ERASED Miasto, z którego zniknąłem – Tomy 1-2 – Recenzja

MangaPopkultura

Written by:

Każdy z nas czasem miewa takie momenty, w których zastanawia się: „gdybym w danej sytuacji postąpił inaczej, to czy cokolwiek by się zmieniło?”. Nieraz takie myśli potrafią spędzić sen z powiek. Nikt jednak tak naprawdę nie wie, jak zareagowałby w sytuacji, w której zwyczajnie… cofnąłby się w czasie. Nikt poza Satoru.

I chociaż większość ludzi cofałaby się w czasie z własnej woli, tak Satoru nie ma na to kompletnie wpływu. Taka sytuacja zdarza mu się zupełnie przypadkowo – zawsze wtedy, gdy musi coś naprawiać lub poprawić… Tylko często nie ma pojęcia, co dokładnie zmieni bieg historii.

W końcu, po serii niefortunnych zdarzeń, „odrodzenie” – bo tak to nazywa – wyrzuca go aż osiemnaście lat wstecz, do czasów, gdy jeszcze był uczniem podstawówki.

Do czasów przed dramatycznym wydarzeniami z jego miasta. Na kilka dni zanim porano i zamordowano trójkę dzieciaków. To one mogą być kluczem dziwnej przypadłości głównego bohatera, ale i wszystkich przyszłych tragedii.

 

Fabuła:

Satoru Fujinuma wiedzie dość nudne, zdecydowanie mocno przeciętne życie. Jego wielkim marzeniem jest zostać poczytnym mangaką, ale po debiucie… Kompletnie mu to nie wychodzi. W każdej jego pracy brakuje autorskiego pierwiastka. Musi dorabiać na utrzymanie, rozwożąc pizze… Ale przynajmniej towarzyszy mu w tym miła licealista imieniem Airi.

ERASED

I choć czasem dzięki revivalowi (tak również nazywa moment cofania się w czasie) może zostać przypadkowym bohaterem, sam za wspomnianego się nie uważa. Poza tym często ratując czyjeś życie, sam ponosi straty zdrowotne.

Wszystko zmienia się, gdy w odwiedziny przyjeżdża jego matka… A kilka dni później zostaje zamordowana. Wszystko wskazuje na to, że tajemnicza sprawa sprzed osiemnastu lat, pozornie wyjaśniona – wskazano winnego, a niedługo potem skazano go na karę śmierci – nie odsłoniła do końca wszystkich swoich kart… Co, jeżeli policja się myliła, a morderca dalej jest na wolności?

W pewnym momencie Satoru wymusza odrodzenie, które cofa go aż do czasów podstawówki. Bogaty w doświadczenie zbierane niemal przez trzydzieści lat życia, ale też ze znajomością zbliżających się wydarzeń, postanawia zmienić los i za wszelką cenę nie dopuścić do tragicznej serii porwań.

Pomóc ma mu w tym zaprzyjaźnienie się z pierwszą z ofiar: Hinazuki Kayo. Ta jednak, prócz zagrażającego jej niebezpieczeństwa, na głowie ma znacznie większy problem domowej patologii.

ERASED

 

Leniwiec o fabule:

Nie chciałem kolejny raz rozpisywać się o fabule – zrobiłem już to przecież kilka miesięcy temu, gdy recenzowałem anime ERASED. Tytuł ten nie jest przypadkiem, w którym animowana adaptacja podążyła swoim ścieżkami (przynajmniej na ten moment), więc opis z poprzedniego posta będzie jak najbardziej trafny.

Mimo że oś fabuły pozostaje taka sama, istnieją odmienne szczegóły, które w ogólnym rozrachunku stawiają całokształt mangi ponad poziom anime i mogę stwierdzić to już po pierwszych dwóch tomach.

Sam wątek kryminalny w oryginalnym dziele prezentuje się dużo lepiej. Po pierwsze nie jest tak banalny, jak był ukazany w anime – a raczej czytelnik nie dostaję już na samym początku wskazówki, która, będąc szczerym, od razu rozwiązuje całą zagadkę. Zamiast tego widmo morderstw jest gdzieś z tyłu głowy, zarówno naszej, jak i głównego bohatera.

Wprowadza to nieco poważniejszy klimat. Jednak czynnikiem, który najmocniej na niego wpływa, jest zdecydowanie narracja. Większość fabuły przybliżana nam jest przez myśli Satoru. W anime, po dłuższym czasie, powodowało to lekkie znudzenie, lecz w mandze świetnie współgra z klimatem, nadając mu pewne poczucie beznadziejności.

Ma to swoje wady, gdyż na stronie pojawia się znacznie więcej dymków z tekstem – co wpływa bezpośrednio na tempo czytania. Jednak gdy spojrzy się na zakres fabuły, jaką obejmują te dwa tomy, ma się wrażenie, że akcja rozwija się szybciej, niż w anime.

ERASED

 

Bohaterowie:

W tym przypadku nie ma praktycznie żadnych różnic między oryginałem, a adaptacją, dlatego, jeżeli chcecie poznać całą gromadę postaci, kolejny raz odsyłam Was do recenzji Boku Dake.

Skupić chciałem się na ich wyglądzie, a tym samym uszczknąć troszkę z kolejnego akapitu o kresce. Bohaterowie komiksowego ERASED tracą w anime. Tracą swoją zadziorność, wynikającą ze stylu rysowania. Anime mocno je „ugrzeczniło”, przez co stali się bardziej pospolici. Manga ukaże ich autentyczny wygląd, którego nie da się pomylić z żadnym inny tytułem. I da się zauważyć też delikatne różnice w samym designie niektórych postaci, na przykład Yukiego.

Zabrakło na pewno głosów, których z logicznych przyczyn w mandze nie usłyszymy. Szkoda, bo bardzo pozytywnie wpływały na imersję, a w tytułach takich jak ERASED, gdzie tematyka ociera się o fantasy, to bardzo ważne.

ERASED

 

Kreska:

Gdy pierwszy raz rzuciłem okiem na ERASED, byłem sceptycznie nastawiony. Chociaż kolorowe strony z samego początku budziły pozytywne emocje, tak kolejne kartki to zmieniły – dostałem toporną, kanciastą kreskę.

Szybko jednak Kei Sanabe obrócił swój oryginalny styl w ogromną zaletę. Mając w głowie ugrzeczniony obraz ERASED, na początku nie mogłem przekonać się do stylu, w jakim rysowania jest manga. Był to błąd, którego w trakcie czytania się wyzbyłem.

Szybko zacząłem zachwycać się poszczególnymi kadrami. Kei Sanabe zdecydowanie ma talent do ukazywania dynamiki swoimi rysunkami – robi to naprawdę świetnie! Gdy akcja nabierała prędkości, aż serce mi przyspieszało, nie kłamię! Poza tym, takie budowanie klimatu kadrami pozbawionymi tekstu, jakie zapewniło nam ERASED, próżno szukać nawet ze świeczką.

Cieniowanie wpasowuje się w styl mangi, ale zdecydowanie nie porywa. No i sam autor wspominał na końcu tomu, że średnio radzi sobie z prawymi profilami. Nie wpływa to jednak jakkolwiek na przyjemność z czytania.

ERASED

 

ERASED Leniwiec, z którym zniknąłem:

Jestem bardzo zadowolony z tego, jak prezentuję się tomik. Nie wiem, ile w tym zasługi wydawnictwa Studia JG, a ile samej mangi – ale jestem skłonny płacić za nie te trzy złote więcej. Koniecznie zaglądajcie pod obwoluty, minimalizm to przyszłość!

Jak już jesteśmy przy wydaniu: dobrze by było, gdyby tłumacze dawali również małą adnotację odnośnie przelicznika waluty. W ERASED od czasu do czasu pojawia się jakaś suma i myślę, że czytelnik byłby zainteresowany, ile to mniej więcej naszych polskich złotych.

Co do samej mangi, nią jestem szczerze zachwycony. Rozwija się w każdej warstwie, w której powinna: zarówno pogłębiania charakteru głównego bohatera, jak i płynnego rozwijania fabuły. W momentach smutnych nie sposób uchronić się od spadku nastroju, a weselsze momenty zwyczajnie rozczulają.

Dobrym zagraniem było również zrezygnowanie z kilku słów na motylkach obwoluty czy w środku tomu (jak na przykład w Jak zostałam bóstwem!?), na rzecz kilkunastu zabawnych kadrów, okraszonych historyjkami na samym końcu tomu.

Myślę, że powinna być to pozycja obowiązkowa na każdej półce fana – może nie dzięki wybitnemu kryminałowi, a ogólnemu wysokiemu poziomowi wszelkich innych elementów.

Dalej Was nie przekonałem? Kei Sanabe swego czasu pracował jako asystent Hirohio Arakiego – autora genialnego JoJo’s Bizarre Adventure, a to już coś znaczy!

Leniwiec pisze

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
%d bloggers like this: