Pokémon: Volcanion and the Mechanical Marvel – Recenzja

FilmyPokemonPopkultura

Written by:

Ash wraz z przyjaciółmi podróżują przez region Kalos, aby spełniać swoje marzenia. Właśnie postanowili zrobić przerwę od wędrówki, a przy tym urządzić mały sparing, gdy coś dziwnego niespodziewanie spadło z nieba.

Czerwony Pokemon swoim „lądowaniem” niemal na głowach bohaterów, wzburzył tumany pyłu. Gdy kurz opadł, okazało się, że Ash ma na nodze dziwną obręcz… Dokładnie identyczną, jak stworek z nieba. Szybko okazało się, że nie da się ich zdjąć, a oba urządzenia nie mogą oddalić się zbyt daleko od siebie, bo któryś z noszących zostanie przyciągnięty do drugiego.

Jednak Volcanion nie ma czasu zajmować się dziećmi. Zamiast tego, biegnie ile sił w nogach na ratunek swojej ukochanej Magearny. Magearna z kolei jest Pokemonem dosłownie wyjątkowym i niepowtarzalnym. Powstała dzięki Nicola Tesli, wynalazcy, który zmienił życie wszystkich mieszkańców Azoth. Nikt jednak nie wiedział, co tak naprawdę kryło jej serce… Prócz Alvy, a on ma zamiar wykorzystywać je do własnych celów.

 

Leniwiec o fabule:

Volcanion and the Mechanical Marvel to film, który aspirował do czegoś większego, może innego i innowacyjnego w świecie Pokemon.

Na wstępie zaznaczmy coś, co było ogromnym plusem filmu: można go oglądać bez znajomości całego uniwersum. Film tuż po włączeniu poświęca kilka minut, aby wytłumaczyć świat, bohaterów, pokemony, a nawet megaewolucje – pobieżnie, ale wystarczająco, aby bez problemu zrozumieć zasady rządzące Pokemonami.

Pokemon the Movie: Volcanion and the Mechanical Marvel

Później również jest pozytywnie. W końcu poznajemy stworzenie, które nie jest pozytywnie nastawione do Asha i pozostałych bohaterów, ba, gdy nie traktuje ich z bardzo chłodnym dystansem, staje się wobec nich wrogi! To nie koniec, bo w nieco późniejszym etapie seansu przyjdzie nam też zobaczyć całą masę Pokemonów… Nieufnie nastawionych do ludzi! Motyw skrzywdzonych stworków jest dość częstym zabiegiem w serii, ale nie przypominam sobie, aby gdziekolwiek był aż tak uwidoczniony. 

Oczywiście, nasi bohaterowie postanawiają pomóc uciśnionym Pokemonom, jak to zresztą mają w swoim zwyczaju. Jednak i tutaj Volcanion and the Mechanical Marvel zaskakuje, bo cała paczka okazuje się dość mało użyteczna. W tym filmie bardziej pomagają zmienić się Pokemonom, niż je ratować. 

I, nie sądziłem, że to kiedyś powiem, ale Zespół R miał śmieszny żart! Chociaż nie obeszło się bez wtopy jak na obrazku poniżej… Czy to dalej anime, czy już może bardzo soft hentai? Oczywiście to żart. Niemniej, oni, tak samo, jak inne znane nam postacie, nie mieli zbyt dużo do roboty. Jedynie Meowth odegrał… ważną rolę? Powiedzmy, że się przydał. 

https://youtu.be/4K551j9f3JE

 

Leniwiec dalej o fabule:

Volcanion and the Mechanical Marvel to film, który MIAŁ aspirował do czegoś większego, może innego i innowacyjnego w świecie pokemon.

Już od pierwszych chwil każdy fan rozpozna klisze na kliszach, schematy wykorzystywane już wielokrotnie w innych filmach. Zauważyliście na przykład, że w co którymś filmie Pokemon występuje GIGANTYCZNY statek, który ma siać przerażenie? Widzieliśmy to już w drugiej czy jedenastej kinówce. No ile można? Kojarzę również technologiczne miasto z ruchomymi chodnikami, więc pod względem założenia – nie wykonania – Azoth też nie jest czymś nowym. Tak samo zresztą motyw wrednego Pokemona, który przewałkowała nam produkcja z Mewtwo, chociaż motywacje były zgoła inne…

Właśnie: motywacje. Cele, jakie tworzą sobie bohaterowie lub rzeczy, które ich napędzają do czynów. Zły bohater w Pokemonach zawsze chce przejąć władzę nad światem czy zapanować nad potężną mocą, potworki chcą w większości spokojnie żyć, Ash chce zostać mistrzem i tak dalej. Logiczne, że każde działanie postaci w filmie, książce czy komiksie jest czymś uwarunkowane, nic nie dzieje się po nic ani z niczego. Szkoda, że tej logiki zabrakło w Volcanion and the Mechanical Marvel. 

Uwaga, teraz pojawią się spoilery, więc jeżeli seans jeszcze przed Tobą, pomiń kolejny akapit.

Volcanion przez cały film powtarza, że nie ufa ludziom, że Pokemony powinny trzymać się od nich z daleka, ale tak w zasadzie… To dlaczego? Wspomina nawet raz, że sam został skrzywdzony – ale to wszystko, nikt nie tłumaczy widzowi, co zaszło między nim a ludźmi i przez co stał się takim gburem.

Dokładnie to samo oglądamy po złej stronie barykady. We wcześniejszych częściach złoczyńca miał plan, miał motywacje oraz jak się okazywało, nie zawsze chciał być zły. W Volcanion and the Mechanical Marvel spotykamy Alve, który chce aktywować „potężną” broń, a nawet mu się to udaje… Ale po co? Wspomina, że chce przejąć świat. Tak zwyczajnie, nudno. Gdy w końcu patrzymy na efekty jego „starań” – nie oszukujmy się, nie zrobił prawie nic, większość rzeczy dostaje niemal na tacy – to czujemy jedynie nudę.

Oglądając ten film, poczułem się, jak gdyby ktoś wyciął mi sam początek, ważną część środka, ale pozwolił zobaczyć koniec. 

Pokemon the Movie: Volcanion and the Mechanical Marvel

 

Bohaterowie:

Nie chce rozpisywać się o bohaterach, bo ich każdy zna z serii XY, a niektórych nawet z pierwszego sezonu. Ale muszę oddać im pewne honory: byli znacznie mniej drażniący niż w poprzednich produkcjach.

No może poza Volcaniona, którego już Wam przybliżyłem. Ciągłe obrażania się na dłuższą metę nie działa, ale… Zasługuje, aby pochwalić go za trwanie w swoim charakterze. Niemal do końca – gdzie oczywiście postanowiono to zepsuć – odtrąca każdego człowieka.

Główny zły jest nikim i jako nikogo go poznajemy. Nazywa się Alva, studiował tajniki inżynierii Tesli. 

Tak, tego tesli. Tą postacią, chociaż występuje jedynie we wspomnieniach, Volcanion and the Mechanical Marvel zasłużyło na plusa. Nikola Tesla jest odpowiedzialny za cały rozwój Azoth, chociaż nie działał z elektrycznością, a tajemną nauką i sztuką. Budował silniki, maszyny, broń, wszystko! To był naprawdę dobry pomysł, aby wsadzić podobną postać do świata Pokemonów – a tym samym podkreślenie, że na wszystko się w tym uniwersum znajdzie miejsce.

 

Kreska:

Volcanion and the Mechanical Marvel powstawał w – moim zdaniem – szczytowej formie pokemonowej kreski, czyli seria XY tuż przed zmianą na Sun & Moon. Widać to w designie postaci, Pokemonów, czy teł, które nie odstają od nowych produkcji ze świata anime. 

W moich notatkach dwukrotnie napisałem „animacja!”. Volcanion and the Mechanical Marvel jest filmem raptem sprzed dwóch lat, więc możemy oczekiwać od niego więcej, niż od jego poprzedników… I film dziewiętnasty te oczekiwania spełnia. Świetnie animowane walki jak chociażby ta z „popisówki” na początki filmu, to miód dla oczu.

Pokemon the Movie: Volcanion and the Mechanical Marvel

Ciekawym projektem może poszczycić się również samo Azoth. Miasto techniki, gdzie na każdym kroku występuje motyw zębatki – krzesła, stoły, desery. Zabrakło tylko latających wszędzie Klingów. Lokacja czerpie garściami ze steampunku i muszę przyznać, że idealnie wpasowuje się w świat. Szkoda jedynie, że to miejsce wyłącznie w filmie – w anime, grach, czy komiksach Azoth nie obejrzymy.

Ale tę animację ognia ze wstępu mogli już sobie darować…

Pokemon the Movie: Volcanion and the Mechanical Marvel

 

Muzyka:

Klasycznie, na wstępnie dostajemy rozszerzoną wersję openingu z anime, w tym przypadku serii Pokemon XYZ. Nie jestem fanem tej czołówki, więc nic dziwnego, że i w filmie mnie nie kupiła. Uważam, że nie do końca pasuje do klimatu anime.

W którymś momencie przewinęła się też melodia z gier, konkretniej musyka towarzysząca nam w pojedynkach. Poczułem ogromny napływ nostalgii… Aż naszła mnie ochota pograć!

Z pozostałego soundtracku nie można wytypować jakichś ciekawszych melodii. Raczej usłyszymy dźwięki, do których przyzwyczaiły nas poprzednie filmy. Co nie znaczy, że to minus: muzyka jak zwykle pasuje do aktualnych wydarzeń na ekranie.

Volacnion i Leniwy Zachwyt

Volcanion and the Mechanical Marvel to film, który na pewno zadowoli młodszych widzów – jak każdy zresztą z tego uniwersum. Oprawa audiowizualna nie zawiodła: ustawiła nawet wyższy poziom niż poprzednie części. Piosenka na sam koniec filmu jest genialna. Nie żartuję. Kaja Czulewicz ma przepiękny głos.

Moim ulubionym zajęciem podczas oglądania filmów Pokemon jest wyłapywanie wszystkich smaczków. Nic dziwnego, że moim ulubionym momentami filmu jest zawsze wprowadzenie do świata – bo pokazują tam różne Pokemony w mieście, żyjące razem ze sobą. W Volcanion and the Mechanical Marvel na przykład zauważyłem wagony kolejki w kształcie Peliperów. A dla bardziej obeznanych z tematem: w filmie występują shiny wersje Gengara oraz Gardevoir

Pokemon the Movie: Volcanion and the Mechanical Marvel

Film jednak leży w kwestii fabuły. Bardziej skupiono się nad projektem świata, zamiast charakterami czy motywacjami bohaterów. Przez to dzieło ma w sobie sporo dziur, czy zwyczajnie nie odpowiada na pytania, które powinno odpowiedzieć. Myślę, że pod tym względem to jeden z gorszych filmów z Pokemonami.

Warto obejrzeć dla Pokemonów, dla prześwietnej piosenki na koniec, animacji i kilku smaczków. Jeżeli nie będziemy tego traktować jako poważny film, a jedynie prostą rozrywkę dla dzieci – na pewno przeżyjemy niedopracowaną historię.

Do Volcanion and the Mechanical Marvel polecam podejść z dystansem, a zamiast analizować oś fabuły, spróbować wczuć się w klimat steampunkowego miasta Nikola Tesli.

Jeżeli interesują Cię inne teksty o Pokemonach kliknij tutaj!

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
%d bloggers like this: