Aniołowie Zbrodni – Tom 1 – Recenzja

MangaPopkultura

Written by:

Rachel Gardner budzi się w dziwnym pomieszczeniu. Nie wie, jak do niego trafiła, nie wie, gdzie dokładnie jest. Nie pamięta nic. Wszędzie są kamery, a dziwne napisy na ścianach nie wzbudzają nadziei. W końcu znajduje windę… Którą może pojechać jedynie w górę. Co na nią tam czeka?

W końcu z głośników rozbrzmiewa pierwszy komunikat o pojawieniu się ofiary na najniższym piętrze. Od tej pory Ray przestaje czuć się bezpieczna, a w tym przekonaniu utwierdza ją już pierwsza spotkana osoba na piętrze B6.

Rozpoczyna się mordercza gra, a raczej beznadziejna ucieczka, w której nagrodą jest… Szansa przeżycia i odzyskania wspomnień.

 

Fabuła:

Tajemnicze okoliczności sprawiły, że Ray trafiła do nieznanego sobie budynku. Jedyne, co zapamiętała, to fakt, że szła do szpitala na leczenie psychiatryczne, tuż po tym, jak na jej oczach zamordowano człowieka. Znajduje tylko jedną drogę ucieczki: pojedynczą windę z jednym przyciskiem, wysyłającą ją w górę.

Pozbawiona alternatyw, udaje się na piętro B6. Obcy głos z głośników oznajmia, że została ofiarą, a pozostałe piętra mają przygotować się do rozpoczęcia rozgrywek. Jakich rozgrywek?

aniołowie-zbrodni

Mimo że pojawia się coraz więcej pytań, nie mają one większego znaczenia, najważniejsza kwestia zostaje wyjaśniona już moment później: gdy Ray niemal nie wpada w łapy, a może raczej pod kosę, zabandażowanego mężczyzny. Wtedy pierwszy raz zrozumiała, że nie jest tutaj bezpieczna…

Jakimś cudem udaje jej się uciec na kolejne poziom, ale tam jest tylko gorzej… Spotyka swojego psychologa, który z dobroci serca ofiaruje pomoc, chociaż jego mania na punkcie oczu jest bardzo niepokojąca.

Czy Rachel może komukolwiek ufać? Sama długo sobie nie poradzi… I wtedy niespodziewanie pojawia się druga ofiara. Czy wspólnie uda im się uciec z tego budynku?

aniołowie zbrodni

 

Leniwiec o fabule:

Aniołowie Zbrodni to manga na podstawie gry, o której nigdy wcześniej nie słyszałem. Założę się, że Wy również, w końcu japońskie produkcje nie cieszą się specjalną popularnością w Europie. Na pewno jednak kojarzycie anime wychodzące w tym sezonie – Satsuriku no Tenshi. Zyskało ono swoją popularność, nawet ja w tym poście napisałem o nim kilka słów. Uznałem, że to dobra okazja, aby przybliżyć sobie mangę od wydawnictwa Waneko.

Początek zarzuca nas tajemnicami: czytelnik jest równie nieświadomy sytuacji, jak sama główna bohaterka. Wspólnie muszą odpowiadać na ciągle pojawiające się pytania, – których Ray nie omieszka zadać na głos – a także spróbować zrozumieć cały kontekst pechowego położenia blondynki. To może przyciągnąć uwagę, chociaż równie dobrze wszechobecny chaos ma szansę poskutkować zwykłym zagubieniem się czytelnika, a nie wprowadzeniem go w niepokojący klimat.

Aniołowie Zbrodni, z tego, co pisali autorzy, jest horrorem. Zastanawia mnie jednak, w jakiej średniej wieku manga szukała swojego targetu. Elementów strasznych jest tutaj tyle, co kot napłakał. Mogłoby być ich znaczenie więcej, gdyby Makoto Sanada potrafił zbudować odpowiedni klimat. Zamiast niepewności, czytelnik jest wręcz bombardowany znakami „UWAGA, TO MA BYĆ PODEJRZANE”. Może w grze to działało, ale jeżeli chcemy robić literaturę, warto by było postarać się trochę bardziej.

aniołowie zbrodni

 

Bohaterowie:

Postacie to też pewien mankament Satsuriku no Tenshi. W pierwszym tomie dostaliśmy ich raptem troje.

Główna dwójka występuje już na okładce. Chłopak w kapturze, cały owinięty bandażami i z kosą na plecach, przedstawił się jako Zack. Z zawodu jest seryjnym mordercą, a jak to z nimi bywa, nie jest do końca normalny. Największą radość sprawia mu mordowanie każdego, kto jest szczęśliwy. Przy tym jest też porywisty oraz nie stroni od bluzgów. Daleko mu jednak do wyrafinowania, na przykład, Hannibala, ale jestem pewny, że spełniłby się w jakiejś masakrze piłą mechaniczną.

Drugim szaleńcem, jakiego przyjdzie nam poznać, jest Danny – z aparycji bardzo miły, jak już wiecie, jest psychologiem. Szaleje za oczami i ciągle szuka tych idealnych, o perfekcyjnym kolorze i wyrazie. Autor pierwowzoru twierdzi, że to Danny dostał najwięcej głębi – no cóż, może to szczyt możliwości i jeżeli ma rację, to dalej może nie być nikogo ciekawszego… to smutne, ale mam nadzieję, że się mylę!

Najciekawszy jak dotąd był mały ptaszek, którego Ray spotkała na pierwszym piętrze. Nie dość, że był uroczy, to jeszcze miał ważną rolę – pozwolił na rozbudowę charakteru głównej bohaterki. I jak widać, dało się to zrobić bez uprzedniego informowania o tym dziesięć razy.

Na koniec zostawiłem Rachel Gardner, okładkową blondynkę o pięknych oczach – z tego co mówił Danny. Moim zdaniem najgorzej wykonana postać do tej pory. Jest zupełnie pozbawiona wyobraźni… Ale też zwykłych, naturalnych emocji. Zaledwie kilka razy widać było po niej, że jest przestraszona – oczywiście wtedy, gdy nam o tym nie mówiła. Jakby kompletnie nie zdawała sobie sprawy z własnego położenie: przecież jest ofiarą, kurczę! Bój się, panikuj, reaguj nieodpowiednio – przecież targają tobą emocje, a na każdym kroku ktoś chce Cię zabić!

A wtedy nagle pstrykniecie palcami i autor zmienia charakter Ray o 180 stopni. Nagle staję się jakby całą tą sytuacją znudzona i równie nagle chce już tylko umrzeć. Nie sądzę, żeby te kilka słów, które usłyszała moment wcześniej, aż tak na nią wpłynęły. Kompletnie niezrozumiały dla mnie zabieg.

 

Kreska:

Okładka jest naprawdę bardzo ładna: modele postaci w mrocznym, zacienionym pomieszczaniu, ze wzrokiem utkwionym w czytelnika. Dodaje to tajemniczego elementu, ale także przyciąga uwagę.

Szkoda jednak, że wewnątrz nie jest już tak kolorowo.

Kreska w mandze aniołowie zbrodni jest bardzo… prosta. Bohaterowie są pozbawienie szczegółowości, a otoczenie proste i powtarzalne – ale to ostatnie wynika raczej z założenia fabuły i pod koniec poprawia się na lepsze. Nie zmienia to jednak faktu, że oprawa wizualna nie porywa.

Kudan Nazuki znacznie lepiej radzi sobie z tymi niepokojącymi momentami, w których czytelnik ma się bać. One na pewno zapadną mi pozytywnie w pamięć, bo, gdyby tylko inaczej poprowadzić narrację, robiły by robotę i lekko przyspieszały bicie serca czytelnika.

Nie chcę, ale muszę też wspomnieć o fakcie, że w dynamicznych scenach – a jest ich w Satsuriku no Tenshi całkiem sporo – można się pogubić. Są aż nazbyt chaotyczne.

Autor nie wykorzystuje również jakichś oryginalnych kadrów, nie eksperymentuje z ich ułożeniem, czy perspektywą. Raczej stawia na duże okienka, przez co na stronie nie mieści się ich wiele.

 

Leniwce zbrodni

Mangę Aniołowie Zbrodni przeczytałem w niecałe pół godziny. Nie przez.to, że szybko czytam, – wręcz przeciwnie – a przez fakt, że komiks nie powala wielkością. A 22 złote za 160 stron to dość średni stosunek cena-produkt – szczególnie, że za tę cenę dostaniemy znacznie bardziej obfite tytuły. I z całego serca błagam: zrezygnujcie z „paczałek”.

Jak łatwo wywnioskować, aniołowie zbrodni nie byli dla mnie w ogóle straszni, co przy horrorze nie jest pozytywną cechą. Jednak komiksy pod obwolutą są całkiem zabawne – wydaje mi się nawet, że Aniołowie Zbrodni to mogłaby być dobra komedia. 

Nie wiem jak wypada gra – może tam historia wciąga bardziej, a obecność muzyki, głosów i wszelkich dźwięków wpływa na jej odbiór. Przede mną jeszcze anime, wiec śledzie fanpejdż – tam na pewno napiszę o nim co nieco.

W ogólnym rozrachunku manga mnie nie kupiła. Może zwyczajnie, jako fan dobrych horrorów, nie jestem jej targetem. Niemniej, z pełnym osądem wstrzymam się do czasu, aż nie ujrzę końca mangi. Na ten moment polecam podchodzić do niej z hmm… pewnym dystansem.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
%d bloggers like this: