Poison City – Tom 1 – Recenzja

MangaPopkultura

Written by:

W Tokio już niedługo odbędą się igrzyska olimpijskie. To wydarzenie zwróci uwagę całego świata na Japonię, na pewno też zwiększy ruch turystyczny. Rząd na tę okazję przygotował specjalną operację – chociaż trwała już pewien czas – „oczyszczenia”. Polega ona na ścisłej kontroli kultury, chociaż bardziej trafne byłoby słowo: cenzurze.

Wytypowana grupa, w której skład wchodzą między innymi były minister, socjolodzy, psycholodzy i pisarze, ma za zadanie określać, dla kogo nadaje się dane dzieło. Tak więc klasyfikuję się różne utwory na takie dostępne dla każdego, niezdrowe – dostępne od piętnastego roku życia oraz toksyczne, które może czytać wyłącznie osoba dorosła.

W tym świecie żyje Mikio Hibino. Jako mangaka nie ma łatwego życia, szczególnie że jego najnowszy komiks jest bardzo brutalnym, krwawym horrorem. Od początku spodziewał się problemów z wydaniem „Dark Walkera”, ale nie ma zamiaru porzucać swojego dzieła i chce walczyć o nie aż do końca.

Poison City

 

Fabuła:

Nie trzeba wprawnego oka, aby dostrzec, że choć fabuła toczy się na dwóch odmiennych, płaszczyznach, obie mają ze sobą wiele cech wspólnych, przeplatają się.

Po pierwsze mamy mangę w mandzę. Dark Walker opowiada o świecie, w którym dochodzi do dziwnych incydentów. Policja znajduje na środku skrzyżowania zmasakrowane zwłoki: na ciele było mnóstwo śladów pozostawionych przez ludzką szczękę. Szybko jednak łapią winowajcę, który po wypadku jak gdyby nigdy nic wrzucił zakrwawione ciuchy do pralki i udał się kolejnego dnia do pracy. Kolejnego dnia znajdują okaleczone ciała w kostnicy. 

Jest to początek bardzo dziwnej infekcji, która nocą wzbudza w ludziach ogromne pokłady agresji i… Najwidoczniej zmusza ich do zjadania ciał.

W tej historii poznamy dwójkę głównych bohaterów: Toru Kiritani, który poprzez udział w testach leków uzyskał znaczną odporność na wirusa oraz Haruka Sakazaki, w której ciele wytworzyły się przeciwciała. Ich głównym zadaniem jest przetrwać, następnie uratować resztę świata.

Drugim torem jedzie codzienne życie Mikio. Ciągłe poprawianie dzieła, aby zostało zaakceptowane, bezsilność wobec prawa, brak nadziei na lepszą przyszłość. Brzmi podobnie?

Poison City

 

Leniwiec o fabule:

Poison City zachwyciło mnie swoją historią i brakiem delikatności. Nie zobaczymy tutaj powolnego rozwijania się cenzury, która zahacza o coraz to kolejne elementy ludzkiego życia. W Poison City wszystko jest podkręcone do najwyższego poziomu już od pierwszych stron.

Widzimy to choćby na samym początku tomiku, gdy władze decydują się na usunięcie pomnika siusiającego chłopca z parku. Ponoć narusza ustawę przeciw pornografii dziecięcej. Jednak ludziom nie podoba się taka ingerencja w ich życie, więc wszczynają protest. Ten jednak zostaje stłumiony przemocą. Nam, Polakom, powinno towarzyszyć dziwne uczucie podczas czytania – w końcu nasz naród przerabiał to na własnej skórze.

Wspomniałem, że obie warstwy się przeplatają. Spójrzmy chociaż na sam tytuł: Poison City. O którym mieście mowa? O tym z Dark Walkera, przejętym przez trupożerców? Czy może jednak o Tokio, które coraz bardziej ugina się pod narastającą cenzurą?

Sporo osób zachwyca ten motyw przesadnej cenzury. Mi również się podoba, chociaż to dystopiczny pomysł. Jednak znacznie bardziej zachwyciła mnie właśnie ta wielowymiarowość.

W dalszej części autor wykorzystuje również motywy zaczerpnięte z historii naszego świata: sytuację z Japonii porównuje do amerykańskiego Comics Code z 1954 roku, podczas którego nakładano ogromną cenzurę na wypuszczane serie. Dochodziło nawet do spalania stosów komiksów.

Poison City

 

Bohaterowie:

Poison City nie jest serią długą, liczy sobie raptem dwa normalnej objętości tomy. Nic dziwnego więc, że nie otrzymamy tutaj wielu postaci… Ale byłoby dobrze, gdybyśmy otrzymali chociaż dwie ciekawe.

Bohaterowie Dark Walkera są mocno drugoplanowi, nawet pomimo tego, że akcja się przeplata. Żyją w świecie, w którym muszą niemal nieustannie uciekać, dlatego nie uświadczymy tam wciągających dialogów czy monologów. Raczej bohaterom towarzyszy trzecioosobowa narracja, a oni z przymusu skaczą w wir akcji.

Punktem zainteresowania powinny więc okazać się bohaterowie z normalnego świata. Tutaj niestety czeka nas zawód, ponieważ próżno u głównego bohatera szukać jakichś wyróżniających cech: ani nie jest zbytnio odważny, ani genialny w tym, co robi. Jest mocno przeciętny. Chociaż gdyby się zastanowić, to wcale nie musi być błąd. Poison City bardzo mocno stawia na realizm, a, nie oszukujmy się, większość ludzi jest właśnie taka, jak Mikiko – nudna.

Światełko nadziei pojawia się, gdy do Japonii przylatuje Amerykanin, prowadząc wydawnictwo mangowe, ale również czymś ciekawym okazuje się inny mangaka, którego mangi trafiły do kategorii „toksyczne”. Bardzo dobrze ukazano, jak go to zmieniło.

 

Kreska:

Wizualnie Poison City wyróżnia się z tłumu.

Chociaż okładka specjalnie nie przyciąga, – jak większość mang tego autora – ale posiada swój urok. Widzimy na niej główną bohaterkę Dark Walkera w swojej masce, a wszystko pozostawiono w kolorach kojarzących się z jakąś apokalipsą. Pod obwolutą nie znajdziemy nic ciekawego, jedynie kilka budynków i ulic.

Prawdziwa przyjemność zaczyna się dopiero w środku.

Rysunki są bardzo, bardzo realistyczne. Począwszy od takich zwykłych rzeczy jak budynki czy miejsca w mieście, przez wygląd jedzenia, na zwłokach kończąc. Te ostatnie, chociaż nie ma wielu scen z nimi w roli głównej, w połączeniu z całą otoczką, jaką nadaje im autor – mnóstwo krwi, czasem widzimy również narzędzie morderstwa – jeszcze bardziej odzierają Posion City z delikatności, w zamian dodając zaniepokojenie lub strach.

Modele postaci to również rzecz, która przypadła mi do gustu. Kontynuują ten poważny i realistyczny styl rysunku. Bohaterowie nie są ładni – często ukazuje się ich „wady” w anatomii czy wyglądzie. Brak tutaj niesymetrycznych kobiet czy napakowanych od stóp do głów mężczyzn, a także sterczących na pół panelu kolorowych włosów. Prędzej zobaczymy kogoś grubego, starego czy, chociażby, zupełnie przeciętnego – jak główna postać.

I jest to ogromnym plusem dla mangi, ponieważ Posion City, dzięki swojej kresce, może budzić pewne lęki, że tak niedługo mógłby wyglądać nasz świat.

Poison City

 

Leniwiec bez cenzury

Chociaż do Posion City zbierałem się długo, – trochę leżała na stosiku – tak nie żałuję ani chwili jej poświęconej.

To, co stworzył Tetsuya Tsutsui, jest czymś świetnym przez swój realizm, ale także temat, który powinien poruszyć każdego z nas – chociażby przez ostatnie wydarzenia z cenzurą Internetu. Poison City pokazuje nam, co może się wydarzyć, gdy odbierze się ludziom wolność słowa, ale również wolność wyboru. Historia rozwija się płynnie, nie serwując może plot twistów co kilka stron, ale nieustannie buduje klimat zaszczucia oraz bezsilności.

Wydaje mi się, że taki świat cenzury i propagandy nie przypadnie każdemu do gustu. Są osoby, których nie jest bajką mroczny i dystopiczny klimat, tylko wolą zrelaksować się przy czymś lekkim. Jeżeli jesteś taką osobą: nie musisz sięgać po Poison City, ponieważ prawdopodobnie nie przypadnie Ci to gustu. Ale możesz sięgnąć na przykład po Tsuritame.

Niedługo planuję zaopatrzyć się w drugi tom, więc wyczekujcie kolejnej recenzji. Zapraszam również na fanpejdż, aby nie przegapić żadnego tekstu!

Do zobaczenia niedługo!

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
%d bloggers like this: