Wrobiona w magię – Tom 1 – Recenzja

MangaPopkultura

Written by:

Kilka lat temu bardzo popularna czarodziejka imieniem Clan Lange uratowała świat przed zagrożeniem prosto z morza. Jej zadaniem był odstrzał pewnej liczby wielorybów. Wykonała je wzorowo i nie było potrzeby, aby dalej posługiwała się magią. Clan odeszła, chociaż wielcy fani dalej czekają na jej powrót…

Siedem lat później Rin, której alter ego była właśnie Clan, wiedzie już normalne życie. Opiekuje się swoją młodszą siostrą, chociaż wydaje się, że jest trochę na odwrót… Niemniej, po dziecięcych przygodach – czarodziejką była w podstawówce – zostały jej jedynie złe wspomnienia. Wyładowuje się, chociażby, na szkolnych piwniczako-pedofilach, z pociągiem do nieletnich magicznych dziewczynek.

Pewnego dnia, jej młodsza siostra – Ran przyprowadza do domu spasionego psa w bokserkach i trampkach. Błaga Rin, aby mógł z nimi zamieszkać… Pies jednak nie przyszedł do nich, bo nie miał gdzie spać. Przyszedł z zadaniem. Gdy Ran obrażona wybiegała z domu, on zwrócił się z prośbą do Rin: musi ponownie zostać czarodziejką i zapolować na kilka wielorybów.

Oczywiście, nie powiedział jej, że jej stary strój jest już trochę przyciasny…

To samo pomyślałem…

 

Fabuła:

Nawet nie wiecie, z jakim trudem przyszło mi czytać tę mangę. Naprawdę.

Gdybym miał podsumować fabułę pierwszego tomu, mógłbym to zrobić jednym zdaniem: Pies namawia Rin do powrotu, a ona nie chce, ale jednak co jakiś czas się przemienia. I to wszystko. Na tym schemacie opiera się niemal każdy dialog we Wrobionej w magię.

Chociaż przez niektórych powyższy akapit może być uznany za krzywdzący. Obserwujemy też przecież zmagania się Rin, czy wtedy już raczej Clan, z okrutnymi mediami. Jest starsza, przez co ma też więcej kobiecych kształtów, którymi, zawdzięcza to strojowi, świeci na prawo i lewo. Nic dziwnego, że w telewizji jest uznawana za zboczeńca.

Wspomniałem Wam też słówko o wielorybach. W świecie Wrobionej w magię wieloryby są stworzeniami posiadającymi talent magiczny. A raczej moc, którą nie do końca mogą kontrolować – ludzie już tak, więc wykorzystują te pokłady energii. Niemniej, wieloryby są tu kreowane na zagrożenie dla świata, które czarodziejki muszą opanować. Dziwnym fabularnie jednak jest to, że Clan czasem zabija wieloryba bez problemu, aby gdzieś w międzyczasie nie być w stanie poradzić sobie z jakimś młodym osobnikiem. Pies tłumaczy, że już dawno tego nie robiła i wyszła z wprawy… Ale na początku tomu, gdy przemieniła się pierwszy raz, jakoś nie miała z tym większych trudności, ba, po tym zdarzeniu, zabiła kolejnego – też z łatwością.

No i we Wrobionej w magię jest strasznie, strasznie dużo bluzgów. O wiele za dużo, bo, gdy na początku mogły jeszcze wyrażać emocje, potem, jako czytelnik, patrzyłem jedynie z politowaniem na ubogie słownictwo autora. Jestem przeciwny używania przekleństw w tekstach, chociaż dobrze rzucone „kurwa” może zrobić scenę. Tutaj jednak bluzgi były używane, chyba tylko po to, aby sobie były, może wydawało się twórcy, że wtedy jego manga będzie dojrzała. Nie czepiałbym się tego, gdyby to były pojedyncze przypadki, ale tutaj prawie w każdym dymku jest jakieś przekleństwo – w niektórych nawet po kilka.

Wrobiona w magię

 

Kreska:

To, co ujrzymy w środku, możemy wywnioskować po szybkim rzucie oka na okładkę. W końcu to gatunek ecchi więc soft-hentai nie jest niczym specjalnym. Ja jednak stronię od takich produkcji, bo przeważnie tracą fabularnie na rzecz śmiesznych żarcików o spódniczce czy dużych cyckach (Wrobiona w magię również nie stroni od takich zabiegów). Chociaż muszę tu przyznać, aby nie być aż tak krytyczny: bardzo podobają mi się okładki rozdziałów. Często są wykonane w bardziej poważny sposób – gdyby tylko cała manga taka była…

A zaraz po otwarciu okładki, kolorowa strona jest bardzo urokliwa.

Wrobiona w magię

Kreska w samej mandze jest przyjemna dla oka, chociaż mi bardziej przypomina jakiś webcomics. Czegoś mangowego mi w niej zabrakło. W głowie mam tylko: delikatności, ale nie jestem pewien, czy to oddawałoby w pełni moje odczucia. Warto wspomnieć, że rysunki są czasami zbyt chaotyczne, przez co ciężko cokolwiek z nich odczytać – szczególnie przy scenach walk.

Co do projektu postaci… Główna bohatera w wersji Clan jest strasznie przeseksualizowana. Podczas czytania starałem się przymykać na to oko i zrzucać winę na gatunek komiksu. Ale pękłem, gdy Clan wylądowała rozkraczona. Naprawdę, to już szczyt żenady. Co ludziom podoba się w takich mangach? Tego nie wiem, ale mi na przykład spodobała się zwykła wersja Rin. Normalna, pewna siebie dziewczyna.

Pięknym designem nie może pochwalić się jednak Pies, który wygląda obrzydliwie. I ani słowa więcej o nim.

Zastanawia mnie również projekt wielorybów we Wrobionej w magię, które nijak wielorybów nie przypominają. Mają dużą głowę i szczękę, i… Jakieś płetwy czy falbanki od sukienki – tak to wygląda, nie kłamię.

Wrobiona w magię

 

Bohaterowie:

Tyle dobrego, że Kon Shiyoto był dla nas łaskawy i nie wprowadził zbyt wiele postaci. Tak naprawdę ważna jest tylko trójka: dwie siostry i pies.

Co nie znaczy, że stworzył je dobre.

Pozytywne emocje budzi we mnie jedynie młodsza z sióstr – Ran. Jest urocza, stara się zachowywać poważnie, co niejednokrotnie mnie rozbawiło, bo to dalej tylko dziecko. Potrafi się też zwyczajnie rozpłakać i zachowywać jak na swój wiek przystało. Ta sylwetka wyszła autorowi naprawdę dobrze. Z resztą już tak kolorowo nie jest.

Rin da się jeszcze przeżyć. Rzuca bluzgami na prawo i lewo, ale znajduje się w dość trudnej sytuacji. Ma złe wspomnienia związane ze swoim magicznym dzieciństwem. A przynajmniej tak nam mówi, bo w zasadzie dowiedzieliśmy się jedynie, że musiała ściąć włosy, bo ponoć nie mogła normalnie żyć (każdy jej mówił, że jest podobna do Clan).

Odrazę budzi Pies, który jest zwykłym zboczeńcem. Musicie wiedzieć, że w tej mandze w zasadzie każda postać męska jest kreowana na zboczeńca i pedofila. Znowu: nie wiem, komu się to podoba, ale na pewno nie mi. Nasza psina cały czas mówi o tym, że Rin jako dziecko była ładniejsza i tym podobne rzeczy. Chociaż fakt faktem, była jedna poważniejsza strona w tej mandze, na której Pies mnie pozytywnie zaskoczył.

Mamy też zgraję tych stulejarzy ze wstępu, ale… Uch. Niech ktoś ukryci me cierpienia. Na trójce z obrazka poniżej się nie kończy, bo pojawia się jeszcze jeden przechodzień. Jego reakcja i zachowanie dosłownie aż mnie zatkały. „Plamisz honor Clan ty jebana szmato”. Po takim dymku miałem ochotę odłożyć tę mangę w kąt i jakoś wyjaśnić z Waneko, czemu nie będę jej recenzował. Ale dałem radę. Wszystko dla Was.

Wrobiona w magię

 

Leniwiec nie będzie magiczną dziewczynka

Powtórzę się: ciężko czytało mi się tę mangę. Mimo że to zaledwie jeden tom, siadałem do niego trzykrotnie.

Czy manga miała lepsze momenty? Myślę, że niektóre kadry były całkiem ładne, szczególnie gdy zajmowały całą stronę. Pamiętam, że uśmiechnąłem się też na kilka gagów – na przykład wspomnienie antagonistów z Dragon Ball. Ale…

Ale to zdecydowanie tytuł nie dla mnie. Istnieją osoby, którym na pewno Wrobiona w magię przypadnie do gustu: w końcu są różni ludzie na świecie. Skoro istnieje fanbejs SAO, to czemu by nie Wrobionej… Mnie jednak ani nie śmieszy pedofilia, ani bluzgi w każdym zdaniu.

Historia może mieć coś ciekawego do zaoferowania, ale pierwszy tom był przegadany. Powiedziałbym nawet, że całkiem nudny. Eh, przeczytam do końca, bo nie chce porzucać rzeczy, które raz zacząłem. Ale czuję, że to nie będzie przyjemna rzecz. Nawet nie wiem, czy powinienem polecić Wrobioną w magię fanom gatunku, bo dialogi używane w tej mandze w zasadzie nie nadają się do czytania. Chociaż gdyby je przerobić, ta manga byłaby typową pozycją ecchi. 

Dziękuję Waneko za udostępnienie egzemplarza, ale na przyszłość – darujcie sobie takie mangi, bo jest masa innych, znacznie ciekawszych na rynku. I nie mówię tego, jako fanboj niewydanej mangi, a zwykły czytelnik. Zapraszam też serdecznie do polubienia fanpejdża Leniwca.

A poza tym sądzę, że gatunek ecchi musi być zniszczony.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
%d bloggers like this: