalizować okładki, które są pełne smaczków… No i polecam zaglądać pod obwoluty…

 

Leniwiec też ucieknie

Czekam niecierpliwie na kolejne tomy. The Promised Neverland kupiło mnie swoim klimatem i bardzo psychologicznym podejściem do tematu. Bo i jak to pominąć, gdy genialne dzieci muszą wymyślić jakiś sposób, aby uciec z domu, a przy okazji nie wpaść w sidła matki?

The-Promised-Neverland

Szczerze, sądziłem, że w tych tomach zobaczymy już wspomnianą kilkukrotnie ucieczkę. Wydaje mi się jednak, że akcja w sierocińcu potrwa jeszcze trochę czasu… Kaiu Shirai musi się postarać, aby nie popaść w sidła powtarzalności lub zwyczajnie nie znudzić czytelnika ciągłym zwodzeniem. Jestem jednak pełen optymizmu, gdy myślę o dalszych losach The Promised Neverland.

Bardzo dziękuję Waneko za udostępnienie tomików – naprawdę miła odskocznia od Wrobionej w magię.

A, no i gdy wyjdą już wszystkie tomiki, ja siebie zniknę. Nikt mi mnie nie powstrzyma przed maratonem The Promised Neverland!

1
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
0 Comment authors
Anime na lato 2018 – Leniwiec PiszeRecent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
trackback

[…] otoczką i dziecinnym wyglądem bohaterów, może stać fabuła rodem z The Promised Neverland. Coś ciężkiego i mrocznego – na to […]

%d bloggers like this: