Transmetropolitan – Tom 1 – Recenzja

DCKomiksyPopkultura

Written by:

Cenię sobie klimat i założenia cyberpunku. Przede wszystkim dlatego, że za bardzo interesujący uważam postęp cywilizacji i technologii. Sądzę, że przyszłość jest dużo ważniejsza od przeszłości. Nie zrozumcie jednak moich słów na wyrost – ważne jest, aby pamiętać o historii świata, czerpać z niej naukę, wyciągać wnioski… Ale to już było. Zdarzyło się. Nie zmienimy tego. Przyszłość będziemy tworzyć właśnie my. Tworzymy ją nawet dzisiaj, w tej chwili.

Warren Ellis w „Transmetropolitan” ukazuje nam swoją wizję przyszłości, w klimacie cyberpunku właśnie.

Jest to najprawdziwszy, najsoczystszy cyberpunk. Nie znajdziemy tu wielu deszczowych nocy, inteligentnych robotów skrywających się w opuszczonych uliczkach (tak, śmieję się trochę z hejtrów trailera „Cyberpunku 2077” i kibicuję CD-RED), ale otrzymujemy obraz przyszłości na dragach. Mocnych dragach, w których gustują bohaterowie komiksu, jak i pewnie sam autor, bo taka wizja chyba nie mogła narodzić się w czystym umyśle. W niczym to jednak nie przeszkadza. Ja to kupuję.

 

Pająk schodzi z pajęczyny

Głównym bohaterem „Transmetropolitan” jest Pająk Jeruzalem – dziennikarz, który naprawdę pierdolnął wszystko i wyjechał w Bieszczady… W góry znaczy. Uciekł w nie przed brudem i syfem Miasta, „śmiercią Prawdy” i ogólną mieszanką skurwysyństwa. Nie, żeby Pająk był krystalicznym mnichem ascetą. On po prostu ceni sobie spokój. Swój własny.

Upomina się o niego jednak wydawca, któremu dziennikarz jest winny dwie książki. W przypadku niewywiązania się z umowy Pająkowi grozi utrata jego azylu. Niechętnie opuszcza więc swoją kryjówkę uprzednio zabezpieczając dom bombą ebolową i puszczając z dymem pobliski bar, za którym nie przepadał. Chyba możecie się już domyślać, jakim typem człowieka jest Jeruzalem.

Jerusale Spider Transmetropolitan

Razem z Pająkiem wkraczamy do Miasta, które uderza w nas całym swoim „byciem” jak Mike Tyson przeciwników na olimpiadzie w 82’. Jesteśmy porażeni przez paletę żywych, czasem nawet jarzeniowych kolorów i rozmaitości. W każdym komiksie warto dokładnie prześledzić każdy kadr, żeby wyłowić z niego wszystkie detale i niespodzianki zostawione dla nas przez rysownika. Tu jednak praktycznie każdego okienko napchane jest pomysłami jak chomicze policzki. Miasto żyje, a na jego organizm składają się tysiące kultur i istnień – ludzie ubrani w przeróżne stroje, o najrozmaitszym kroju z dodatkami przewodów, różnorakich metali,  czy elementów robotyki. Widzimy obok siebie śpiewaków gardłowych z Tuwy (republika autonomiczna w azjatyckiej części Federacji Rosyjskiej, graniczy z Mongolią – spokojnie, też tego nie wiedziałem), prostytutki ubrane w nietypowe miksy ubrań, całujących się publicznie gejów w chińskich mundurach w imię obyczajowej rewolucji, osoby podpięte stale pod przenośne kroplówki z kolorowymi substancjami odurzającymi, czy ludzi który w połowie są przemienieni w kosmitów ot tak, dla samej frajdy i potrzeby odmienności. Trochę później spotkamy też gościa w krótkich spodenkach i kaloszach, który dzierży rozpylacz z napisem „chrzty na zawołanie”. Pomyślicie, że to gabinet osobliwości, a to ledwie kropla w morzu Miasta.

Wróćmy jednak do Pająka, który dzięki swojemu nieodpartemu urokowi osobistemu i granatom dymnym zdobywa posadę dziennikarza w jednej z lokalnych gazet. Dostaje również służbowe mieszkanie, w którym przetwornik materii wytwarza dla niego garnitur oraz okulary, łączące się z nerwami wzrokowymi i służące Pająkowi za aparat. Mają też dwa gigabajty pojemności (przewidywanie pojemności urządzeń nie wyszło panu Ellisowi dość futurystycznie)!

Jeruzalem posiada więc wszystko, co potrzebne mu jest do wznowienia jego dziennikarskiej praktyki i nie mija chwila, a ma już pierwszy temat na artykuł – dzielnica Anioł 8 została zajęta przez Przekształconych, wspomnianych już ludzi, którzy połączyli swoje DNA z materiałem genetycznym obcej cywilizacji i przeistaczają się w kosmitów, a także ogłaszają suwerenność swojego dystryktu od Miasta. Jasnym jest, że nie spotka się to z aprobatą władz, dlatego Pająk wyrusza, aby znaleźć się w centrum wydarzeń.

Transmetropolitan

 

 

Rubryka sama się nie zapełni

Przywódcą Przekształconych jest dawny znajomy Pająka – Fred Chrystus. Nie ułatwia to jednak Jeruzalemowi w przedostaniu się przez barykady i żołnierzy secesji – pomaga za to wygaszenie komuś na czole papierosa i kopniak w mosznę. Jak nie drzwiami, to oknem prawda? Dzięki tak mocnym argumentom naszemu dziennikarzowi udaje się dotrzeć do przywódcy rewolucji.

Rozmowa z Fredem jednak potwierdza przypuszczenia Pająka, że secesja to czysta prywata Freda, któremu nie zależy na ludziach i na uwadze ma jedynie własne potrzeby. Po krótkiej dyskusji dziennikarz uznaje, że zebrał wystarczającą ilość materiału do artykułu, więc wraca do domu, żeby przekuć informacje w tekst do gazety. Po drodze przygarnia dwugłowego kota palącego grube, ruskie fajki. Tak mógłby minąć kolejny, normalny (jak na standardy Miasta) dzień…  Jednak w Anioł 8 wybuchają zamieszki, do których spacyfikowania zostają wysłane specjalne oddziały policji.

Transmetropolitan Leniwiec

Jeruzalem wyczuwa, że do najprawdopodobniej prowokacja, a Przekształconych czeka krwawa pacyfikacja. Rusza więc natychmiast, aby zdać czytelnikom relację z pierwszej linii, z samego serca wydarzeń. Z dachu klubu ze striptizem (całkiem niezła perspektywa) przesyła artykuł bezpośrednio na komputer swojego wydawcy. Ten, węsząc chwytliwy materiał, sprzedaje prawo do tekstu Pająka. Jego słowa są więc wyświetlane na żywo na każdym telebimie w Mieście. Docierają do każdego mieszkańca. Słowa surowe, niepoprawiane, widziane właśnie w tej chwili jego własnymi oczyma. Słowa prawdy. Właśnie to jest najważniejsze dla Pająka (i powinno takie być dla każdego dziennikarza) – prawda. Jeruzalem może być w swoich tekstach wulgarny, zbyt bezpośredni, bezczelny, nieprzyzwoity, czy jednym słowem oburzający, ale zawsze jest prawdziwy.

Opisuje więc brutalność policji oraz powody, z jakich do tego doszło, jak obojętność i milczenie mieszkańców Miasta oraz niepohamowany apetyt na władzę jego rządzących. Jest drastyczny w szczegółach – opisuje martwe ciała nastolatków na maskach radiowozów i to, że bezmyślnie tłukących ludzi policjantów przemoc doprowadza do wzwodu. Jako że tekst jest transmitowany na żywo, Miasto ulega olbrzymiej presji społecznej i wycofuje oddziały policji.

Pozorny sukces sprowadza na niego jednak karę – wkrótce zostaje brutalnie pobity przez funkcjonariuszy i ostrzeżony, że ma nie wtrącać się w polityczne sprawy. Pająk nie traktuje jednak tego jako coś karcącego. Pobicie dodaje mu skrzydeł, gdyż Prawda, jego ukochana, triumfuje. Jeruzalem znowu jest w Mieście i nie zamierza się dostosowywać do panujących w nim zasad.

Transmetropolitan-DC-Comics

 

 

Gdzie mój cholerny artykuł?!

Kolejne zeszyty Transmetropolitan są przedstawieniem procesu twórczego Pająka Jeruzalem – od pozyskiwania materiałów po ubranie ich w słowo.

Ellisowi nie kończą się pomysły i zabiera nas w przeróżne miejsca, a nawet miejsca w miejscach, a żadne nie jest wtórne czy nudne. Poznamy więc samego prezydenta kraju, którego Jeruzalem już opisywał w swoich artykułach. Nie muszę dodawać, że Pająk raczej nie pisał peanów pochwalnych na jego cześć? Pooglądamy też z naszym dziennikarzem telewizję i nie mogę się oprzeć wrażeniu, że czułem się wtedy, jakbym oglądał reklamy wraz z Adasiem Miauczyńskim w „Dniu Świra”. W Transmetropolitan wręcz dosłownie telewizja bombarduje odbiorcę błyskiem nazwanym bombą zakupową, która wypełnia reklamą jego mózg podczas snu.

Pająk zapozna nas też z przedstawicielami religii występującymi w Mieście, a wedle oficjalnych danych co sześć godzin pojawia się w nim nowy kościół. Jeruzalem mówi wyznawcom bożków, co o nich myśli i rozprawia się z nimi skuteczniej niż Chrystus z przekupniami w świątyni.

Poznamy też bliżej problemy społeczeństwa Miasta (historia Odrodzonych – ludzi, którzy dali zamrozić się w naszych czasach i ponownie przychodzą na świat w czasach Jeruzalema, nie potrafią jednak odnaleźć się w nowej rzeczywistości i żyją w stanie zbliżonym do katatonii), styl życia jego mieszkańców (na przykład sekty, która zmienia swoje ciała w obłoki urządzeń wielkości atomów) czy rozrywek (rezerwaty będące żywym odzwierciedleniem wymarłych kultur). Mamy tu więc mnogość i różnorodność niczym jak na tacce pełnej kolorowych drinków.

Może i są to siebie niepodobne, ale dobrze się komponują i zapewniam, że nie ma się po nich kaca.

Transmetropolitan

 

 

Dziennikarz Prawdy

Pająk Jeruzalem jest brutalny, ordynarny, brak mu taktu i ogłady. Polubiłem go. Ma cięty język i ciężki humor („wkurwiłem się jak bękart w dzień ojca”), który może nie spodobać się każdemu, ale to w końcu komiks tylko dla dorosłych, więc możemy pozwolić sobie w nim na nieco mocniejsze brzmienie.

Gość nie jest idealny, ale nie udaje innego – kupujemy go więc ze wszystkimi jego wadami i zaletami. Ten styl i zachowanie starego wyjadacza przypomina mi nieco postać Szarleja z „Trylogii Husyckiej” Andrzeja Sapkowskiego.

Całość zawarta jest w przyjemnej dla oka kresce – klasycznej, z nie nazbyt dużą liczbą detali, a więc przejrzystą. Wartości akcji dodaje też żywość kolorów tak ważna dla cyberpunku – tu potrzebna jest jaskrawość, ciągłe pobudzenie dla oka. Bohaterowie komiksu są wszak nieustannie pobudzeni różnymi dopalaczami bądź narkotykami (legalnymi bądź nie).

Cyberpunk to ciągła zmiana, ciągły rozwój i tak Transmetropolitan nie trzyma nas zbyt długo w jednym miejscu. Poza tym hej! To opowieść o dziennikarzu, który jest cały w tatuażach, szanuje tylko Prawdę i zrobi wszystko, by pokazać ją światu. Trudno go nie polubić.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
%d bloggers like this: